COOL KIDS OF DEATH

Ciężko jednoznacznie ocenić, czy łódzcy buntownicy z Cool Kids Of Death osiągnęli cel, który postawili przed sobą rozpoczynając w 2001 roku przygodę z polskim rynkiem muzycznym. Obiektywnie patrząc, osiągnęli sukces, który marzy się wielu młodym kapelom rockowym w Polsce: zgarnęli kilka nagród, spróbowali sił za granicą, wystąpili w kinowym filmie dokumentalnym o sobie samych, a przed kilkoma tygodniami pojawiła się już piąta ich studyjna płyta. Gdyby jednak spojrzeć z perspektywy zbliżonej poglądom płynącym z ich piosenek i udzielanych wywiadów, ,,kulki” raczej nie zrobili tego, czego spodziewali się po nich ich najzagorzalsi fani: nie dokonali powszechnej rewolucji. Owszem, narobili trochę szumu, zdobyli poklask wśród części swojego pokolenia i dużej części polskich dziennikarzy muzycznych, zaś od establishmentu starali się utrzymywać zdrowy dystans, ale ciężko powiedzieć, by wywrócili do góry nogami rodzimą scenę rockową. Z czasem ich rewolucyjne wykrzykiwanie buńczucznych postulatów ,,generacji nic” złagodniało, ustępując miejsca odrobinę mniej emocjonalnemu postrzeganiu rzeczywistości i pozwalając na odkrywanie nowych rejonów muzyki, w efekcie ewoluując z punka przez szeroko pojęty rock alternatywny aż po indie. I taka właśnie jest najnowsza, podobno ostatnia długogrająca pozycja w dorobku łodzian: ,,Plan Ewakuacji” – jeden z najlepszych polskich albumów indie rockowych, udanie romansujący z modnymi dzisiaj na zachodzie odmianami rocka, a do tego ciekawie (chociaż nie jestem pewien czy całkowicie świadomie) podsumowujący ideologię grupy u – jak jej członkowie sami zapowiadają – kresu jej istnienia.

Czynnikiem, który dla mnie zawsze wyróżniał CKOD ponad większość polskich kapel rockowych, była świadomość tego, co modne i nośne na Zachodzie i umiejętność zawierania elementów tych wytycznych w swojej twórczości. W czasie popularności tzw. Nowej Rockowej Rewolucji basista Jakub Wandachowicz otwarcie głosił fascynację nowojorską sensacją Interpol, w repertuarze koncertowym grupy znajdowały się utwory m.in. Joy Division i Iggy & The Stooges (których zresztą łodzianie supportowali), wokalista Krzysztof Ostrowski zachwalał po równo Blondie i At The Drive-In. Orientacja w temacie tego, co za granicą na czasie jest zresztą znamienna dla polskich kapel indie, które od czasu sukcesu Myslovitz skutecznie szukają inspiracji poza hard rockiem, metalem i post-grunge’em, które to gatunki przez ostatnie dwie dekady zyskały największy poklask na polskiej scenie rockowej (któż słuchając The Car Is On Fire nie pomyślał, że to zagraniczny zespół?).

,,Plan Ewakuacji” zyskuje najwięcej właśnie dzięki brzmieniu. Ów inspiracja CKOD zachodnimi trendami uwydatnia się tu bardziej, niż na poprzednich albumach, ale wynika to z największej zmiany w historii twórczości grupy: rezygnacji z dotychczas obieranej estetyki rockowej. Przyznaję, że po pierwszym przesłuchaniu piątego longpleja ,,kulek” byłem mocno zszokowany, momentami na granicy rozczarowania: zniknęło charakterystyczne dla zespołu ostre brzmienie napędzane gitarowym jazgotem i szybkim tempem; ustąpiło ono miejsca dźwiękom z pogranicza alternatywnego popu, piosenkom w średnim tempie i próbom pogodzenia buntowniczego charakteru grupy z melodyjnością. Zresztą nie tylko muzyka poddana została transformacji, ale i wokal również: Ostrowski, który słuchaczy przyzwyczaił do krzyczenia i recytacji, tutaj stara się śpiewać – może i ze średnim skutkiem, ale w sumie dodaje mu to wiarygodności (wielkim wokalistą się nie urodził, w jego przypadku zawsze liczyła się charyzma).

