PEACE

peace

Peace

Happy People

7/10

Peace to przykładowa przyzwoita młoda kapela, która zasługuje na rozgłos większy niż udało jej się zdobyć na pierwszych stopniach kariery. Ich debiutancki album In Love był fajny i pełen dobrych piosenek o świetnych refrenach i melodiach, ale nie spowodował trzęsienia ziemi. Niestety, prawdopodobnie ten sam los czeka drugi longplej młodych Anglików, Happy People: bardzo chwytliwą płytę, której przyjemnie się teraz słucha, ale o której raczej nie będziecie pamiętać za kilka lat. A może i nic w tym złego? Peace bowiem nie wydają się nalegać, aby ich kochano i zewsząd chwalono. Jeśli starają się wzmagać w słuchaczach jakieś uczucia, to przede wszystkim nostalgię, bo styl, który kwartet z Worcester wybrał dla swojej twórczości, to czysty powrót do przeszłości, i to zarówno w formie, jak i w treści. Brzmienie Peace nie tylko budzi skojarzenia z latami dziewięćdziesiątymi, ale wręcz wydaje się wyjęte z tamtych czasów: O You to melodyjny radiowy rock z lat 1994-1995 przystosowany do potrzeb dzisiejszego indie, refren Gen Strange leciałby bez przerwy w muzycznych mediach sprzed dwudziestu lat, funkujący numer tytułowy mógłby być piosenką Primal Scream z kultowej płyty Screamadelica z 1991, a Perfect SkinHappy PeopleI’m a Girl przywodzą na myśl skojarzenia z britpopem, szczególnie z okolic Pulp i Suede. Życie i inspiracja przeszłością w dodatku dominują w tekstach piosenek na Happy People, i to dosłownie, jak w podróżującym do dekad ubiegłych otwierającym O You („The 90’s were cool, I’ve heard all about/ The 80’s were better, I have no doubt”), czy wspominającej straconą miłość balladzie Someday („Haunting is the thought that lingers long after you go/ Maybe all this happened so the both of us could grow”). Ważnym i przewijającym się w kilku utworach wątkiem jest także kwestia współczesnej męskości: Peace wyraźnie zaznaczają, że nie pasują do czasów, w których wyznacznikiem bycia mężczyzną jest waleczność i bycie stereotypowym maczo („Do you feel like a man/ ’cause you got blood on your hands/ If we live in a man’s world/ I’m a girl” – I’m a Girl). Ten cały krytyczny wobec dzisiejszych czasów przekaz w parze z mocno retro brzmieniem malują obraz grupy, która chciałaby przenieść się w przeszłość i tam nagrywać płyty, więc może faktycznie nie ma sensu płakać nad brakiem dużego sukcesu Peace? Tym bardziej, że, tak prawdę powiedziawszy, chłopaki fajnie grają i potrafią sklecić świetną melodię czy przebojowy refren, ale operują głównie brzmieniami zapożyczonymi z minionych dekad; niewiele tu jest nowych pomysłów, wartości dodanych do dzisiejszego rynku indie. Jeśli komuś jednak podobał się debiut grupy, ten z apetytem pożre jej drugi krążek, choć będzie miał on posmak dania odgrzanego w mikrofali.   /JJ

Advertisements

One thought on “PEACE

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s