ARIANA GRANDE

arianagrande

ARIANA GRANDE

MY EVERYTHING

4/10

To był wielki rok dla Ariany Grande. W 2013 przeszła ewolucję z wokalistki broadwayowej i byłej aktoreczki telewizyjnych seriali dla nastolatków (tak, to jedna z tych gwiazdek) w pełnoprawną piosenkarkę pop. Jednak dopiero teraz awansowała do komercyjnej ekstraklasy: nagrała drugi album, który dobrze się sprzedaje i został nominowany do nagrody Grammy, zaśpiewała dwa z najpopularniejszych przebojów roku, zgarnęła dwie nagrody MTV EMA (w tym dla piosenki roku) i właściwie nie schodziła z ekranów telewizyjnych. W dodatku zebrała pochwały od krytyków za posiadanie prawdziwego talentu wokalnego, którego pozazdrościć jej mogłoby kilka koleżanek z list przebojów. Rok 2014 w muzyce pop dla mas należał więc do Ariany Grande, ale czy powinniśmy cieszyć się z narodzin nowej gwiazdy? Niestety, nie w takiej formie jaką zaprezentowano na My Everything. Nie odmawiam Arianie ładnego śpiewu i dobrej prezencji, ale na swojej przełomowej drugiej płycie nie przekonała mnie ona, że jest czymś więcej niż właśnie ładnym, ale pustym produktem. Zaserwowane tu dwanaście piosenek to poprawnie wyprodukowane i idealnie skrojone na podbój list sprzedaży utwory pozbawione jakichkolwiek wyróżniających cech charakterystycznych i przedstawiające przekrój tego co w obecnej dekadzie wałkują MTV i największe wytwórnie muzyczne: tutaj plastikowy pop, tam oklepane R&B, gdzieś indziej wstawki hip-hopowe i banalny EDM, a do tego cała masa gości (oczywiście, tylko będących akurat na topie) oraz idiotycznie długa lista producentów i kompozytorów (sam jeden numer Break Your Heart Right Back ma aż jedenastu autorów!). Choć całość od totalnej klęski ratuje wyrazisty klimat Mariah Carey, kilka skutecznych hooków i to, że materiał w żaden sposób nie jest na siłę wulgarny czy prostacko kontrowersyjny (co nie jest tak oczywiste w czasach Nicki Minaj, Rihanny i Gagi), a sama Ariana stara się pokazać, że zasługuje na rosnącą popularność, to album jednak mocno rozczarowuje bijąc po oczach plastikiem i dolarami. Owszem, mało doświadczony słuchacz wałkujący Radio ESKA znajdzie tu coś dla siebie, ale bardziej wymagający meloman dość prędko straci zainteresowanie My Everything. Co jeszcze irytuje, to że sama Grande wydaje się być pozbawiona osobowości – przypomina jedną z miliona nijakich i nie mających nic ważnego do powiedzenia piosenkarek, i nawet niezły śpiew niewiele ratuje. W niedawnej recenzji 1989 zarzuciłem albumowi, że jest bezosobowym tworem, a Taylor Swift jest tam tłem dla popisów producentów. Zwracam Taylor honor – przy My Everything krążek panny Swift wydaje się charakterystyczny i osobisty.   /JJ

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s