Cały ten ,,extreme makeover” na pewno wyda się ciężkostrawny dla ortodoksyjnych fanów zespołu, ale pokazuje CKOD w zupełnie nowym świetle: jako utalentowany zespół świadomy istoty zmian, które przeprowadza, i skutecznie unikający zaszufladkowania. Wcześniej do głowy by nie przyszły porównania muzyki cool kidsów z takimi wykonawcami, jak Yeasayer czy Animal Collective, a i takie konotacje można znaleźć w pulsującym ,,Pasie”, melodyjnym ,,Planie Ewakuacji”, czy rozbujanym, świetnie nadającym się na alternatywny przebój ,,Dalej Pójdę Sam” (który to kawałek bardzo przypomina podobnie postapokaliptyczne ,,The Wanderer” U2 z Johnnym Cashem). Zaskakujących skojarzeń można znaleźć więcej: ,,Wiemy Wszystko” zawiera coś z ,,melancholii przedmieścia” Arcade Fire, a ,,Matka Noc” mogłoby być utworem nowej ikony alterglobalistycznej alternatywy WU LYF. Jedynymi łącznikami z wcześniejszą estetyką CKOD są szybki ,,Chrystus”, nerwowy ,,Złe Rzeczy”, ale w żadnym stopniu nie odstają one od wysokiego poziomu reszty piosenek.

Co jednak w tej płycie najciekawsze, to że pomimo swojej nietypowości, ,,Plan Ewakuacji” broni się nie tylko jako odrębny materiał, ale i w porównaniu ze wcześniejszymi dokonaniami ,,kulek”. Od debiutanckiego ,,CKOD” minęło już prawie dziesięć lat, więc ni dziwota, że chłopaki zrezygnowali z młodzieńczego hałasowania w stylu ,,Butelek z Benzyną i Kamieni” czy ,,Niewarto”. Nowy, bardziej stonowany obraz CKOD nie oznacza jednak, że odrzucili oni całkowicie swoje ideały – śmiem twierdzić wręcz odwrotnie: nowa płyta to najbardziej ,,buntowniczy” materiał łodzian od albumu ,,2″. ,,2006″ i ,,Afterparty” owszem, zawierały elementy typowe dla ideologii grupy, ale głównie w formie: w treści tamte płyty ,,rozłaziły” się. Nie były już tak jednolite w przekazie, jak dwa pierwsze albumy: większego znaczenia nabrały neutralność, dystans i emocjonalne rozczarowanie (,,To Nie Zdarza Się Nam”, ,,Hej Chłopcze”, ,,Ruin Gruz”), zaś bardzo drażliwe wcześniej aspekty społeczno-kulturowe pojawiały się w śladowych ilościach. ,,Plan Ewakuacji” zachowuje atmosferę bezpiecznej kontestacji otoczenia, ale przywraca kwestie niezgody wobec rzeczywistości i zarazem samokrytyki z drugiej płyty. ,,Biała Flaga” ze swoim zobrazowaniem nieprzychylnego otoczenia i politycznymi odniesieniami przypomina ,,Ministerstwo Propagandy”, ,,Wyłącz To” to chaotyczna, autoironiczna bomba przywodząca na myśl ,,Martwe Disco”, zaś ,,Wiemy Wszystko” może być zarazem refleksyjnym, odrobinę gorzkim wspomnieniem ,,Generacji Nic” i ,,Dwadzieściakilka lat”, jak i krytycznym spojrzeniem na dzisiejszą ,,zbuntowaną” wielkomiejską młodzież. Nowością w ideologicznym zeszycie łódzkich rockmanów są ironicznie podane kwestie ekonomiczne i religijne (,,Na Kredyt” i ,,Chrystus”), udanie dopełniające przegląd celów cool kidsowej krytyki.

