Top 50 Single 2012: 20-11

 

20. ,,Black White & Blue” Ladyhawke
Ladyhawke zawojowała uszami i głowami krytyków i słuchaczy w 2008 roku fajną debiutancką płytą ze świetnymi przebojami ,,Paris is Burning” i ,,My Delirium”. Prędko zdobytą popularność wykorzystała do… zamilknięcia na ponad 3,5 roku. Dopiero w 2012 doczekaliśmy się drugiego albumu Australijki, który promowała ,,Black White & Blue” – z pozoru zwyczajną, typowo radiową piosenką o lekkim zapaszku lat osiemdziesiątych (z dyskretną nutą lat dziewięćdziesiątych), którą wyróżnia jedna wspaniała cecha: potężny (jak na przebój pop), nośny, hałaśliwy refren – z gatunku tych, które same podkręcają volume. Gdyby nagrała go Florence Welch, wysadzałby budynki w powietrze, a tak ,,tylko” zdobył miejsce dwudzieste.

 

 

 

 

19. ,,Wildest Moments” Jessie Ware
Tegorocznym cudownym dzieckiem rynku muzycznego jest Jessie Ware, 28-letnia absolwentka uniwersytetu w Sussex i była dziennikarka ,,The Jewish Chronicle”, która wypłynęła na muzyczną powierzchnię dzięki wielce chwalonym zeszłorocznym kolaboracjom z SBTRKT i Jokerem. Czynnikiem, który wokół panny Ware robi tak wielki hałas, jest klasa: ślicznej, eleganckiej i subtelnej Jessie bliżej do Sade niż do większości rówieśniczek z branży. Brytyjka potwierdza to swoją muzyką: ,,Wildest Moments” to zmysłowy, słodko-gorzki przebój R&B unoszący się pomiędzy romantyzmem Sade, brzmieniem SBTRKT i jakościową przebojowością Adele.

 

 

 

 

18. ,,Comeback Kid” Sleigh Bells
Sleigh Bells lubią hałas. Co lepsze, Sleigh Bells wiedzą, że hałas może być zabawny, więc lubią bawić się hałasem, sprawdzając na naszych uszach jak wiele można go wcisnąć w bądź co bądź ograniczone ramy tradycyjnej piosenki z pogranicza popu i rocka. Jeśli dorzucić do tego przerysowany wizerunek nie traktującej siebie zbyt poważnie, komiksowo drapieżnej grupy rockowej, charakterystyczne teksty i sporo pierdolnięcia, nie pozostaje żadnych wątpliwości dlaczego Sleigh Bells przekonali do siebie samą M.I.A., która wciągnęła ich do swojej wytwórni i wylansowała na jedną z najciekawszych kapel ostatnich dwóch lat. ,,Comeback Kid” zawiera wszystkie wymienione powyżej cechy i jest absolutnym strzałem w dziesiątkę; gdybym szukał porównania dlań, wskazałbym na grę ,,Lollipop Chainsaw”, w której skąpo odziana blond czirliderka z kucykami na głowie masakruje w budynku szkoły zastępy zombie przy pomocy piły mechanicznej.

 

 

 

 

 

17. ,,Bad Girls” M.I.A.
Skoro było o podopiecznych M.I.A., to nie mogę przemilczeć singla samej królowej alternatywnego mainstreamu. ,,Live fast, die young / Bad girls do it right” zapewnia buńczucznie Maya Arulpragasm, stereofoniczna terrorystka, a my nie mamy podstaw, by jej nie wierzyć – w końcu to córka członka Tamilijskich Tygrysów, przy której większość twardych raperów zalatuje niedzielnymi obiadkami u mamusi. Kiedy jednak słychać quasi-arabski bit, do którego M.I.A. nawija ,,I’m coming in a Cherokee / Gasoline!”, ciężko stwierdzić, czy to jeszcze ważniarskie przechwałki, czy już zamierzona autoparodia. Jedno jest pewne: kiedy Maya dostarcza, dostarcza konkretnie.

 

 

 

 

16. ,,Reunion” M83
Dzięki megaprzebojowi ,,Midnight City” i kapitalnej płycie ,,Hurry Up, We’re Dreaming” sprzed dwóch lat, M83 awansowali do ekstraklasy wykonawców dream popowych. Szkoda więc, że w 2012 nie było o nich równie głośno, bo powód ku temu był niemały: ,,Reunion” to nie tylko świetny kawałek (mój prywatny numer jeden na wspomnianym albumie), ale i piosenka o potencjale przebojowym niewiele mniejszym od ,,piosenki z reklamy Lecha”. Dorzucając sznyt bombastyczności hitów z lat ’80 do swojego popisowego dream popu, Francuzi sklecili numer, którego słuchając nie sposób nie poczuć się przyjemnie. I chociaż nie ma tak porywającego hooku, jak ,,Midnight City”, to napakowany jest perdyliardem fajnych smaczków brzmieniowych, które robią zeń bardzo słodką przekąskę.

 

 

 

 

15. ,,Wrath of God” Crystal Castles
Świat, w którym żyją Ethan Kath i Alice Glass nie jest przyjaznym miejscem: panuje tam wszechogarniająca ciemność, w mrokach czai się syczące zło, a powietrze przepełnia stawiająca włosy dęba elektryczność. W takich warunkach powstają utwory złowieszcze i niepokojące, które stanowią podstawę twórczości kanadyjskiego duetu. Niesamowite ,,Wrath of God”, najbardziej niepokojący klubowy banger zeszłego roku, dorzuca jednak do tej ciemnej masy coś nieoczekiwanego: delikatną partię klawiszy, która choć nie gra w utworze pierwszych skrzypiec, to dodaje brzmieniu kontrastu, dzięki któremu muzyka Crystal Castles nabiera nieoczywistej dotychczas cechy: staje się piękna. Plotka głosi, że Kath tworzył album ,,(III)” w Warszawie – ciekawe czy polskie otoczenie wzmogło jego poczucie mroku, czy też to właśnie dzięki niemu przez ,,Wrath of God” przebija się światło?

