Top 50 Singli 2013: 50-41

Ranking podsumowujący ubiegły rok w kwietniu? A czemu nie? Sidemainstream przełamuje konwenanse oraz wytycza nowe szlaki i trendy. Zapraszam na przechadzkę po alei pięćdziesięciu najlepszych singli zachodniej (i nie tylko) muzyki rozrywkowej 2013 roku. Spojler: Ylvis się nie załapał.

 

50. Brain Cells Maximo Park

,,Did I learn anything today” pyta w refrenie Paul Smith i aż chciałoby się odpowiedzieć facetowi: ,,gratulacje, chłopie, nauczyłeś się pisać stare piosenki Depeche Mode”. Komputerowe wycieczki nierzadko kończą się dla zespołów rockowych błądzeniem pośród kiepsko animowanych drzew, ale Maximo Park to bystre chłopaki i umieli uszyć gitarowej piosence elektroniczne ciuszki, w których wygląda ona jednocześnie znajomo i świeżo. ,,We have what we need / And we work to get here” – panowie, dzięki Waszej pracy to my mamy to, czego potrzebujemy: dobre piosenki.

 

 

49. Axis Pet Shop Boys

Pet Shop Boys zawsze wyróżniali się na tle większości synthpopowych kapel niebanalnymi tekstami błyskotliwie i dowcipnie komentującymi społeczeństwo i związki międzyludzkie. Nie w tym przypadku. Axis porzuca tradycyjną żartobliwie intelektualną otoczkę piosenki PSB skracając tekst do krótkiego ,,Electric energy!” i skupiając uwagę słuchacza na kanonadzie klawiszy budujących prawdopodobnie najbardziej wybuchowy singiel w karierze duetu. Axis to dyskotekowa feeria barw, pokaz fajerwerków i działo laserowe w jednym, jazda po bandzie i zabawa na całego, a do tego solidna dawka retro grania. Gdyby jeszcze tu była Lady Gaga na wokalu, mielibyśmy najbardziej kosmiczny numer roku.

 

Ciekawostka: pet szopi przyznali w jednym z wywiadów, iż Axis stworzyli po pijaku. Słychać?

 

 

48. Shadow Moses Bring Me The Horizon

Jazgotliwi dla jednych a komercyjni dla innych, Bring Me The Horizon wciąż utrzymują swój ciężki metalcore’owy statek się na kursie ku listom przebojów. Mocne grzanie i chwytliwy, niemalże śpiewany refren – czego tu nie lubić? Plus bonus dla graczy: skojarzenia tytułu i śpiewanego fragmentu na początku z grą Metal Gear Solid są nieprzypadkowe.

 

 

47. Acid Rain Chance The Rapper

Hip-hopowy wunderkid z Chicago Chance The Rapper zapowiadany jest na jedną z największych wschodzących gwiazd 2014 roku. Chancelor Bennett zawdzięcza to wyróżnienie między innymi mixtape’owi Acid Rap, którym podbił krytyków, nie tylko tych od rapu. Nostalgiczne Acid Rain dostarcza refleksje Chance’a nad swoim życiem po zażyciu tytułowych narkotyków podczas spaceru w deszczu, ale skupia się też na problemach przemocy wśród młodzieży w Chicago i niebezpieczeństw czyhających na ścieżce kariery rapera. Rzecz to tak dobra, że aż ciężko zrozumieć dlaczego tego chłopaka nie zgarnęła jeszcze żadna duża wytwórnia (choć zaliczył już ficzuringi z całą masą wykonawców, m.in. Lil Wayne’em, Jamesem Blake’iem i… Justinem Bieberem).

 

 

46. Dead City Radio and the New Gods of Supertown Rob Zombie

Sajdmejnstrimowy white-ghost nazwał muzykę Roba Zombie ,,szatańskim acz komercyjnym rock and rollem” i chyba ciężko znaleźć dobitniejsze określenie Dead City Radio and the New Gods of Supertown, bardzo przyjaznej listom przebojów petardy od legendy Ramones. Piekielnie dobra zabawa i najlepszy cyrk objazdowy, jaki może zawitać w Waszych głośnikach.

