RANKING PŁYT 2013, CZĘŚĆ I

Jako że mamy nowy rok i idzie nowe, to najwyższa pora zamknąć 2013. Aby tego dokonać, trzeba należycie podsumować ubiegłe 12 miesięcy, a ponieważ każdy lubi rankingi, to Sidemainstream idzie wszystkim na rękę i proponuje ich dwa rodzaje: najlepsze zestawienie płytowe i singlowe. Dziś rozpoczynamy prezentację pierwszego z nich. Słowem wstępu ogłosić wypada, że w ubiegłym roku ukazał się ogrom naprawdę świetnych produkcji w świecie albumów i daj losie, żeby co roku mieć taki duży kłopot bogactwa przy wyborze tych najlepszych. Na liście Sidemainstream nie znajdą się zatem żadne przypadkowe szaraczki. Co więcej. zabraknie na niej sporo innych, dobrych pozycji, które padły ofiarą wspomnianej obfitości. W zestawieniu znajduje się ogółem trzech debiutantów oraz projekt-kompilacja, zaś resztę stanowią w dużej mierze starzy wyjadacze. Zresztą zobaczcie sami jak to wygląda, dziś prezentowane są miejsca: 20-11.



NIN 20. Nine Inch Nails – Hesitation Marks

Legendarna formacja NIN ze swoim ósmym albumem studyjnym otwiera zestawienie najlepszych płyt poprzedniego roku. Transowy seans popowy, na który tym razem postawił Trent Reznor, nie każdemu przypadnie do gustu, ale nie sposób odmówić tym trudnym i połamanym dźwiękom swoistego uroku. Zróżnicowanie kawałków jest dość spore, ale przez całą długość albumu ma się wrażenie, że łączy je wspólny, bliżej nieokreślony mianownik, który buduje spójny klimat. Łączy on klamrą stare i nowe, eksperymentalne chwyty zespołu, dlatego całość tak intryguje. Stawce przewodzi znakomity singlowy Came Back Haunted, a towarzyszą mu równie brudne acz przyjemne kawałki, na przykład Copy Of A, Everything czy Satellite. Nowa odsłona NIN bardzo wpada w ucho, więc również dla totalnych laików ta płyta powinna być nie lada gratką.


VA Gatsby19. VA – The Great Gatsby OST

Nie należę do zwolenników jakichkolwiek składanek, best of czy kompilacji. Nie wypada w danym roku jednak nie docenić produkcji, zahaczającej jakoś bezpośrednio o film. Szczególnie w przypadku ścieżki dźwiękowej The Great Gatsby, wobec której nie sposób pozostać obojętnym. Skala i komercyjność przedsięwzięcia okazały się bardzo mocnym punktem, zarówno w przypadku samego filmu, jak i muzyki skomponowanej specjalnie na jego potrzebę. Pod batutą Jaya-Z i innych, pomniejszych producentów, utwory-covery wykonane na staromodną modłę sprawiają momentami lepsze wrażenie od swoich pierwowzorów, zaś całkowicie „nowe” numery nieźle je dopełniają. Na dobrą sprawę każdy z numerów znajdujących się na krążku mógłby być potencjalnym singlowym hitem, nie wspominając o już wydanych Love Is Blindness, Young & Beautiful czy A Little Party Never Killed Nobody (All We Got), które taki status przecież osiągnęły.

Kavinsky-outrun18. Kavinsky – OutRun

Pierwszy z debiutantów na liście, który swoim Testarossa Autodrive, a zwłaszcza Nightcall dał się poznać z jak najlepszej strony grubo przed 2013 rokiem. Na OutRun oba kawałki znalazły swoje miejsce, ale, jak się okazało, nie tylko one napędzają cybernetyczno-samochodowy mechanizm, z którym mamy tu do czynienia. Wykreowany na tym koncept albumie  elektroniczny świat rodem z ery video i automatów do gier, to rozrywka w czystej postaci i jeden z bardziej oryginalnych projektów ubiegłego roku. Najwyraźniej nie tylko Daft Punk musi mieć monopol na tworzenie autonomicznych historii wybiegających poza muzykę, więc z ciekawością pozostaje czekać na ewentualną kontynuacje. Więcej o albumie: tutaj.


Rob Zombie17. Rob Zombie – Venomous Rat Regeneration Vendor

W skrócie można byłoby powiedzieć, że stary i diaboliczny Rob uraczył nas kolejnym krążkiem z piekła rodem. Tytuły utworów: Teenage Nosferatu Pussy, Dead City Radio and The New Gods of Supertown czy Lucifer Rising zdają się mówić wiele o tym, czego możemy doświadczyć, lecz trzeba się samemu przekonać jak smakuje komercyjny acz szatański rock’n’roll. Rzeczywistość okaże się jeszcze bardziej złożona, jeśli weźmiemy pod uwagę, że cała ów diaboliczność jawi się tutaj pod płachtą przerysowania, świadomego kiczu i puszczania oka (ucha?) do słuchaczy, i to bardziej niż zazwyczaj. Nie trzeba chyba dodawać, że słucha się tego wszystkiego naprawdę przyjemnie, prawda?

FF 416. Franz Ferdinand – Right Thoughts, Right Words, Right Action

Szkoci mają swoją sprawdzoną metodę na granie, która aż ciężko uwierzyć, ale… sprawdza się po raz czwarty tak samo dobrze! Niby obraz płyt Franzów zawsze wygląda tak samo: ma być bardziej przebojowo, energicznie i z jajem. Niby to takie przewidywalne i zespół nie zmienia swojego imidżu o krztę, a on faktycznie wciąż działa tak, że ciężko się nie wkręcić. Nowością w przypadku Franz Ferdinand nie będzie również zetknięcie się z kultową wręcz okładką, na której widnieje przewodnie hasło albumu. Te zaś sprawdza się wyśmienicie jako opis całości nagranego materiału, na którym wszystko jest jak trzeba, o czym doskonale informują nas choćby single: Love Illumination oraz Evil Eye.

