Minirecenzje: sierpień 2014

sierpien2014

THE HORRORS

LUMINOUS

Ocena: 6/10

Z czwartą płytą The Horrors pozornie wszystko jest ok: zawiera to samo przestrzenne, syntezatorowo-gitarowe i piosenkowe indie, którym Kanadyjczycy zachwycili na poprzednich dwóch albumach, kapitalnych Primary Colours i Skying (debiutancka płyta to zupełnie inna bajka). Niestety, słuchacz, który to granie już zna, chciałby powitać coś nowego, ale w tym zakresie Luminous oferuje niewiele. W gruncie rzeczy, ten album to taki Skying 2, tylko z mniejszym pazurem: jest ładnie, przyjemnie i pastelowo, ale po przesłuchaniu materiał zostawia uczucie niedosytu. Wszystko już było i to w ciekawszej, lepiej zapamiętywalnej formie, ale co najbardziej boli, to brak petard z poprzednich krążków (pokroju niezapomnianych Who Can Say i I Can See Through You). Jednakoż, pomimo powyższych narzekań, Luminous to nie jest zła muzyka i jeśli lubicie przestrzenne, wieczorne indie (sam wymyśliłem to określenie), a nie muszą Wam przeszkadzać moje pretensje, to dajcie temu longplejowi szansę, bo horrorsi to dobra kapela z przeszłością, która swoje już przeszła i teraz nie ma czasu ani ochoty na zawodzenie słuchaczy. /JJ

LANA DEL REY

ULTRAVIOLENCE

Ocena: 8/10

Długo i z wytchnieniem czekałem na Ultraviolence w nadziei, że album odpowie na kluczowe pytanie dotyczące jego autorki: czy Lana Del Rey to nieszczery, sztuczny twór producentów i manadżmentu, czy może pełnowartościowa artystka i prawdziwa gwiazda na miarę XXI wieku? Choć nowe piosenki nie dają stuprocentowej odpowiedzi, to przynajmniej przenoszą jej ciężar w stronę drugiej opcji. Born to Die było płytą nierówną, ciekawą tylko na poziomie singli. Ultraviolence udanie to naprawia: album jest równy nie tylko kompozycyjnie, ale i aranżacyjnie, a wszystkie utwory kompleksowo budują atmosferę seksownej i stylowej tajemniczości, która spaja cały materiał. Niezależnie czy lepsza czy nieco słabsza, każda piosenka cechuje się stylem i elegancją przewyższającymi twórczość większości dzisiejszych gwiazd pop: od intymnego Cruel World przypominającego do złudzenia twórczość Chrisa Isaaka, przez zalatujące Davidem Lynchem Shades of Cool, super stylowe West Coast i autoironiczne Money Power Glory, po prześliczne retro Old Money, ten krążek to swoiste tour de elegance noire. Owszem, jest tu trochę wymuszonej kontrowersji i lekkich banałów, a momentami produkcja przerasta jakość kompozycji, ale… jak to wciąga! Jak tego się dobrze słucha! (W tym miejscu muszę koniecznie wspomnieć o kapitalnej robocie Dana Auerbacha z The Black Keys, który świetnie popisał się produkując Ultraviolence. Najlepiej wyprodukowana płyta pop roku? Bardzo możliwe). /JJ

LA ROUX

TROUBLE IN PARADISE

Ocena: 8/10

Kolejne zmiany daty premiery i przeciągające się oczekiwanie na drugi LP La Roux zrodziły wątpliwości: czy przypadkiem nie mamy do czynienia z gwiazdą jednego sezonu? W końcu jednak CDek wyszedł, a głównym powodem przedłużania się w czasie nowego projektu były zmiany w strukturze funkcjonowania grupy. Jak to wszystko wpłynęło na jakość albumu? Ano nijak, ponieważ Trouble In Paradise to równie przebojowa kompozycja, choć nieco bardziej wakacyjna i mniej manieryczna niż debiutancka La Roux. Na pierwszy rzut oka nie ma tu pojedynczych petard w stylu Bulletproof czy Quicksand, ale tempo oraz brzmienie utworów nie pozwalają się absolutnie nudzić i potupać nóżką, a i z czasem każdy odnajdzie swoje ulubione kawałki. Nie podejmę się oceny czy druga odsłona La Roux jest lepsza od debiutu, zwłaszcza, że charakterystyczne cechy tego projektu (czytaj – mnogość syntezatorów i rytmiczne refreny) pozostały niezmienione. Z pewnością jest to jednak jedna z najlepszych pozycji tego roku i idealna dawka czaso-umilacza na ostatnie dni wakacji. /white-ghost

JUNGLE

JUNGLE

Ocena: 6/10

Na koniec lata warto (jeśli się ją przeoczyło) sprawdzić jedną z najbardziej wakacyjnych płyt 2014. Jungle to debiutujący duet enigmatycznych elektroników ukrywających się pod pseudonimami J i T, który nastawił na siebie radary krytyków już w zeszłym roku. Zaskoczywszy świeżo brzmiącymi singlami Platoon i The Heat, chłopaki zostali wytypowani na największe tegoroczne odkrycie szeroko pojętej muzyki urban. Krążek Jungle pojawił się na początku sierpnia tego roku (no nie spieszyli się) i faktycznie zespół można traktować jako duże odkrycie i jeszcze większą nadzieję, ale premierowy materiał długogrający, choć nie zawodzi, elektryzuje tylko momentami. Głównym rdzeniem muzyki Jungle jest hipnotyzujące, nieco leniwe brzmienie elektroniki malującej obraz letnich imprez w mieście. Słucha się tego przyjemnie i jako ścieżka dźwiękowa do nocnych powrotów z wieczornych zabaw sprawdza się dobrze, ale jednorodność kompozycji zasiewa niepokojącą monotonię, obniżając nieco atrakcyjność albumu. Jungle brzmią charakterystycznie i wyraziście, ale ich pierwsza płyta zawiera zbyt wiele mało wyróżniających się piosenek, przez co po kapitalnym otwierającym The Heat napięcie spada (z wyjątkami, ale jednak). Pomimo to, ogólnie źle nie jest, a najważniejsze, że słyszy się szansę na lepsze jutro (czyli drugą płytę): brzmienie zaserwowano ciekawe, niech jeszcze powstanie do niego więcej wystrzałowych kawałków. /JJ

FKA twigs

LP1

Ocena: 8/10

FKA twigs to obok zrecenzowanego wcześniej Jungle bodaj drugi najgoręcej opisywany i wypatrywany przez dziennikarzy i blogerów tegoroczny debiut. Tahliah Barnett przygodę z rynkiem zaczęła nietypowo, bo tańcząc w teledyskach innych artystów, ale wkrótce sama zajęła się tworzeniem muzyki. W efekcie w zeszłym roku nagrała dwie zjawiskowe epki (mało oryginalnie nazwane EP1 i EP2), które zachwyciły nowatorskim, alternatywnym podejściem do R&B (Water Me i How’s That już teraz brzmią jak klasyka alternatywy XXI wieku). Materiał na wydanym pod szyldem postępowej stajni Young Turks pierwszym longpleju LP1 utrzymany jest w tych samych intrygujących klimatach: Angielka o jamajskich korzeniach znalazła idealną równowagę pomiędzy futurystycznym R&B, elektronicznym indie i alternatywnym popem, która powinna przypaść do gustu fanom Massive Attack i Jamesa Blake’a. Świetną oprawę muzyczną dopełniają intymne i osobiste, a nawet autobiograficzne teksty. Mocny kandydat do tytułu najlepszego debiutu roku. /JJ

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s