Kasabian

Kasabian – 48:13

Ocena: 7/10MI0003739045

Najlepsze (kliknij): Eez-Eh, Treat, Explodes, Bumblebeee

„48:13”, czyli najnowszy album przebojowych Kasabian jest pozycją co najmniej dobrą. Tytuł określający długość trwania krążka zaspokaja oczekiwania, jednak ocena ta nie jest w tym przypadku tak oczywista, jak przy okazji poprzednich dokonań grupy. Punktem wyjścia dla brzmienia piątej już płyty Brytyjczyków wydaję się być debiutancki krążek, który klimatem leży gdzieś po drodze nutek, jakie mamy okazję usłyszeć i tutaj. W pewnym sensie można odnieść wrażenie, że „48:13″ jest naturalnym sequelem tamtej produkcji. Oczywiście, zespół nie stał w miejscu od 2004 roku – w tym czasie ekipa z Leicester wyrosła na scenowych wyjadaczy, którzy mają w zanadrzu kilka świeżych, charakterystycznych tricków do zaoferowania. Tych nie brakuje i w nowej odsłonie, choć ewidentnie dominuje w nowej produkcji powrót do starych pomysłów z trochę zapomnianych utworów, jak choćby I.D. czy Running Battle. W związku z tym należy dodać, że nowe nagrania najbardziej docenią miłośnicy starych dokonań grupy, którzy bez problemów wyłapią przysłowiowe puszczanie oka w Treat czy Explodes. Niezaznajomionym z dotychczasową twórczością zespołu może być z kolei ciężko wkręcić się w nowy materiał po pierwszym przesłuchaniu, bo choć to mainstream pełną gębą, to jest mniej piosenkowy niż „Velociraptor!” i wymaga trochę więcej skupienia od słuchacza. Zwiększona dawka elektroniki i refrenowa lekkość to tradycyjnie najmocniejsze strony prezentowane przez Kasabian. Wyróżnić wypada przede wszystkim najbardziej imprezowy z dotychczasowych kawałków w dorobku – Eez-eh, który pozytywnie zakreśla potencjał grupy również na tym polu. Jest to jednak wyjątek na „48:13„, której siłą jest ogólny koncept, gdyż inne kawałki z osobna nie wypadają już tak przekonująco. Nie sposób również odnieść wrażenia, że ucieczka w eksperymenty zatoczyła schematyczne koło i uchyliły furtkę dla pewnej dozy monotonii. Najlepiej można to dostrzec w przypadku ostatniego kawałka S.P.S., będącego kopią Happiness z „West Ryder Pauper Lunatic Asylum„. Pomimo tego typu twórczych powtórzeń, Kasabian pozostaje obecnie jednym z bardziej liczących się graczy na scenie i z nadzieją należy wyczekiwać tego, co Tom Meighan, Sergio Pizzorno i spółka mogą jeszcze zmalować w przyszłości. /white-ghost

Reklamy

2 thoughts on “Kasabian

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s