 

 

 

 

14. ,,Breezeblocks” alt-J
,,Breezeblocks” to utrzymana w zmiennym tempie opowieść o mężczyźnie tak bardzo zakochanym w kobiecie, że gotów jest ją skrzywdzić, byle tylko go nie opuściła. Tekst zawiera także odniesienia do książki dla dzieci ,,Where the Wild Things Are”, wspomnienie pustaków, cetyryzyny i pewnego antyseptyku, kilka niepokojących wersów o przemocy i złym stanie zdrowia, oraz podsumowanie ,,Please don’t go / I’ll eat you whole”. Do tego piosenka śpiewana jest w stylu tak zmanierowanym, że niemal drażni. A jakby tego było mało, kapitalny teledysk do ,,Breezeblocks” rozpoczyna się od sceny śmierci, później pokazując walkę, która miała miejsce przed nią. Jeśli szukaliście dziwnego indie, znaleźliście je – w dodatku cholernie dobre. Całkiem nieźle jak na debiutantów.

 

 

 

 

13. ,,Madness” Muse
A skoro już przy dziwnych utworach jesteśmy, co powiecie na piosenkę Prince’a wykonywaną przez Queen, wyprodukowaną przez Depeche Mode i zremiksowaną przez Bengę? Jeśli ciężko to sobie komuś wyobrazić, niech sprawdzi ,,Madness”, najbardziej nietypowy singiel w karierze Muse. Umyślnie napisałem ,,nietypowy”, nie ,,zaskakujący” – bo właśnie takiego eksperymentu spodziewałem się prędzej czy później po jednej z najbardziej odjechanych i lubiejących udziwnienia kapel mainstreamu. Większym zaskoczeniem, niż sama stylistyka, jest dla mnie jakość ,,Madness”: nawet jeśli przymknąć ucho na odważną produkcję i nieortodoksyjne brzmienie, trzeci singiel z ,,The 2nd Law” wciąż pozostaje świetną, mocną piosenką o szaleństwie trudnej miłości. ,,When I look back / At all the crazy fights we’ve had / Like some kind of madness taking control” – nie spodziewałem się tak bezpośredniego, szczerego wyznania po muzykach kojarzonych raczej z science-fiction, spiskową teorią dziejów i walką o przetrwanie w obliczu zagłady. Czyżbyśmy się starzeli, panie Bellamy?

 

 

 

 

12. ,,Take a Walk” Passion Pit
… czyli nietypowe spotkanie indie synth popu z Bruce’em Springsteenem. ,,Take a Walk” to kolejna piosenkowa reakcja na kryzys ekonomiczny, w której podmiot liryczny żali się na liczne problemy w swoim życiu i domu wynikające z nagłego zaniku pieniędzy. Nie ma tu jednak mowy o banałach, ponieważ nad utworem unosi się duch wspomnianego Bossa: postacie z piosenki to zwykli ludzie z codziennymi problemami, które dla jednostki urastają do rangi katastrofy (,,But then my partner called to say the pension funds were gone / He made some bad investments, now the accounts are overdrawn”), zaplątani w wiążące ich relacje z innymi (,,I watch my little children play some board game in the kitchen / And I sit and pray they never feel my strife”), ogniskujący swój gniew wokół polityków i innych ważnych ludzi (,,We could rip apart those socialists / And all their damn taxes”), ale w końcu znajdujący chwile zapomnienia pomimo wszystkich przeciwności (,,And I swear tonight I’ll come home / And we’ll make love like we’re young”). Do tego dochodzi wzniosły, chwytliwy, krzepiący refren, którego także nie powstydziłby się Springsteen (gdyby jakimś cudem miał zastąpić gitarę syntezatorem). Piosenka amerykańska niczym baseball, a przystępna dla nas jak piłka nożna.

 

 

 

 

11. ,,Pyramids” Frank Ocean
Na koniec przedostatniej odsłony podsumowania singloweg 2012 wróćmy na chwilę do udziwnień. Powód ku temu jest świetny: Frank Ocean. ,,Czym mógłby nas muzycznie zaskoczyć gwiazdor R&B łamane przez hip-hop, o którym głośno na Pudelku”, zapytacie? A co powiecie na dziesięciominutowego kolosa złożonego z trzech różnych części – w tym surowego elektro, czilałtu i długiej solówki Johna Mayera – przy której ,,Runaway” Kanye Westa to banalny numer dla nastolatków, a która przeplata wzniosłą i smutną opowieść o porwaniu i śmierci Kleopatry z nieco wulgarnym peanem na cześć seksu z prostytutką i klubów ze striptizem? Bo ów Frank Ocean zrobił z tego jeden z najbardziej wyjątkowych utworów roku, a do tego miał jaja, by promować nim płytę.
Poniżej skrócona wersja z teledyskiem, ale jeśli kogoś interesuje całość, niech kliknie tutaj.

 

 

 

 

Co obstawiacie na miejscu 1? Podpowiedź: na pewno nie ,,Call Me Maybe”, ani ,,Gangnam Style”. Sorry za spojler.

Advertisements
Posted in Top

3 thoughts on “Top 50 Single 2012: 20-11

  1. jeszcze powinni pojawić się: Grimes, Fiona Apple, Chromatics. A number one to pewnie coś czego sie nie spodziewam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s