VIET CONG

vietcong

VIET CONG

VIET CONG

8/10

Viet Cong najbardziej imponuje tym, że to płyta debiutancka. Co prawda członkowie kanadyjskiego kwartetu nie są nowicjuszami (składają się z byłych muzyków Women i Lab Coast), ale jako projekt Viet Cong dopiero stawiają pierwsze kroki na rynku. Nie są to jednak kroki bojaźliwe czy niepewne – ich debiutancka płyta zachwyca pewnością siebie, eklektyzmem kompozycyjnym oraz dojrzałością emocjonalną. To ciemna muzyka, która najlepiej ,,wchodzi” słuchana w nocy. Utwory na Viet Cong symulują poczucie izolacji, zagubienia i niepewności, swoim ciężarem emocjonalnym lądując gdzieś pomiędzy poetyckim nihilizmem Joy Division i młodzieńczym negatywizmem Editors (,,Failed to keep the necessary papers for evacuation/ Hideously synchronised with cold and cruel arithmetic/ We’re desperately debilitated/ If we’re lucky, we’ll get old and die” – Pointless Experience). Brzmieniowo też jest ciężko i ciemno. Większość materiału mocno zalatuje Interpol, w czym wielka zasługa charakterystycznej barwy wokalu i nieustępliwych, motorycznych gitar (gdybym pierwszy raz usłyszał rozpędzony Silhouettes w radiu, dałbym sobie rękę uciąć, że to nowy singiel nowojorczyków). Zresztą fani wyszukiwania inspiracji muzyką innych artystów mają tu pole do popisu: wyłapać można na przykład brzmienia z garażu The Jesus and Mary Chain czy szaleńczą ekspresyjność Swans (ujarzmiony chaos Death !), a intrygujący March of Progress przez trzy minuty męczy słuchacza monotonnym hałasem w stylu Radiohead z okolic albumu Amnesiac, by dokładnie w połowie przemienić się w melodyjną bitelsową piosenkę imitującą Tame Impala czy Flaming Lips. I choć takiej estetycznej sałatki słucha się znakomicie, nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż Viet Cong świadomie łapią się czyichś chwytów, aby dopiero stworzyć własne brzmienie. Trzymam kciuki za wykreowanie swojego wyjątkowego stylu na drugiej płycie, która może być znakomita jeśli w brzmienie równie sugestywne jak tu Viet Cong ubiorą więcej charakterystycznych i zapadających w pamięć piosenek (z siedmiu numerów na płycie w wolnych chwilach nucę i podśpiewuję sobie tylko dwie. Wiem, że to żaden wyznacznik, ale skoro chłopaki umieją pisać alternatywne przeboje, to proszę o więcej).   /JJ

Reklamy

One thought on “VIET CONG

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s