MUSE

MuseMI0003860091

Drones

6/10

To nasz najlepszy album w karierze”. Ile już razy słyszeliśmy tego typu zdanie przy okazji premier krążków kolejnych artystów? Tym razem wyświechtanym frazesem posłużył się Matt Bellamy, który właśnie tak określił najnowszy materiał nad którym w pocie czoła pracował wraz z kolegami z zespołu Muse przez ostatnie lata. Trzeba nadmienić, że minęły ich już trzy od eksperymentalnego, lecz niezwykle udanego The 2nd Law, dlatego też naturalną sprawą było, że rozgrzane do czerwoności głowy słuchaczy będą czekać w stanie niezwykłej gotowości na zrobienie przez ich idoli kolejnego kroku w przód muzycznej wariacji i wysłuchanie rzeczy naprawdę wielkich. Wbrew słowom Bellamy’ego daleko jednak Drones do takiego stanu, a tym bardziej do poprzednich dokonań Muse, co należy rozpatrywać w tym przypadku w kategorii rozczarowania. Jak zatem można odbierać nowy album? Jest co najwyżej nieźle, żeby nie powiedzieć przeciętnie. Dość łatwo idzie rozszyfrować stylistykę wszechogarniającej rewolucji i społecznego buntu zawartą na krążku, która w oczywisty sposób jawi się nie tylko w tytułach i tekstach poszczególnych utworów (najbardziej dobitny w tym aspekcie jest The Globalist), ale i w przekombinowanym brzmieniu. O ile w The 2nd Law ogrom pomysłów udało się upchać w miarę racjonalnie, tak w przypadku Drones nie zawsze wychodzi to stosownie, brakuje precyzyjnego clue w stosunku do którego ten krążek ma podążać. Paradoksem jest, iż w tej całej różnorodności  znalazło się również sporo miejsca na odtwórczość, gdyż wiele z kawałków rzuca na myśl nagrania z poprzednich płyt. Nie wspominając o całej lawinie patosu, wylewającej się jak nigdy z prezentowanych tekstów, żeby tylko przytoczyć: „Free/Yeah I’m free/From society/You can’t control me/I’m a defector” (Defector) czy „I can feel your pain/I can feel your confusion/I can see you’re trapped in a maze/ Let’s find a way to escape” (Revolt). Wydaje się, że upgrade The 2nd Law mimo producenckiej perfekcji nie był tym co zespołowi w istocie potrzebne. Dodatkowo trudno odnieść odmienne wrażenie od tego, że Psycho na którym oparto promocję najnowszej płyty to nie jest utwór na miarę talentu muzyków z Devon. Niemniej Drones jest niezłą płyta, która ma swoje lepsze momenty, szczególnie na początku krążka. Riff z Reapers to jeden z najlepszych motywów gitarowych w całej dyskografii zespołu, spodobać się może epicko złożony Handler i typowo singlowy „z buta wjeżdżający” Dead Inside. Całość nie jest jednak tym, do czego przyzwyczali nas Panowie z Muse, stąd też poza wiernymi fanami nikt inny nie będzie się czuł najnowszym albumem usatysfakcjonowany. A szkoda. / KK

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s