SLEATER-KINNEY

SleaterKinney

SLEATER-KINNEY

NO CITIES TO LOVE

9/10

Wielokrotnie wspominałem, że ostatnie lata są niezłym czasem dla żeńskiego rocka. Widok kapeli złożonej z samych kobiet nikogo już nie dziwi ani nie jest traktowany jak wyłom w świecie rządzonym przez mężczyzn. Co więcej, uznanie krytyków dla takich grup jak HAIM czy Savages, udane podboje ambitnych solowych pań pokroju St. Vincent bądź Laury Marling czy przejęcie przez płeć piękną panowania nad rynkiem komercyjnego popu pokazują, że hasło ,,girl power” dawno nie miało się tak dobrze jak teraz. Czy można więc wyobrazić sobie lepsze okoliczności do powrotu najważniejszej damskiej grupy przełomu lat dziewięćdziesiątych i początków dwudziestego pierwszego wieku? Sleater-Kinney to kultowa, choć w Polsce dość średnio znana kapela punkowa (obecnie trio) o wyraźnym odcieniu feministycznym i anty-establishmentowym oraz uznaniu i wielu fanach pośród muzyków i krytyków. No Cities to Love jest pierwszą płytą pań od aż dziewięciu lat i znakomitym powodem, by bliżej zapoznać się z twórczością grupy, jeśli wcześniej się o niej nie słyszało. Nowy album to oszałamiająco dobry zestaw dziesięciu znakomitych piosenek z pogranicza garażowego rocka, post-punka i alternatywnego popu z gitarowym pazurem. Na pierwszy plan wysuwają się potężna energia (Surface Envy na pełnej głośności to istna bomba atomowa), zabójczo chwytliwe refreny (ten w A New Wave jest zaraźliwy jak wirus grypy) i hooki (powodzenia z próbami wyrzucenia No Cities to Love z głowy), idealny balans pomiędzy alternatywną przebojowością i rockową bezkompromisowością (Hey Darling nadaje się zarówno do MTV Rocks  jak i MTV Hits) oraz rozbijający ściany swoją mocą wokal będącej w świetnej formie Corin Tucker, która daje czadu lepiej niż niejedna pełna młodzieńczej werwy nastolatka, zaś sam materiał jest tak wspaniale równy, że ciężko wybrać nawet kilka piosenek wyróżniających się ponad resztę. Pomimo długiej przerwy, panie ze Sleater-Kinney nagrały najlepszy album tych pierwszych dwóch miesięcy roku i bardzo mocnego kandydata do tytułu najlepszego krążka rockowego 2015. Nie dziwi mnie to ani zaskakuje, a i Was nie powinno, bo girl power!   /JJ

Reklamy

One thought on “SLEATER-KINNEY

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s