LINKIN PARK

LINKIN PARK ,,LIVING THINGS”

Ocena: 6/10

Najlepsze: Lost in the Echo, Lies Greed Misery

 

Piąty studyjny a dziewiąty w ogóle (!) album Linkin Park ,,Living Things” miał nie tylko poprawić niesmak pozostawiony przez nieudany poprzedni longplej (fatalny ,,A Thousand Suns” z 2010 roku) i odświeżyć grupie nieco zardzewiały status jednej z najpopularniejszych amerykańskich kapel rockowych, ale i nawiązać do utęsknionych przez starszych fanów początków zespołu, kiedy o charakterze LP świadczyły gitary, a nie snowpatrolowe ballady i wątpliwej jakości elektroniczne wycieczki. Sztuka ta udała się połowicznie: nowa płyta jest o wiele lepsza od poprzedniej i w kilku fragmentach przywraca klimat pierwszych albumów, ale jednak zespół nie uniknął paru potknięć, które nieco psują ocenę całości. Z pewnością największą zaletą ,,Living Things” jest umiejętne splecenie kilku elementów reprezentujących stare i nowe brzmienie LP: z jednej strony wracają wycięte z poprzedniego longpleja gitary (choć co prawda w niewielkiej ilości), niektóre klawisze zdają się pochodzić sprzed dziesięciu lat, zaś Chester Bennington wychyla się z narzuconego nań ostatnimi czasy cienia Mike’a Shinody, a z drugiej zachowano typową dla ,,nowych linkinów” eklektyczność materiału i równowagę między ,,ostrością” i ,,łagodnością” (cudzysłów, bo właściwie oba te określenia są na wyrost), a także silnie elektroniczny charakter utworów. Pomimo ów ambitnego założenia, efekt jest niestety bardzo nierówny, bo przyzwoite numery przeplatają się z nijakimi, lub wręcz nieudanymi: na każde niezłe ,,Lost in the Echo” (czarujące klimatem ,,Hybrid Theory” i ,,Meteora”), skoczne ,,Lies Greed Misery” (cieszące alternatywną przebojowością a’la Trent Reznor na narko-dyskotece), czy melancholijne ,,Roads Untraveled” (radzące sobie nieźle w kategorii Przerysowanie Smutna Emo-Ballada), przypada nieudane ,,Until it Breaks” (chaotyczny, nietrzymający się kupy rapowano-śpiewany koszmarek), niezapamiętywalne ,,Castle of Glass” (zalatujący country kuzyn ,,Not Fair” Lily Allen <sic!>), lub bezbarwne ,,Burn it Down” (prawdopodobnie najnudniejszy singiel grupy). Gdyby ten album był o połowę krótszy i nie był longplejem, a EPką, to ogólne wrażenie byłoby dobre, ale jak na dwunastoutworową płytę, to za dużo na ,,Living Things” nijakości i chybionych decyzji.

 

 

 

Reklamy

5 thoughts on “LINKIN PARK

  1. dlatego słucham tylko pierwszych 6 utworów z płyty.
    Lies Greed Misery bardziej mi zalatuje The Ting Things – zwłaszcza w refrenie

  2. oh no sir! po tym, co usłyszałem wnioskuję, iż najlepsze kawałki to te najkrótsze… czyli tak jak pisałeś… i w ogóle nie ma gitar… meeh…

    • Są, ale, jak napisałem, w niewielkiej ilości. Wydaje mi się, że gdyby było ich dwa razy więcej, płyta byłaby dużo lepsza. Niestety, współpraca z Rickiem Rubinem najwyraźniej tak wywindowała ego chłopaków, że wydaje im się, iż mogą wszystko, byle nie wracać do gitarowego mięcha. Dobre chęci i ambitne plany może i są, ale brakuje talentu. Trzecia płyta z rzędu bez rewelacji – może czas zrezygnować z Rubina?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s