MILEY CYRUS

Miley

Miley Cyrus

Miley Cyrus & Her Dead Petz

3/10

Miley Cyrus perfekcyjnie uosabia dzisiejszy rynek mainstreamowej muzyki rozrywkowej. Od błyskawicznej, lecz nieprzekonującej artystycznie kariery w młodym wieku, przez koślawe szusowanie pomiędzy modnymi trendami w celu utrzymania się na fali oraz oddanie się całkowicie mass mediom, aż po symulowanie buntu w granicach narzuconych przez MTV, Miley de facto stała się ikoną obecnego etapu postępującego upadku muzyki pop. Wszystko co niesławna córka Billy’ego Raya Cyrusa robi, nosi znamiona złego smaku bądź szukania poklasku, choć jednocześnie pozostaje w swoich kontrowersyjnych wyskokach porażająco naturalna. Dlaczego? Ponieważ YOLO. Miley nie narzuca młodzieży swojego stylu bycia, ona jedynie odzwierciedla normy zachowania i rozrywki już obecne i od dawna lansowane w społeczeństwie. Panna Cyrus jest pozornie krzywym zwierciadłem, które ukazuje artystyczny banał i moralne zagubienie zachodniego popu; jest papierem, na którym carpe diem przemienia się w YOLO; jest personifikacją tego co każdy widzi i słyszy włączając MTV. Miley Cyrus swoją karierę rozwija poprzez rezygnację z bycia osobą i stanie się karykaturalnym celebrytą niczym ze stron groteskowego komiksu, zaś jej nowa płyta dobitnie i boleśnie tę przemianę udowadnia.

Miley Cyrus & Her Dead Petz z miejsca wygrywa konkurs na najgłośniejszy album roku, i to już samym opisem: znana z wulgarnego obnoszenia się swoją seksualnością była gwiazdka serialu dla nastolatków Hannah Montana rozdaje za darmo (w internecie i za pośrednictwem swojej wytwórni Smiley Miley po uprzednim wywalczeniu od wytwórni-matki RCA pozwolenia na taką woltę) stworzoną w tajemnicy 90-cio minutową płytę o alternatywnym brzmieniu, którą napisała i nagrała we współpracy z legendarną grupą psycho-indie The Flaming Lips oraz z gościnnym udziałem tak nietypowych artystów jak Ariel Pink czy wokalistka Phantogram, Sarah Barthel. Brzmi jak czyste szaleństwo. A jak brzmi muzyka, którą skrywa ów niecodzienny projekt? Z początku szalenie, ale z czasem zaskoczenie zostaje zastąpione przez irytację wynikającą ze stopniowego odkrywania, że cała ta alternatywnie-eksperymentalna eskapada to żadne magiczne nawrócenie się córki marnotrawnej muzyki pop, a jedynie intrygujące narzędzie, którym Miley nasyca swoją próżność.

Dużym zaskoczeniem jest brak przebojów. To nie jest płyta pop w tradycyjnym sensie, więc nie ma tu miejsca na Wrecking Ball czy Party in the USA. Ponieważ Flaming Lips mieli znaczący udział w tworzeniu materiału, muzyka na albumie naturalną koleją rzeczy brzmi jak twórczość grupy Wayne’a Coyne’a. Utwory utrzymane są w klimatach eksperymentalnego indie skrzyżowanego z psychodelicznym, lecz wciąż melodyjnym alt-popem, zachowując zdrową równowagę pomiędzy balladami, dźwiękami z dalekich okolic list przebojów i doświadczeniami na brzmieniu muzyki rozrywkowej. Melodyjnie nie jest więc najgorzej, lecz przy tak dużym rozstrzale piosenkowym (23 numery!) większość utworów przypomina odrzuty z sesji do płyty Embryonic. Sytuacja rypie się gdy pojawia się Miley, która totalnie kładzie cały krążek. Od dawna nie słyszałem tak źle zaśpiewanej płyty… Dead Petz jest ostatecznym dowodem w dyskusji na temat talentu Miley, który często jest opisywany jako duży. Niestety, tutaj jej wokal jest boleśnie płaski i nieczysty, a do tego w większości przypadków zblazowany. Co rozczarowujące, najwyraźniej postanowiono nie tuszować niedostatków wokalnych Cyrus – produkcja jest tu jest niepokojąco surowa i leniwa, jakby umyślnie nie ingerowano za bardzo w partie wokalistki. Oczywiście, wielu muzyków alternatywnych odznacza się nieczystym śpiewem, ale ich bronią inne talenty. Promowanie kiepskiej jakości brzmienia w celu udawania alternatywy? Przepraszam, czy to już wart miliony monet dorosły rynek muzyczny, czy jeszcze cosobotni przegląd garażowych kapel licealnych w klubie ZaDymiarz?

