ARCTIC MONKEYS

Kawa na ławę, bez zbędnych dupereli o historii zespołu i dlaczego jest tak cholernie ważny dla współczesnego rocka: Arctic Monkeys wydali czwartą płytę. Inteligentną, głęboką, dojrzałą – taką, która potrzebuje czasu, żeby przekonać do siebie słuchacza i ujawnić mu wszystkie swoje zalety.

 

Minęły czasy nastoletniej buńczuczności, przeszła chłopakom przyświecająca ich poprzedniej płycie chęć szalonego eksperymentowania – postawili na rewitalizację swojego brzmienia i nadanie mu bardziej dorosłego charakteru poprzez sięgnięcie do klimatów z okolic klasyki rocka (też tej świeżej – czy ,,She’s Thunderstorms” nie zalatuje Oasis?) i refleksję nad swoimi własnymi dokonaniami. Jest bardziej piosenkowo niż na „Humbug”, choć wciąż słychać jego echa: napędzane ciężkim riffem, majestatycznie stąpające ,,Don’t Sit Down ‚Cause I’ve Moved Your Chair”, czy monotonne ,,All My Own Stunts” wyraźnie noszą znamiona Josha Homme, zaś surowe ,,Brick by Brick” unosi się gdzieś pomiędzy rockiem z lat ’70, The White Stripes i wyniosłością piosenki bondowskiej. Nowym kierunkiem zaś z pewnością jest bardziej spokojny i stonowany w stosunku do dotychczasowej twórczości zespołu wydźwięk całego materiału – spokojnie, nie zmienili się jeszcze w drugich The National, ale i do tańca ,,Suck It…” raczej Was nie skłoni.

Na szczęście nie jest na tyle inaczej, żeby starzy fani poczuli się nieswojo – słychać, ze to wciąż ta sama kapela, która narobiła tyle szumu przy okazji swojego debiutu, tylko w wersji nieco dojrzalszej. Miłośnicy rozszalałych ,,I Bet That You Look Good on the Dancefloor” czy ,,Brianstorm” muszą tym razem obejść się ze smakiem albo dorosnąć i zacząć cenić melodie bardziej od hałasu, bo na „Suck It…” przeważają kawałki bliższe umiarkowanym balladom rockowym niż parkietowym wymiataczom. Najbliżej swoim wczesnym dokonaniom grupa zbliża się w uroczym, melodyjnym ,,That’s Where You’re Wrong”, przypominającym najlepsze lata indie boomu z zeszłej dekady (ciężko tu nie wyczuć przy okazji wibracji z okolic The Libertines i Maximo Park); podobnie jest z leniwym, wakacyjnym ,,Black Treacle”, uzbrojonym w wielce sympatyczny refren; albo w pseudo-walczykowym, przyozdobionym typowo polotnymi dla brzmienia kapeli zwrotkami ,,Piledriver Waltz”, który przy okazji z jakichś dziwnych przyczyn przypomina mi późne dokonania Leonarda Cohena (co jest chyba szczytem dorosłości i dojrzałości artystycznej, więc pasuje jak ulał).

Alex Turner nie byłby uważany za jednego z najlepszych piosenkopisarzy młodego pokolenia, gdyby jego talent sprowadzał się tylko do melodii i riffów. Warstwa tekstowa zawsze zajmowała wysoką pozycję w hierarchii twórczości Małp i nie inaczej jest na ,,Suck It…”. Piosenki sprowadzają się głównie do zabawy językiem (,,Your love is like a studded leather headlock/Your kiss, it could put creases in the road/You’re rarer than a can of dandelion and burdock/And those other girls are just post-mix lemonade” – ,,Suck it and See”, ,,Give me eenie meenie miney mo/Or ip dip dog shit rock and roll” – ,,Library Pictures”) i miłości, szczególnie w jej skomplikowanych, też gorzkich odmianach (,,You have got the face that just says/,,Baby, I was made to break your heart”” – numer tytułowy, ,,Do you still feel younger than you thought you would by now/Or, darling, have you started feeling old yet/Don’t worry, I’m sure that you’re still breaking hearts/With the efficiency that only youth can harness” – ,,Love is a Laserquest”). Teksty Turnera smakują jednak najlepiej, kiedy obie wyżej wymienione opcje podane są razem, w zestawie z poczuciem humoru i z akompaniamentem oczka puszczanego do słuchacza: ,,I poured my aching heart into a pop song/I couldn’t get the hang of poetry/That’s not a skirt, girl, that’s a sawn-off shotgun/And I can only hope you’ve got it aimed at me” przekonuje w utworze tytułowym, zahaczając o rejon inteligentnej humorystycznej zalotności opanowany do perfekcji przez Jarvisa Cockera. Albo: ,,Been watching cowboy films on gloomy afternoons, tinting the solitude/Put on your dancing shoes and show me what to do, I know you’ve got the moves”, dodatkowo prokurując dyskretny uśmiech u fanów dobrze pamiętających pierwszą płytę.

