KENDRICK LAMAR

kendrick

Kendrick Lamar

To Pimp a Butterfly

9/10

Kendrick Lamar ma dopiero 27 lat a już jest prawdopodobnie najważniejszym raperem na rynku. Pierwszymi artystycznymi krokami skupił na sobie uwagę ważnych graczy w biznesie, a niedługo później zainteresował sobą tych najważniejszych (np. Dr. Dre, który zakontraktował Lamara jeszcze zanim ten wydał swój pierwszy album na fizycznym nośniku). Premiera płyty Good Kid, M.A.A.D City dorzuciła do silnika rozpędzającego karierę Kendricka węgla w postaci sukcesu komercyjnego (debiut na drugim miejscu amerykańskiej listy sprzedaży Billboard) i wzmożonego zainteresowania krytyków. Rozgłos wokół autora Bitch Don’t Kill My Vibe zrobił się tak duży, że doszło nawet do tego, iż po wygraniu nagrody Grammy za najlepszy album hip-hop Macklemore przeprosił Lamara za pośrednictwem Twittera za zgarnięcie wyróżnienia (!), które jego zdaniem należało się GK,MC. Nic więc dziwnego, że nadejście To Pimp a Butterfly wyczekiwane było z wielkimi nadziejami i spotkało się z gorącym przyjęciem: już w pierwszy tydzień po premierze w samych tylko Stanach krążek nabyło ponad 325 tysięcy ludzi. Trzeba jednak pamiętać, że nie mamy tu do czynienia ze wspieranym wielkimi gwiazdami pop i milionami dolarów wydanymi na promocje marketingowe medialnym supermanem pokroju Kanye Westa czy Jaya Z; Kendrick to po prostu cholernie dobry raper, któremu udało się trafić szóstkę w szołbiznesowym totku.

Lamara największy zgiełk wokół siebie trafił w momencie stawania się świadomym dorosłym człowiekiem. Świadomym nie tyle swojego sukcesu, co tego, co faktycznie wiąże się z nowym stanem rzeczy, szczególnie w realiach dzisiejszego świata. To Pimp a Butterfly nie jest przyjemnym albumem, bo porusza niewygodne i kontrowersyjne tematy niesprawiedliwości rasowej w Ameryce, niszczycielskiej siły komercjalizacji życia i sukcesu jednostki, i poszukiwania swojej tożsamości w nieraz wrogim środowisku. Co ciekawe, pomimo młodego wieku, Kendrick dość przekonująco snuje swoje opowieści z perspektywy człowieka mającego doświadczenie w przeżywaniu własnych słabości i pokonywaniu trudności. Za punkty odniesienia służą tu m.in. historia legendarnego niewolnika Kunta Kinte, problem finansowego ,,dojenia” czarnych gwiazd estrady przez białą finansjerę, czy biblijny podział codziennego bytu na diabelską złą sferę życia i wybawiające od pokuszenia i upadku dobro pochodzące od Boga. Lamar posłużył się tym materiałem do wyrażenia swoich opinii z wielkim rozmachem, a fakt wykorzystania w nim fikcyjnego (choć głos Shakura pochodzi z autentycznej rozmowy z dziennikarzem) wywiadu ze swoim duchowym mentorem Tupakiem i doniesienia o dużym zainteresowaniu Kendricka życiem Mandeli w trakcie pisania utworów tylko potwierdzają jak ambitnym dziełem jest To Pimp… .

Ponieważ sama treść to nie wszystko, postarano się, by forma albumu też była odpowiednio imponująca. Muzyczna strona To Pimp… również jest zachwycająco ambitna: na przestrzeni niemal 80-ciu (!) minut umieszczono szesnaście utworów o niebanalnie zróżnicowanych aranżacjach, od klasycznego, surowego (King KuntaAlright), czy mocnego, mrocznego wręcz (The Blacker the Berry) hip-hopu, przez pozytywne brzmienia wakacyjne (znakomity These Walls) i przebojowe (napędzany samplem The Isley Brothers optymistyczny I), aż po eksperymenty z nieortodoksyjnym jazzem (jednym z producentów płyty jest Flying Lotus) i brzmienia krzyżujące gatunki (fortepian w How Much a Dollar Cost przypomina dźwięki Radiohead z okolic albumu Amnesiac, a wielopoziomowy Wesley’s Theory wydaje się być złożony z części składowych kilku różnych kawałków). Gdyby tego było mało, pomiędzy niektórymi utworami Kendrick recytuje wiersz własnego autorstwa, I zawiera krótką przemowę do rozgniewanego tłumu, a finalny Mortal Man kończy wspomniana rozmowa z 2Pakiem. A jeszcze nie wspomniałem o gościach!: oprócz Flying Lotusa swoje piętno na albumie odcisnęli m.in. Snoop Dogg, George Clinton, Pharrell czy Thundercat, a nawet Dr. Dre, który wykonuje tu… krótki telefon do Lamara, w którym dzieli się ze swoim podopiecznym radą życiową. Zaprawdę z wielkim rozmachem nagrano ten album.

Jakkolwiek na niego nie patrzeć, To Pimp a Butterfly to krążek ze wszech miar imponujący. Mocno kusiło mnie, by dać mu najwyższą ocenę, ale postanowiłem – pomimo zachwycających zalet – pochylić się nad jego drobnymi niedoskonałościami. Przede wszystkim, choć większość utworów to najwyższa półka dzisiejszego hip hopu, jest tu kilka numerów, które nie zapadają w pamięć i spowalniają tempo. Można też się zastanowić czy Kendrick zwyczajnie nie przedobrzył: czy ten cały zgiełk aranżacyjny, natłok producenckich sztuczek i lawina komentarzy społecznych i politycznych to nie zbyt wiele jak na jeden krążek CD? Może udałoby się uzyskać ten sam efekt mniejszą liczbą składników, nie zarzucając słuchacza trzema tonami materiału? Tak czy siak, To Pimp a Butterfly to oszałamiający pokaz siły rapera, który w młodym wieku wspiął się na szczyt, i który zdaje się być doskonale świadomy do czego powinno się wykorzystać powszechny rozgłos i wielką popularność. Wielka i ważna płyta, która z pewnością za kilka lat będzie wspominana jako jeden z kluczowych albumów 2015.   /JJ

Reklamy

2 thoughts on “KENDRICK LAMAR

  1. Pingback: ANOHNI, KENDRICK LAMAR, DAVID BOWIE | SIDEMAINSTREAM

  2. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s