GODSPEED YOU! BLACK EMPEROR

gy!be

Godspeed You! Black Emperor

Asunder, Sweet and Other Distress

8/10

Apokalipsa to nośny temat w sztuce i popkulturze. Historii o końcu świata opowiedzianych w literaturze, filmach, komiksach i grach jest multum. Co ciekawe, sprawa ma się nieco inaczej w przypadku muzyki rozrywkowej. Owszem, są „diabelskie” kapele metalowe wieszczące armageddon, ale w mniej kontrowersyjnych gatunkach temat ewentualnego finału historii nie jest tak często poruszany (a w każdym razie w dosadny sposób). Na szczęście z sycącą pożywką dla wielbicieli mrocznych melodii przybywa po raz kolejny apokaliptyczna rockowa orkiestra Godspeed You! Black Emperor. Asunder, Sweet and Other Distress to już drugi w ciągu trzech lat album Kanadyjczyków od czasu ich świetnego (bardzo dobry Allelujah! Don’t Bend Ascend) powrotu w 2012 po aż dziesięciu latach płytowej ciszy. Czy dobrze, że tak tak „prędko” ponownie weszli do studia? Jak najbardziej. 

Asunder… to ujarzmiony koncertowy potwór grupy o tytule Behemoth, który odpowiednio skrojono, podzielono i przerobiono na potrzeby nagrania studyjnego. Te przeróbki jednak i tak nie ułatwiają odbioru: instrumentalny materiał jest wymagający i ciężkostrawny, ale cierpliwego słuchacza potrafi wciągnąć niczym czarna dziura. Największą siłą płyty są utwory otwierający i kończący: Peasantry or Light! Inside of Light! Piss Crowns are Trebled to kawałki monumentalne, w kolejno dziesięciu i trzynastu minutach łączące wściekłość i brud rockowej ekspresji z przestrzennym rozmachem orkiestralnych aranżacji. W przypadku kanadyjskiego zespołu forma muzyki jest jej treścią, więc pomimo braku słów nietrudno zrozumieć przekaz grupy, który zawiera się w apokaliptycznej atmosferze jego twórczości. Czy to przez całe potężne, muskularne kompozycje, czy przez ich poszczególne elementy, jak nostalgiczny riff z okolicy ósmej minuty pierwszego kawałka lub nerwowa partia smyczkowa i wściekły, bombastyczny finał ostatniego, Asunder… maluje piękny, choć niepokojący obraz zarazem wzniosłego i fascynującego, ale i przerażającego końca, który tyczyć się może zarówno świata, jak i samej muzyki. Co ważne, końcowy efekt osiągnięty jest nie tylko przez hałas, ale i ciszę: dwa środkowe utwory – minimalistyczny Lambs’ Breath i zahaczający o muzykę filmową szemrzący Asunder, Sweet – idealnie współgrają z pozostałymi dwiema kompozycjami. Oba wnoszą kontrast aranżacyjny wobec gargantuicznie rozbudowanych utworów i dorzucają swoje trzy grosze do wrażenia obcowania z pustką apokalipsy poprzez zupełne odrzucenie tradycyjnie pojmowanych form muzyki rockowej i obdarcie jej ze wszelkich ozdobników, aż zaczyna przypominać biały szum. Nie słucha się tego przyjemnie, ale taki przecież był zamysł artystów, bo kto z przyjemnością obserwuje koniec wszystkiego?

Jeśli więc macie ochotę na skropienie chwili wolnego czasu odrobiną apokaliptycznego grania, a posiadacie w sobie cierpliwość i wyobraźnię konieczne do czerpania przeżyć z tej niełatwej podróży, nowa płyta GY!BE zabierze Was na piękny, choć niepokojący czterdziestominutowy spacer po wertepach armageddonu.   /JJ

Advertisements

One thought on “GODSPEED YOU! BLACK EMPEROR

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s