HEALTH

DeathMagic

Health

Death Magic

6/10

W agresywnie zatytułowanym utworze Stonefist wokalista Health (grupa uznaje też pisownię HEALTH) Jacob Duzsik obojętnie śpiewa „Love’s not in our hearts” podczas gdy towarzyszący mu zespół brutalnie hałasuje w stylu noise rocka skrzyżowanego z wybuchową elektroniką. Fragment ten może posłużyć za streszczenie zawartości całej trzeciej płyty kwartetu z Los Angeles, który nowym albumem stara się wypełnić lukę powstałą po rozpadzie Crystal Castles. Porównanie do nieodżałowanego duetu nie jest zresztą przypadkowe, bo to znajomość i współpraca z Kanadyjczykami zaznaczyły początki harców Health na scenie elektroniczno-rockowej. Tworząc głośną, żywiołową i hałaśliwą muzykę z pogranicza gatunków oraz umiejętnie starając się w swoim brzmieniu ujarzmić różne odcienie kompozycyjnego szaleństwa i aranżacyjnego hardkoru, Amerykanie przyciągnęli zainteresowanie krytyków i słuchaczy szukających silnych, ale nie przesadnie mocnych przeżyć muzycznych. Death Magic nie odstaje na tym tle i przynosi kolejną porcję „zdrowego” hałasu zbalansowanego przebłyskami spokoju, które dają chwile odetchnienia. Piorunujący Courtship II łączy grzmot muzyki metalowej z zimną elektroniką i motoryczną perkusją a’la Nine Inch Nails oraz rozmarzonym, zdystansowanym wokalem, który momentalnie łagodzi brzmieniową burzę. Dark Enough to zaś typowy alternatywny hit w stylu Crystal Castles wprost z ponurego parkietu mrocznej dyskoteki, który z jednej strony przydusza niepokojącą atmosferą, a z drugiej unosi się do nieba przestrzennymi klawiszami. Szalony Salvia to z kolei intensywny numer instrumentalny, który mógłby z powodzeniem zostać użyty na ścieżce dźwiękowej horroru science-fiction. Nowa płyta Health jest więc intrygującym krążkiem, który nie pyta swojego słuchacza czy może mu przywalić, ale nie jest też, niestety, doskonałą wizytówką grupy. Największym grzechem Death Magic jest powtarzalność: większość utworów brzmi tak podobnie, że chwilami można się zastanawiać czy niektóre piosenki nie zostały napisane równocześnie i nagrane za pomocą tych samych sztuczek. W związku z tym pewna część materiału nie zapada w pamięć, bo o kilku numerach zapomina się tuż po tym jak się ich wysłuchało. Dużo psuje też specyficzny wokal Duzsika, który we wszystkich kawałkach brzmi identycznie: jest obojętny, zamyślony, niby nieobecny i wręcz niechętny do śpiewania. Rozumiem, że facet ma specyficzny styl i łapię dlaczego zdecydował się na taką estetykę, ale ile można? Dla tych powodów powstrzymuję się ze stwierdzeniem „umarł król, niech żyje król”, bo na swoim trzecim longpleju Health nie są jeszcze zespołem, dzięki któremu możemy przestać płakać po „śmierci” Crystal Castles.   /JJ

Reklamy

One thought on “HEALTH

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s