FLORENCE + THE MACHINE

FloHow

Florence + the Machine

How Big, How Blue, How Beautiful

7/10

Od czasu świetnego debiutu Florence i jej Maszyn w 2009 roku, panna Welch nieustannie pnie się coraz wyżej na muzycznej scenie już nie tylko angielskiej, ale i światowej. Sądzę, że nie jest kontrowersyjne stwierdzenie, iż w tej chwili Florence cieszy się największą estymą spośród najpopularniejszych brytyjskich wokalistek i jest najbliżej przejęcia od Kate Bush tytułu wyspiarskiej królowej piosenki. W moim odczuciu jednak autorce Dog Days Are Over Shake It Out do pełnego sukcesu brakuje wielkiej płyty. Florence ma na koncie znakomite piosenki, wielkie przeboje, chwalone koncerty (w tym w roli zastępującego niedysponowanych Foo Fighters headlinera tegorocznej edycji Glastonbury) i reputację bardzo utalentowanej wokalistki, kompozytorki i tekściarki, ale nie nagrała jeszcze albumu, który zapisałby ją złotymi literami w annałach XXI-wiecznej muzyki rozrywkowej. 

How Big, How Blue, How Beautiful niestety tego nie zmienia, choć to dobry album. Trzecia płyta studyjna Florence + the Machine to to samo przebojowe piosenkowe granie zawieszone pomiędzy ambitnym popem dobrej jakości i melodyjnym rockiem pełne eksplodujących refrenów i zabójczych hooków, które fani pokochali na Lungs Ceremonials. Wciąż czuć rozsadzające głośniki bez zbędnego łomotu „uderzenie” typowe dla twórczości Welch (zabójczo chwytliwego Delilah nie da się słuchać cicho!) i można rozkoszować się charakterystycznymi dla niej efektownymi liniami wokalnymi wspartymi wybuchowymi chórkami, wszystko utopione w bajecznej melodyjności. Tekstowo też nie ma się do czego przyczepić, bo piosenki na How Big… w dalszym ciągu kontynuują emocjonalną wiwisekcję podmiotów lirycznych, którzy głosem Florence dzielą się osobistymi, momentami wręcz boleśnie szczerymi wyznaniami („And, oh my love, remind me, what was it that I did? / Did I drink too much? / Am I losing touch? / Did I build a ship to wreck?” – Ship to Wreck).

Skoro więc jest dobrze, to czemu jednak narzekam, a ocena nie jest wyższa? Bo wszystko, co czyni z How Big… dobrą płytę, to chwyty doskonale nam znane i przez nas lubiane. Nowy album Florence + the Machine to materiał rozczarowująco bezpieczny i przewidywalny. Sama Welch zmieniła styl ubierania się z długich, kolorowych sukni na proste spodnie i koszule, i zmiana ta odczuwalna jest też w jej muzyce, która stała się odrobinę mniej szalona i poważniejsza. Nie jest to oczywiście nic złego, raczej naturalna kolej rzeczy. Daleki jestem też od piętnowania i nadmiernego krytykowania How Big…, bo to bardzo fajna płyta z kilkoma świetnymi numerami. Jej problem tkwi w tym, że nie zaskakuje i zamiast serwować coś nowego, co zapadnie w pamięć, raczej przypomina stare sztuczki Florence, a po 3,5 roku, które minęły od czasu premiery Ceremonials, mieliśmy prawo oczekiwać materiału odważniejszego. Jeśli jednak komuś to nie przeszkadza, może śmiało podnieść ocenę o jedno oczko.   /JJ

Reklamy

One thought on “FLORENCE + THE MACHINE

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s