,,Suck It And See” to album, któremu trzeba poświęcić trochę czasu, przesłuchać go przynajmniej kilka razy z rzędu i po kolei doceniać wszystkie perełki aranżacyjne i tekstowe. Może i nie ma w takim postępowaniu nic wyjątkowego, ale jednak w czasach, w których wielu wykonawcom bardziej opłaca się napisać dwa przebojowe single niż solidną płytę, dobrze jest mieć pod ręką taki twór, jak Arctic Monkeys – zespół kojarzony ze wzbudzaniem  szału wśród nastolatków, który jednak przedkłada dobrą muzykę nad tani pogłos (w czym świetnie czuć rękę Turnera, który popularność zdobytą pierwszą płytą wykorzystuje na tak śmiałe cele, jak The Last Shadow Puppets, czy ,,Humbug”). Żeby jednak nie było tak różowo, ta refleksja przypomniała mi o wadzie ,,Suck It…”, o której wcześniej nie wspomniałem: na płycie brakuje kluczowego utworu – najmocniejszego punktu, który by był gwoździem programu i niósł album. Wiele tu bardzo dobrych piosenek, ale nie ma jednego, wyraźnego przeboju, przez co pierwsze (a już na pewno niedokładne) przesłuchanie płyty może sprawić wrażenie nijakości. Fałszywe, co się samemu zauważy kilka przesłuchań później.

 

Reklamy

3 thoughts on “ARCTIC MONKEYS

  1. Płyty jeszcze nie tknęłam, ale po przeczytaniu twojej recenzji i przesłuchaniu sample`i nie omieszkam tego uczynić w najbliższym czasie :).
    Brzmi bardzo zachecająco. Z 5 utworów najbardziej wpadł mi w ucho „Love Is A Laserquest”. Już po perwszym przesłuchaniu bez wsłuchiwania sie w kunszt muzyczny pozostałych, tekst itp., pewnie z tęsknoty za The National.
    Pragne nadmienić, że dodałam Cię do Ulubionych (obok Ziemi Niczyjej, PORCYS, Polifonii…) więc mam nadzieję, że nie spoczniesz na laurach i się jeszcze bardziej rozkręcisz. Teraz należysz do Grona Wybranych.

    JJ masz talent !

  2. Ładnie, że się wziąłeś za AM – bardzo profesjonalnie zresztą, jednak ja bym w aż tak entuzjastyczny ton nie uderzył.

    Od razu zacznę od tego, że mam wątpliwość czy dziś Arktyczni faktycznie nadają ton współczesnym trendom czy po prostu rozmieniają się na drobne i bawią się ze słuchaczami (już nie tylko słowem) w grę, którą przede wszystkim rozumie pan Turner. Metamorfoza jaka dotknęła zespół jest gigantyczna, bo jakże inaczej brzmi taki „Dancing Shoes” czy nawet „Mardy Bum” z debiutu w porównaniu do… no właśnie, ciężko w sumie odpowiednika się doszukać na Suck It and See. Lekkość i młodzieńcza energia zostały zastąpione przez producencką dokładność, ciężkość grania i lepszą warstwę liryczną. Brzmi to naturalnie, że zespół powinien ewoluować i ciężej pracować nad kolejnym materiałem, aby robić kolejny krok w przód, ale w tym wypadku to jest praktycznie zmiana wypracowanej tożsamości i ja tego w ogóle nie kupuje. OK, rozumiem że zespół chciał w końcu przypodobać się krytykom, ale idąc tym tropem powinien np. zrezygnować całkowicie z perkusji, która dawniej była dla mnie znakiem rozpoznawczym.grupy, a dziś jawi się nawet nie jako tło, ale mało znaczący rekwizyt (choć tutaj trzeba zauważyć, że ten proces trwa już od Humbug’a)…