Przebrnąwszy przez dość bolesną i kontrowersyjną warstwę muzyczną, słuchacz musi uzbroić się w nie lada cierpliwość, by przełknąć zawartość tekstową płyty i jej tzw. „przesłanie”. Co to za przesłanie i dlaczego ująłem je w cudzysłowie? Przekonajmy się badając warstwę liryczną …Dead Petz. Motywem przewodnim albumu z pewnością jest myśl z początku chyba najlepszego numeru w zestawie, Slab of Butter (Scorpion): „The only laws / I obey / The ones I’m making for myself”. Miley jest jednostką niezależną i samodzielną, łamie zasady i sama sobie stanowi o swoim prawie. Twerking w telewizji? Niezależność. Półnagie występy na galach? Samodzielność. Życie Miley to jej własność i robi w nim i z nim co chce. A co takiego zajmuje ją tak bardzo? Trawa („Yeah, I smoke pot / Yeah, I love peace / But I don’t give a fuck / I ain’t no hippie” – Dooo It!), alkohol (I’m so Drunk), wszechogarniający luz i relaks („I ain’t doing anything that can take away my zen” – I Forgive Yiew), romanse, miłości, miłostki i seks (BB Talk to monolog Miley na temat jej rozchwianych uczuć wobec chłopaka, który nie irytuje ją tylko kiedy uprawia z nią seks, bo poza łóżkiem jest zbyt… słodki i milusi), jeszcze więcej trawy („You take me higher than I have been before / Don’t laugh when I say that ’cause we just smoked a ball” – Fweaky), pokój na świecie i ochrona przyrody („Wake up, world / Can’t you see the Earth is dying?” – 1 Sun) i jej zmarłe zwierzaki: pies Floyd i rybka Pablow („How can I love / Something I never touched / You lived under water / But I loved you so much”. Doceńcie jak bardzo poświęciłem się słuchając tego wiele razy, abyście mogli przeczytać ten cytat i oszczędzić sobie bólu torturowania siebie tą poezją ze szkoły podstawowej), które dosłownie – DOSŁOWNIE! – opłakuje. Podsumowując, Miley nie obchodzą zasady, ponieważ dobrze się bawi. „Przekaz” tej płyty idealnie współgra z głośnym życiem celebrytki, zero fałszu. Czy to kontrowersyjne? Ani trochę. Chyba że jest się znudzoną dostatnim życiem białą młodzieżą z Zachodu, rozmieniającą fortunę rodziców na drobne, które wydaje na imprezy, internet i lekkie narkotyki. Tak, dokładnie tą samą, której członkinię Miley zagrała w teledysku do We Can’t Stop. Cyrus nie ma nic ciekawego czy wartościowego do powiedzenia, ponieważ odbiorcy jej twórczości wcale nie potrzebują głębokiego przekazu. Jest sztuka wysoka, istnieje rozrywka jakościowa i eskapizm, ale i miejsce dla siebie ma też artystyczny rynsztok, i to właśnie w nim znaleźć można twórczość, którą Miley Cyrus uprawia na …Dead Petz.

Gdyby wykroić z tego albumu Miley – jej wokale, teksty i klimat zblazowanego luzu – i przerobić samą muzykę w pełnoprawny materiał Flaming Lips, dostalibyśmy całkiem przyzwoity krążek (dlatego też parę piosenek daje radę, choć raczej nie dzięki wokalistce). Gdyby zaś usunąć wszystko za co nie odpowiada Miley, otrzymalibyśmy audialną maszynę tortur dla ludzi z dobrym gustem muzycznym. Ponieważ jednak oba powyższe składniki są tutaj zapakowane razem, w efekcie wychodzi zwyczajnie słaba płyta. Banalna i pretensjonalna, która próbuje ukryć pop złej jakości pod cienkim płaszczykiem alternatywy. A skoro Miley odzwierciedla swoich odbiorców, to zapewne właśnie tak muzykę alternatywną widzą nieletni fani i fanki Cyrus: dziwadło, które zezwala na kompozycyjną miałkość, piosenkowość nierównej jakości i stylistyczną sałatkę. Miley Cyrus & Her Dead Petz to nie jest nagła odmiana Miley, to niestety jej artystyczne credo YOLO: skoro stać mnie na to, by dobrze się zabawić nagrywając płytę z kolegami (Miley Cyrus i Wayne Coyne to dobrzy kumple), choć nic na niej nie zarobię, to czym prędzej wchodźmy do studia i rolujmy blanty – jestem taka szalona! Z tego albumu wcale nie bije luz, tylko próżność. I zwyczajnie zły smak, tego Miley ma pod dostatkiem. No, chyba że kogoś autentycznie bawią bądź faktycznie zastanawiają przemyślenia pokroju broczącego Dooo It! zapytania Who put the dick in the pussy?”.   /JJ

Reklamy

One thought on “MILEY CYRUS

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s