MANIC STREET PREACHERS

Futurology

MANIC STREET PREACHERS

FUTUROLOGY

8/10

,,We never really went away / One day we will return / No matter how much it hurts” zapewnia James Dean Bradfield na otwarcie dwunastej płyty swojego zespołu. Są to słowa, które na pewno chcieli usłyszeć ci fani Manic Street Preachers, których skonfundował poprzedni album grupy. Rewind the Film był materiałem innym niż te, do których przyzwyczaili nas wojujący Walijczycy: spokojne, umiarkowane brzmienie zamiast wybuchowych gitar, stonowany przekaz w miejscu buńczucznych okrzyków, wrażenie pogodzenia się z losem kontrastujące z typowym dla manicsów duchem nieustępliwej walki. Oczywiście, tamta płyta nie była taka w stu procentach, ale własnie takie wrażenie odnieśli niektórzy słuchacze wciąż żyjący rewolucją zapoczątkowaną przez twórców The Holy Bible dwie dekady temu. To właśnie dla nich wydaje się być nagrany Futurology: najostrzejszy krążek MSP od pięciu lat, a najodważniejszy tekstowo być może od jeszcze dawniej. Bradfield, Wire i Moore znów biorą za cel konsumpcjonizm i kapitalizm, dorzucając dużą dozę autorefleksji i charakterystycznych dla nich komentarzy na temat obecnego stanu świata i społeczeństwa. Tym razem jednak MSP postanowili umiędzynarodowić swoją muzykę: poza tym typowymi dla siebie odniesieniami do ojczystej Walii (The View from Stow Hill, Dreaming a City (Hughesovka), gościnne występy Greena Gartside’a i Georgii Ruth Williams), panowie mocno uderzyli w klimaty niemieckie (część albumu nagrano w Berlinie, obecność aktorki Niny Hoss, język niemiecki słychać w kilku piosenkach, a muzycy w wywiadach chętnie opowiadają o inspiracji m.in. krautrockiem i Kraftwerk), obecne są akcenty rosyjskie i ukraińskie (Mayakovsky, The Next Jet to Leave Moscow, ponownie Dreaming…), a nawet odrobina refleksji nad całym kontynentem (Europa Geht Durch Mich). Muzycznie jest bardzo dobrze, bo przebojowo i świeżo: czuć, że zespół jest pełen energii i pomysłów (riff i hook Walk Me to the Bridge czynią zeń najlepszy singiel grupy od lat), melodie są chwytliwe, refreny donośne, a ballady ograniczono do minimum (wyróżnia się Divine Youth, które jest jednym z najlepszych wolnych numerów w całej twórczości MSP), zaś nowe pomysły świetnie wypaliły (motoryczne Europa Geht… to miła odskocznia od grania typowego dla Walijczyków, a kontynuowane z poprzedniego albumu granie instrumentalne i już regularne występy gościnnych wokalistów zdają egzamin).  W pewnym momencie album traci tempo i popada w schematyczność i lenistwo (zbyt typowe Black Square, dość nijakie Between the Clock and the Bed i nudnawe The View…), ale w finale odzyskuje moc, więc świetne wrażenia z pierwszej części zestawu nie zostają rozmazane. Dobrze mieć pod ręką takich Manic Street Preachers: facetów, którzy mają odwagę robić to w co wierzą i nie boją się głośno o tym mówić, i którzy posiadają na tyle wielki talent, że pomimo ponad dwudziestu lat na scenie wciąż potrafią przejmować, intrygować, cieszyć i zaskakiwać.   /JJ

Reklamy

3 thoughts on “MANIC STREET PREACHERS

    • Polecamy jak najbardziej, choć płyta do najnowszych nie należy ;-)

      I dzięki za aktywność – trzy komentarze jednego dnia już dawno nam się nie zdarzyły :-P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s