    Żeby było bardziej ironicznie, Humbug II (tak tak, to w tym nastroju jawi się najnowszy krążek) ma oczywiście swoje momenty: „Brick By Brick” przed pojawieniem się płyty, nie był może oszałamiający w odbiorze, ale zaintrygował i skutecznie zwrócił uwagę na niespodziewanie szybko wydawany materiał, aczkolwiek oceniając całość – mimo wszystko – odbiega nastrojem (i nie tylko) od spójnej całości. Rolę singla dobrze spełnia również „Don’t Sit Down, Cause I’ve Moved Your Chair”, który skłonił mnie do kolejnych przesłuchań tej płyty. Słychać na niej również to, że dźwięki jakie się przejawiają nie są przypadkowe, więc można przypuszczać, że całość została zrealizowana od początku do końca w sposób jaki sobie AM założyło i są przy tym motywy, będące ukłonem w kierunku początków działalności zespołu (wspomniany przez autora wątku ostatni utwór z płyty).

    Jednak tam gdzie kończą się dobre rzeczy, zaczynają się te złe. Płyta za pierwszym przesłuchaniem mija w tak szybki i błogi sposób, że aż się nie pamięta połowy utworów, które zostały przesłuchane. Wydawało mi się to niemożliwe, ale za drugim/trzecim/czwartym razem te uczucie nie mija, co więcej zaczyna irytować. Poza drobnymi wyjątkami jest naprawdę monotonnie i trzeba się uzbroić w anielską cierpliwość, żeby dobrze poznać wszystkie utwory, co w przypadku wcześniejszych dokonań AM nie jest normalnym zabiegiem. Patrząc zresztą z tej perspektywy, kiedy minie pewien względny czas, sądzę, że nawet Ci co bardziej wierni fani zespołu będą mieli problem z przypomnieniem brzmienia niesinglowych pozycji, gdyż nie grzeszą one specjalną oryginalnością, ani nie świecą jak dawniej blaskiem. Poza tym ciężko odczytać intencje grupy, co do tego jaka przyświecała im idea, wypuszczając najnowszy materiał (oprócz dodatkowych $$$) i tak naprawdę ciężko jest też określić dla kogo jest ona przeznaczona (nie bacząc na najwierniejszych fanów, ofkoz).

    Podsumowując, płyta nie wychodzi ani trochę ponad solidność, a to w przypadku AM poważny zarzut, zważywszy na to, jaki chłopaki mają potencjał. I nie ująłbym całej sprawy w kategorii dojrzałości, sytuacja jest dziś taka, jakby zespół na siłę próbował wejść w nie swoje buty i można się poczuć oszukanym, że sprawdzona marka idzie w kierunku zupełnie nieprzewidywalnym, a przy tym nieciekawym, żeby nie powiedzieć nijakim. Może jestem za bardzo krytyczny, a może miałem zbyt wysokie oczekiwania? Wydaję mi się, że można było zrobić to po prostu lepiej, przykładowo The Strokes przeskok czasu i stylu w moim odczuciu się udał, choć to opowiadanie już raczej na inną okazję… Nie zmienia to faktu, że Suck It and See jest dla mnie najgorszą płytą z całego dotychczasowego dorobku (nawet melodyjności nie dorównuje do Humbug), a szkoda… Jestem rozczarowany.

    A odbiegając tak od tematu, JJ – może to mylne spostrzeżenie, ale wydaję mi się, że nowe Radiohead (tak, te które krytyka tak nie lubi) umknęło Twojej uwadze, prawda to? :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s