Rudimental15. Rudimental – Home

Drugi debiut na liście to jedna z tych bardziej medialnych pozycji, której nie sposób było przeoczyć w ubiegłym roku. Zahacza on również o ranking Sidemainstream, gdyż cechuje go multiwymiarowość, która koniec końców oznacza, że Home świetnie sprawdza się zarówno jako hit parkietowy, motywacja podczas biegania czy odtrutka na smutno-zimowy wieczór domowy. Wielość użytych instrumentów w połączeniu z wariacją drum’n’bass i charakterystycznymi featuringami wypada mocno przekonująco, aż ma się ochotę na więcej. Pozostaje mieć w takim razie nadzieję, że nie był to ostatni udany wyskok tej brytyjskiej grupy muzycznej, bo takie kawałki jak Waiting All Night czy Right Here chciałoby się słyszeć jak najczęściej.

QOTSA14. Queens Of The Stone Age – …Like Clockwork

QOTSA zaliczyli w 2013 roku powrót po 6 latach nieobecności i chyba właśnie to wyczekiwanie spowodowało, ze zespół wydał bodaj najprzystępniejszy ze wszystkich dotychczasowych albumów. Na dowód tego pokaźna liczba gości (Alex Turner czy Elton John), którzy udzielili się przy powstaniu tej produkcji, i tak chwytliwe kawałki, jak I Sat By The Ocean czy If I Had A Tail. Najwięcej jakości na krążku daje jednak obecność Dave’a Grohla, który stuka na bębnach aż miło. Dość przebojowy efekt końcowy może zaskakiwać, ale taką odsłonę Josha Homme’a i spółki chciałoby się słyszeć jak najczęściej. Dlatego nie tylko fanom i sympatykom bardziej rockowych brzmień spodoba się na …Like Clockwork to, co usłyszą.

MI000348326613. David Bowie – The Next Day

Tym razem najdłużej wyczekiwany z powrotów w zestawieniu. Po dobrych dziesięciu latach przerwy ekscentryk Bowie dał kolejny nowy dzień swojej muzycznej karierze. The Next Day to następny, znaczący punkt w karierze artysty, choć przed premierą krążka było sporo niepewności z tym związanych. Ba, muzyczny powrót zdawał się nie być w jego przypadku czymś realnym! Anglik jednak wrócił i zaserwował nam zestaw zgrabnych i pozornie prostych piosenek, które z czysto rozrywkowego punktu widzenia dają jak najbardziej radę. Utwory takie, jak Where Are We Now?, The Stars (Are Out Tonight) czy tytułowy The Next Day pozwalają przebyć z Bowiem refleksyjną podróż przez jego karierę, a stylistyczny przekrój powoduje, że nie musimy specjalnie zerkać na zegarek. Więcej o albumie: tutaj.

MIA12. MIA – Matangi

Po wydaniu fantastycznego Bad Girls na singlu, MIA zwlekała aż dwadzieścia dwa miesiące zanim w końcu zdecydowała się wypuścić nowy krążek. Czwarta płyta miała być nowym początkiem w karierze artystki i trzeba powiedzieć, że ten nowy start udał się jej naprawdę efektownie. W porównaniu do płyt z przeszłości jest bardziej energicznie, agresywnie i żywiołowo, gdyż tym razem obywatelka świata postawiła mocniejszą pieczęć na brzmienie niż na przekaz. Oczywiście, MIA nie porzuciła ideałów i jeśli poszukamy, to znajdziemy w jej utworach drugie dno, lecz łatwiej nam przyjdzie zachłysnąć się radosnymi pląsami do Bring The Noize, YALA oraz Come Walk With Me. Nikt tak sprawnie nie połączył egzotyki z nowoczesnymi trendami w ubiegłym roku, więc choćby dlatego warto sprawdzić to wydawnictwo.

Disclosure11. Disclosure – Settle

Jedna z bardziej świeżych pozycji w tym roku, ważniejszych klubowych pozycji dekady, a zarazem ostatni z debiutantów na poniższej liście, domyka drugą dziesiątkę zestawienia. To przede wszystkim przebojem Latch bracia Lawrence wkupili się w łaski słuchaczy na całym świecie. Jednak po wydaniu długogrającego krążka okazało się, że to nie był jedyny atut duetu DJ’ów. Settle to bardzo singlowy album, który napędzany jest przez udane feautringi oraz linie basowe, stanowiące najsilniejszy element tej produkcji. Przykładem na te wszystkie argumenty są choćby F For You, White Noise czy You & Me. Swoista wtórność materiału powoduje, że album znalazł się tuż poza 10., ale jeśli Disclosure potwierdzi swój potencjał następnymi produkcjami, to może nie tylko podbijać wszelkie rankingi, ale i wprowadzić do słownika muzycznego „disclosuremanię” na stałe.

Reszta rankingu już niebawem, bądźcie czujni!

white-ghost

Advertisements

2 thoughts on “RANKING PŁYT 2013, CZĘŚĆ I

    • Pierwsza dziesiątka zdążyła się już jakiś czas temu pojawić, wypadła równie ciekawie? Możliwe, że niedługo pojawi się również – ze sporym poślizgiem, ale zawsze – zestawienie najlepszych singli 2013 roku. Zachęcamy więc do sprawdzania bloga, może być jeszcze bardziej interesująco. /white-ghost

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s