EMINEM

EMINEM – MMLP2 MI0003666774

Ocena: 9/10

Najlepsze (kliknij): Berzerk, Rap God, So Far…, Love Game, Bad Guy

Nowy Eminem jest stary. Stary, bo okrzepł. Przestał się wydurniać z tymi nowymi melodiami i wrócił do korzeni. I choć wydaję się, że nazwanie płyty w taki, a nie inny sposób to żart, zwykły chwyt marketingowy lub profanacja pamięci kultowego już krążka, to jednak sequel jak na dzisiejsze czasy to prawdziwa perełka. Wydawało się, że Relapse był ostatnim westchnieniem tego, co dobre, gdyż następujące po nim Recovery było tragiczne w odbiorze. A tu proszę, rewelka! Jest konkretnie brzmieniowo i przede wszystkim lirycznie. Powrót do starej fryzury zobowiązuje i wiązanki w stylu: „Fuck fuck fuck/can’t take the stress/I make a mess as the day progresses/Angry and take it out on the neighbours hedges/Like this is how I’ll cut your face up bitches” czy też „I got 99 problems and the bitch ain’t one/She’s all 99 of them I need a machine gun/I take’em all out I hope you hear this song/And go into a cardiac arrest, have a hear attack/And just drop dead and I’mma throw a fucking party after this” to chleb powszedni. Explicit to w gruncie rzeczy słowo klucz, a poza tym jest sporo nawiązań do oldschool rapów, komiksów czy Billa Clintona. As always można by rzec. Największym motorem napędowym produkcji jest flow rapera, który w Rap God czy Love Game przeszedł samego siebie, który to już raz? Nie obejdziemy się co prawda bez typowego wydźwięku mainstreamu, w który Mr Mathers zanurzył się ostatnimi czasy bez reszty. Absolutnie to jednak nie przeszkadza, bo Rihannowy Monster czy najbardziej komercyjny w zestawieniu Headlights nie dość, że brzmią jak skrupulatnie wyselekcjonowane utwory, to ostatecznie nadają płycie różnorodności i także wpadają w ucho. Najważniejsze, że każdy z zamieszczonych elementów składających się w całość: wydaję się być istotny, broni się pomysłem i po prostu zabija klimatem. Pewnie swoje – zdecydowanie więcej niż 3 grosze – miał do dorzucenia w tym temacie Rick Rubin, który ostatnio na brak pracy i dobrych produkcji narzekać nie może, ale w tym konkretnym przypadku to trafił zdecydowanie swój na swego. Słabych ogniw jest z kolei niewiele i jakby się do czegoś przyczepić to do bonusowego krążka, który szału nie robi i jest bardziej smaczkiem, aniżeli dopełnieniem całości. Może jednak tak miało być? I’m just playing bitch, you know I love you” jak mawia sam zainteresowany i przy MMLP2 ponownie dotrzymuje słowa. Jak widać można być w formie i żyć jeszcze po czterdziestce.

/ white-ghost

Advertisements

One thought on “EMINEM

  1. Pingback: RANKING PŁYT 2013, CZĘŚĆ II | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s