 

 

45. Doin’ It Right Daft Punk feat. Panda Bear

Doin’ It Right to leniwa, utrzymana w średnim tempie piosenka do puszczenia na sam koniec długiej imprezy, kiedy ludzie schodzą z parkietu zmęczeni, ale zadowoleni. To ten moment pod koniec studniówki, kiedy jest ostatnia szansa na wyczekiwany wspólny taniec. To ścieżka dźwiękowa do drinka po pierwszym dniu urlopu. To muzyczny odpowiednik uczucia dobrze spełnionego zadania, które Daft Punk musieli czuć pod koniec roku. Roku, który należał do nich. (Gościnnie jeden z członków Animal Collective).

 

 

44. Heaven Depeche Mode

Im depesze starsi, tym mroczniejsi? Zamiast rozchmurzyć się w przed-przededniu emerytury i tylko wspominać stare, nie zawsze dobre czasy pod znakiem używek i walki o życie, ekipa z Basildon wydaje się brzmieć równie mrocznie, jak w swoich najtrudniejszych chwilach. Heaven jest piosenką chłodną i surową, ale jednak bije od niej niezaprzeczalny urok facetów po przejściach, którzy doskonale wiedzą, co robią. Ballada z jajami, że się tak wyrażę. ,,I dissolve in trust / I will sing with joy / I will end up dust / I’m in heaven” śpiewają Gahan i Gore, a łzy ściekają po polikach milionów poruszonych fanów.

 

 

43. Panic Station Muse

Wkręcający groove i funkujący bas, absurdalnie przebojowy refren zalatujący Prince’em, niemalże komiczne klawisze, dziwaczne odjazdy wokalne, gitarowa solówka i tekst nawołujący do rewolucji W JEDNEJ PIOSENCE? I jeszcze to wszystko razem do siebie pasuje, gra i trąbi? Niezła zagrywka, panie Bellamy – nawet jeśli przedrzeźniasz pan swoje własne Supermassive Black Hole.

 

 

42. Full of Fire The Knife

Nie wiem jak radzą sobie z tańcem członkowie szwedzkiego The Knife – ja w tym jestem beznadziejny. Oceniając po wyjątkowo długim Full of Fire, Szwedzi mogą mieć do tańca całkiem ciekawe podejście. Czołowy singiel ze świetnie przyjątego longpleja Shaking the Habitual to pokręcony, pulsujący elektroniczny twór, który wciąga słuchacza niczym bagno, jeśli ten odważy się w nie zagłębić. Rytmiczne klawisze, zniekształcony wokal i wystrzałowe smaczki udowadniają, że autorom Heartbeats zdarza się chadzać na dyskoteki. Ale jakie kluby odwiedzają, to już zupełnie inna bajka…

 

 

41. Ya Hey Vampire Weekend

Dziewięć lat temu U2 po ponad dwóch dekadach śpiewania o Bogu postanowili zwrócić się bezpośrednio do Stwórcy wykrzykując Jego imię w utworze Yahweh. Wyszło nieco komicznie, bo słowo to, brzmiące dla nas dość niecodziennie, w krzykach Bono niemal całkowicie straciło poważny wydźwięk. Kiedy w zeszłym roku Ezra Koenig z Vampire Weekend postanowił dokonać podobnego czynu, rzeczoną nietypowość leksykalną wpisał już w założenia piosenki. W efekcie wyszedł utwór nieco przewrotny: o całkiem poważnym przekazie (Bóg kocha wszystkich, ale nie raczył ludziom wyjawić swojego imienia, więc ci nie potrafią odnieść się do niego z należycie dużą dozą miłości), ale w przystępnie lekkiej formie. Tytułowe Ya Hey to nie okrzyk radości, a zniekształcone imię Boga, który o sobie powiedział Mojżeszowi jedynie lakoniczne „I am that I am”. Całość zapakowana jest w miękkie opakowanie z lekkiego i melodyjnego indie, przypruszone z początku irytującą, ale z czasem coraz bardziej atrakcyjną partią przesterowanego chórku.

 

 

Kolejna porcja na dniach. Do usłyszenia!

 

Reklamy
Posted in Top

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s