THE MACCABEES

Maccabees

The Maccabees

Marks to Prove It

7/10

Jak twierdzą w wywiadach sami członkowie grupy, ostatnie kilkanaście miesięcy było ciężkim okresem dla The Maccabees. W 2012 zespół wydał swój trzeci album pt. Given to the Wild, który okazał się najlepszym i najchętniej kupowanym krążkiem w karierze Anglików. Sukces tamtej płyty położył na muzykach ciężar sławy, bo dzięki tak znakomitym piosenkom jak Pelican czy Feel to Follow kwintet awansował do ekstraklasy dzisiejszego indie. Chcąc skorzystać z nowo nabytej sławy robiąc ambitny krok do przodu, Maccabees postanowili na potrzeby czwartego albumu stworzyć materiał doskonały: odnaleźć w studiu równowagę ambicji muzyków, złoty środek pomiędzy tym co chciałby grać każdy członek zespołu oddzielnie, co by zrodziło nowe, dojrzalsze, bardziej kompleksowe brzmienie grupy. Efektem dwóch lat wytężonej pracy jest Marks to Prove It: natchniona i ambitna, choć nierówna i niełatwa płyta, na której czuć zarówno ból, który muzycy włożyli w jej stworzenie, jak i rozbieżności, które ich dzieliły i przedłużały proces nagrywania. Są tu fragmenty wielkie, które znajdą się na liście najlepszych momentów tegorocznego indie rocka: otwierający album niczym petarda wywalająca dziurę w ścianie piorunujący numer tytułowy, wyniosły Something Like Happiness, który zapewne znakomicie sprawdzi się na dużych koncertach, czy prześlicznie zamykająca zestaw przesmutna ballada Dawn Chorus. Fani znajdą na Marks to Prove It kilka powodów do ponownego zakochania się w muzyce grupy, a i jest szansa, że dzięki nim materiał spodoba się też nowym słuchaczom. Niestety, jak wspomniałem, nowy krążek Maccabees jest dość nierówny, więc na każdy ze wspomnianych znakomitych kawałków przypada jakiś nieciekawy Slow Sun czy nudnawy Pioneering Systems. Cały materiał spaja mocno senny klimat (wybuchowe otwarcie robi dość mylące wrażenie), co powoduje, że parę utworów mija niepostrzeżenie (chociaż gdy się do nich wraca na wyrywki, to robią lepsze wrażenie). Duży wpływ na atmosferę Marks to Prove It mają melancholijny wokal frontmana Orlando Weeksa i refleksyjne, chwilami dość przygnębiające teksty („You’re not getting any younger / Soldier on for another year / Tell yourself you’re getting wiser / The truth is we’ve all done the same” – River Song). Wszystko to sprawia, że czuć, iż krążek ten powstawał długo i w bólach. Czwarty album The Maccabees to nie jest więc lekka i pogodna płyta na nadmorski wypad za miasto w słoneczny dzień, choć do depresyjności Editors jeszcze Anglikom daleko. Dobra płyta, ale napiętnowana problemami z ambicją członków zespołu. Oceniam „tylko” dobrze, choć obstawiam w ciemno, że znajdzie się wysoko w podsumowaniu indie rockowych płyt 2015.   /JJ

Reklamy

One thought on “THE MACCABEES

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s