SON LUX

SonLux

Son Lux

Bones

6/10

Jednym z paradoksów naszych czasów jest to, że choć postępujące zaawansowanie technologiczne daje nam większe i łatwiejsze niż kiedykolwiek przedtem pole do popisu w kwestii samorozwoju i doskonalenia się oraz stawania się człowiekiem bardziej świadomym otaczającego go świata, to jednak wiele osób gubi się rozmieniając osobowość i prywatność na drobne, zastępując własne życie śledzeniem i naśladowaniem bytów innych osób. Z takiej bardzo chłodnej interpretacji dzisiejszych czasów zdaje się wychodzić wszechstronnie utalentowany Ryan Lott, który na nowej płycie swojego projektu Son Lux zaprezentował mocno negatywny, dystopijny wręcz obraz świata poprzez wymykającą się prostemu kategoryzowaniu muzykę z pogranicza post-rocka i eksperymentalnego indie.

Teksty na Bones pełne są poszukiwań osobowości poprzez nagromadzenie zaimków, które sprawiając złudne wrażenie odniesień do innych osób de facto podkreślają alienację podmiotu lirycznego od jego otoczenia. „Let’s be anyone but you and me tonight” proponuje on niepewnie w pulsującym Flight, by po chwili w mrocznym You Don’t Know Me zdystansować się od wpływu osób trzecich podkreślając wyjątkowość swojej osobowości, ale nie wyjaśniając na czym ta jego inność polega, jakby sam zastanawiał się co go różni od pozostałych. Wrażenie to podkreśla powtarzanym w kilku fragmentach zdaniem skierowanym do nieobecnego odbiorcy „You are the most fortunate one”. Zagubiony w świecie pełnym ludzi, a jednak pustym i nieprzyjaznym, Lott pyta „Am I the only one? / Where are the others?”, aby w końcu samemu sobie żałośnie odpowiedzieć: „I am the others”Bones sprawia wrażenie concept albumu o izolacji pośród ludzi, a wzmacnia je mocno chłodna, nieoczywista i niejednostajna warstwa muzyczna, która doskonale zgrywa się z mrocznymi tekstami. Kompozycje na płycie brzmią jakby je poszatkowano i przemielono; to raczej eksperymenty z aranżacją post-rockową i budową utworów indie niż pełnej krwi piosenki. Cienisty Your Day Will Come przypomina filmowy kawałek Trenta Reznora zremiksowany przez Bjork, quasi-jazzowy Undone zalatuje twórczością Flying Lotus, a w paru momentach materiał przypomina dźwięki z okolic albumu Reflektor Arcade Fire. 

Bones robi więc duże wrażenie, lecz nie zapada w pamięć, bowiem popisuje się ogólnym brzmieniem i klimatem przedkładając te wartości ponad siłę poszczególnych utworów, w związku z czym brzmi jak jednorodny emocjonalnie czterdziestominutowy eksperyment brzmieniowy i analiza społeczna w jednym. Ciężko wyhaczyć pojedyncze fragmenty, które zostają w głowie na dłużej – to nie jest płyta, której słucha się dla piosenek i na wyrywki. Kto więc lubi takie niełatwe przeżycia post-rockowe i pseudo-Radioheadowe poszukiwania, ten z pewnością da się wciągnąć w ciemną opowieść Lotta, ale przypadkowych słuchaczy Bones może zmrozić swoim chłodem i skonfundować nietypowością.   /JJ

Reklamy

One thought on “SON LUX

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s