ENTER SHIKARI

the mindsweep

ENTER SHIKARI

THE MINDSWEEP

5/10

Gdyby nastał czas globalnej rewolucji, Enter Shikari nie czekaliby w okopach planując nowy porządek świata, a biegaliby po ulicach z krzykiem na ustach i koktajlami Mołotowa w dłoniach. Przekonanie to opieram na dwóch solidnych fundamentach. Po pierwsze, kwartet stara się jak może przekonać nas o swojej rewolucyjności i buńczuczności: ich twórczość pełna jest wybuchowych i agresywnych kompozycji napakowanych wrzaskami i gniewnymi wynurzeniami (tym razem m.in. ,,Welcome to the skirmish!”, ,,We’re happy to defile silence!”, ,,Can you hear the war cry?!”, ,,You fucking spider!”, itd.), które mają trafić do słuchacza dosadnie i boleśnie jak uderzenie w twarz. Nie ma tu mowy o błyskotliwych metaforach czy głębokich przemyśleniach – wszystko jest dokładnie takie jakim się wydaje, w dodatku wykrzyczane najgłośniej jak się da. I z tym wiąże się wspomniany drugi fundament grupy: Enter Shikari sprawiają wrażenie prostych i nieskomplikowanych chłopaków, którym dużo bliżej do The Prodigy niż Thoma Yorke’a. Jasne, nie ma w tym nic złego – w końcu nie trzeba być Einsteinem żeby grać rocka – ale The Mindsweep pokazuje, że Enter Shikari nie mają pomysłu czym zastąpić obecny stan rzeczy, przeciw któremu się buntują. Przekaz tu jest jasny: jest źle i trzeba walczyć, a walka sama w sobie jest wartością, której należy bronić. Swoją chaotycznością i krzykliwością album ten przypomina alarm przeciwpożarowy, który budzi człowieka ze snu i ostrzega go przed zagrożeniem, ale nie pomaga mu znaleźć drogi wyjścia. O ile poprzednia płyta, bardzo fajna Flash Flood of Colour, kupiła mnie zdrową równowagą pomiędzy metalem i elektrycznością oraz powagą i humorem, tak tu wyzbyto się stabilizacji. Utwory są w większości do bólu męczące i poważne, a że ES nie są najlepszymi tekściarzami w Anglii, to zespół ociera się o autoparodię gdy stara się zabłysnąć głębszą refleksją, na przykład w przerażająco nudnej balladzie fortepianowej Dear Future Hystorians, w której Rou Reynolds zaskakująco (i lekko żenująco) wyznaje ,,I never walked on the Moon/ I never saw the pyramids”, by po chwili rozbroić ciężkimi do zrozumienia przemyśleniami ,,For when I die/ Into your iris/ My brain erupts/ Into biochemical mayhem/ And I feel like a man with two hearts”. Eee? Brzmieniowo i kompozycyjnie też jest dość boleśnie, bo choć ES zachowali elektronicznego ducha i kilka przyzwoitych refrenów, to większość materiału poszła w stronę metalowego łomotu; na przykład taki hałaśliwy (i obok alternatywnie przebojowego The Last Garrison najlepszy w zestawie) There’s a Price on Your Head brzmi jak cover kawałka System of a Down (z finałem do złudzenia przypominającym That Golden Rule Biffy Clyro). Całość sprawia wrażenie muzyki grupy, której dano wolną rękę, by się wyżyła – jakby ktoś spuścił Enter Shikari z łańcucha, pozbawił kontroli i pozwolił zrobić rozróbę w studiu. Nie jest źle w kategorii ,,zła młodzież wykrzykuje słuszny gniew” i można znaleźć tu kilka fajnych fragmentów, ale w sumie lepiej po raz czternasty puścić Flash Flood of Colour niż po raz czwarty The Mindsweep.   /JJ

Advertisements

One thought on “ENTER SHIKARI

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s