BRING ME THE HORIZON

BringMeTheHorizon

Bring Me the Horizon

That’s The Spirit

5/10

Gdyby pozycję na rynku muzycznym wyznaczała ambicja artysty, Bring Me the Horizon byliby jedną z największych grup na świecie. W czasach marginalizowania metalu przez mainstream, ekipa z Sheffield dzielnie romansuje z głównym nurtem i konsekwentnie wdrapuje się po drabinie popularności, jednocześnie otwarcie krytykując dzisiejsze realia muzyczne, które są mocno niechętne ostremu graniu. Wyrastając z hałaśliwych korzeni deathcore’owych, które przypadkowemu słuchaczowi muzyki pop kojarzą się z audialną rzeźnią, Anglicy wykazali się na przestrzeni kariery godną pochwały konsekwencją w rozwijaniu swojego brzmienia, które w tej chwili niczym nie przypomina wrzaskliwego łomotu przełomowego albumu Suicide Season (nieoczekiwanie i trochę na wyrost wybranego jakiś czas temu przez czytelników NME na najlepszy album metalowy wszech czasów). That’s the Spirit to Bring Me the Horizon ujarzmiający swoją agresję i szukający równowagi pomiędzy brutalnym metalem i bardziej stonowanymi rodzajami rocka, od melodyjnej alternatywy po dźwięki nadające się do grania w dużych rozgłośniach radiowych. Od nowej płyty bije wspomniana ambicja kierująca zespół w kierunku szczytu dzisiejszej sceny metalowej oraz związana z tym chęć przypodobania się słuchaczom, którzy lubią gitary, ale dla których Chelsea Smile jest niezjadliwe. Elektryzujący Throne, koncertowy killer Happy Song czy zabójczo chwytliwy True Friends to konkretne alternatywne przeboje, które bezbłędnie wpadają do ucha i zostają w głowie na długo uzasadniając, że na rockowych listach przebojów powinno być miejsce dla Bring Me the Horizon.

Niestety, przy całym rozmachu i eksperymentatorstwie nowego materiału, ciężko nie odczuć, że ciężar brzmienia grupy został nieco skrępowany. Większość utworów w zestawie sprawia wrażenie jakby Bring Me the Horizon usilnie próbowali nie być Bring Me the Horizon i szukali inspiracji w innych dźwiękach żeby jak najdalej uciec od deathcore’owego domu rodzinnego. What You Need to zaskakująco bezpieczny rock and roll z przebłyskami klimatów My Chemical Romance, Avalanche daje posmak tego jak mógłby brzmieć nieprzesadnie inwazyjny metal dla nastolatków, ThroneRun bardziej przypominają Linkin Park niż BMtH, a rozczarowująco popowy zamykacz Oh No zalatuje… U2 (sic!). Stępienie pazura i zmiękczenie „pierdolnięcia” mogą wynikać z dojrzewania artystycznego członków grupy, ale również z faktu… podpisania przez zespół kontraktu z dużą wytwórnią, której pierwszym długogrającym efektem współpracy jest właśnie That’s the Spirit. Nie chcę zarzucać Bring Me the Horizon sprzedania się, ale niepokojące jest, że nowy album brzmi jak dzieło grupy, która nie chce już być sobą, choć najlepiej brzmi właśnie kiedy nikogo innego nie udaje. Już poprzedni krążek Anglików – intrygujący Sempiternal – zawierał fragmenty melodyjne i świadczące o progresie twórczym muzyków, ale tam wciąż zachowano przygniatający ciężar brzmienia czystej krwi kapeli metalowej. Na That’s the Spirit tego ciężaru i monumentalnego uderzenia nie ma, przez co przy znakomitym Shadow Moses z tamtej płyty nowy krążek brzmi jak sympatyczny, ale niegroźny młodszy brat.

Jako owoc walczenia o swoje miejsce w mainstreamie i dowód dużych ambicji grupy, That’s the Spirit to wyraźny krok do przodu. Jednak jako ewolucja brzmienia i potencjalnie przełomowy materiał kapeli aspirującej do miana największego metalowego zespołu swojego pokolenia, piąty longplej to krążek mocno kontrowersyjny. Starzy fani i wielbiciele ciężkiej muzyki mogą mieć wobec That’s… mieszane odczucia, lecz album zapewne znajdzie grupie nowych odbiorców, bo proponuje nową ścieżkę dla muzyki Anglików i jednak zawiera kilka solidnych fragmentów. Z ciekawością czekam na kolejny rozdział w historii Bring Me the Horizon, choć mam nadzieję, że będzie on bardziej bezkompromisowy i z mocniejszym przytupem.   /JJ

Reklamy

One thought on “BRING ME THE HORIZON

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s