W kwestii tekstowej niewiele się zmieniło: chłopaki coraz lepiej radzą sobie z grą słów, która chociaż daleka jest mickiewiczowskich standardów, to miejscami zaskakująco udanie spełnia swoją rolę (,,I w końcu odetną mi powietrze/I w czasie się znów zapadnie przestrzeń/Na końcu odetną mi powietrze/I wypieprzę się na wietrze śmiesznie” – ,,Matka Noc”), podobnie jest z ironicznymi komentarzami wobec otoczenia (,,Ręka do góry kto chce/Mieć lepszy czas na setkę/Kto palec trzyma wciąż/Na wciśniętym klawiszu FF” – ,,Karaibski”), ale to wciąż ten sam prosty, żywy, bezpośredni język, którym CKOD posługiwali się dotychczas. Nie jest wyszukanie, zdarzają się suchary (,,Nie trzeba waszych/Jęków i łez/Trzeba być twardym/Wiecie jak jest” – ,,Na Kredyt”. Uszy mi więdną za każdym razem.), ale w końcu przygotowali nas na to umieszczając już na pierwszej płycie ,,Poezja Jest Nie Dla Mnie”.

CKOD zdecydowanie na dobre wyszło wyjście z punkowego podwórka i załapanie opalenizny w słońcu modniejszych dzisiaj nurtów rocka. To zespół, który z płyty na płytę poprawiał swoje brzmienie, by w końcu ewoluować w jedno z najciekawszych zjawisk polskiego rynku muzycznego. Jeśli rzeczywiście zamierzają zakończyć (albo przerwać) karierę, to wielka szkoda, bowiem na firmamencie rodzimych kapel, które debiutowały w zeszłej dekadzie, ,,kulki” chyba najciekawiej i najpełniej wykorzystali ostatnie dziesięć lat. Tym większa szkoda stanie się polskiej scenie indie – ciekawej, ale wciąż niedocenianej na szeroką skalę. Może wina w tym braku naszego odpowiednika płyt Bloc Party czy Arctic Monkeys: świetnego, ale zaskakująco popularnego albumu, który wciągnąłby rodzimy indie rock do mainstreamu. Nie udało się to Muchom, The Car Is On Fire ani L.Stadt, nie zdołali tego dokonać mający eurowizyjne ambicje Renton, a najpopularniejszy polski zespół zahaczający te rejony, Myslovitz, zdobył popularność na długo przed debiutem którejkolwiek z wymienionych młodszych kapel. ,,Plan Ewakuacji” także nie jest taką płytą: to bardzo dobry album, dowód najlepszej muzycznej ewolucji w Polsce ostatnich lat, ale, niestety, wątpię, aby zakorzenił się w uszach i sercu odbiorcy masowego. Niemniej jednak, krytycy z pewnością naprawią ten błąd biorąc pod uwagę nowy longplej CKOD pod uwagę przy podsumowaniach najlepszych polskich płyt roku, a my możemy wspomóc jasną stronę polskiego rocka wybierając to, co ciekawe, świeże, odważne i najzwyczajniej w świecie dobre.

 

Reklamy

One thought on “COOL KIDS OF DEATH

  1. Doprawdy zacna recka, a pierwszy akapit z podsumowaniem dokonań CKOD to jedna z lepszych analiz na tej stronie jak do tej pory. Nie szedłbym jednak tropem innych recenzji i unikałbym raczej porównań do Yeasayera czy AC, nie dlatego że muzycznie to inna liga (tutaj nie ma zupełnie powodów do wstydu), po prostu chłopcy z butelkami są na tyle unikatowi, że lepiej iść wytyczoną przez nich ścieżką, niż domniemywać inspiracji jakie im przyświecały i czy byli ich świadomi czy nie. Co do samej płyty, to jest to raczej najlepszy tegoroczny krążek na skromnym polskim rynku (co raczej zaskakujące w przypadku tego zespołu nie jest) i kolejny już materiał, który tak miesza w głowie, że nie idzie tego wszystkiego nie kupić. Najlepsze w „Planie ewakuacji” jest to, że zespół z jednej strony potwierdził swoją tożsamość, jest wciąż tak samo prawdziwy i bezkompromisowy, a przy tym po raz kolejny eksperymentuje (bo czyż samo „śpiewanie” u Ostrowskiego nie należy zaliczyć do nowości w szerokim repertuarze kulek?) i wciąż brzmi świeżo, a zarazem świetnie. Śmiem twierdzić, że „PE” to po debiucie najbardziej spójna i wartościowa płyta, w pewien sposób – jak to zostało ujęte już w recenzji – podsumowująca cały dorobek grupy i wielką szkodą by było jakby CKOD dało sobie spokój z muzyką, dlatego zachęcam i poniekąd także apeluję – biegiem do sklepu po tę płytę, naprawdę warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s