WILEY

wiley

WILEY

SNAKES & LADDERS

7/10

,,Wiley is a national treasure”, informuje kawałek From the Outside. Chyba nie ma sensu kłócić się z taką rolą dla 35-letniego rapera i producenta. Kiedy w połowie zeszłej dekady grime podbijał brytyjską scenę muzyczną i wykorzystał słabszą formę amerykańskiego hip-hopu by zająć na chwilę miejsce najważniejszej muzyki rapowanej Zachodu, Wiley był gigantem tego nurtu i ojcem chrzestnym gatunku. Niestety/na szczęście (niepotrzebne skreślić według preferencji), moda na grime skończyła się po kilku latach, a jej reprezentanci zniknęli z mainstreamu albo w całości mu się oddali (vide niesławny epizod amerykański Dizzee Rascala). Wiley wybrał trudną ścieżkę pomiędzy głównym nurtem i alternatywą z rejonów podziemia, którą póki co przemierza mądrze, na co dowodem udany nowy album. Snakes & Ladders to płyta potężna i surowa, a prym na niej wiodą bezkompromisowa, konsekwentna ale i dająca pole do popisu dla wyobraźni kompozytorskiej i aranżacyjnej produkcja (zamykający zestaw 11-minutowy Snakes & Ladders (Part 2) mógłby służyć artyście za całe portfolio), ciężkie bity (zważyłem Busy i waga pokazała 10 ton), jak zwykle bezbłędny i charakterystyczny flow oraz śladowa ilość materiału przebojowego (brakuje nowego Wearing My Rolex, ale dobrze, że minęły [oby bezpowrotnie] czasy Good Time). Najbardziej jednak cieszy klimat staroszkolnego grime’u, który potwierdza miejsce Wileya na tronie muzyki, którą tworzy.   /JJ 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s