NEW ORDER

NewOrder

New Order

Music Complete

9/10

Ostatnie płyty OMD i Pet Shop Boys pokazały, że obecna moda na lata osiemdziesiąte nie tylko inspiruje nowe kapele do tworzenia ciekawej muzyki proponującej brzmienie retro w nowoczesnym podejściu, ale i daje faktycznym gwiazdom tamtych czasów okazję do bezwstydnego bawienia się starymi sztuczkami i przywrócenia magii dekady nowo- i zimnofalowej. Kiedy ostatnio słyszeliśmy konkretną nową muzykę od New Order (nie liczę kompilacji odrzutów sesyjnych Lost Sirens), był to rok 2005 i po kilku latach rządzenia rocka garażowego, na salonach panował indie rock. Od tamtego czasu dużo się zmieniło, zarówno w życiu grupy, jak i na rynku: z New Order odszedł legendarny basista Peter Hook, a popularne młode zespoły inspirują się bardziej The Cure niż The Clash. To bardzo ciekawe okoliczności dla spadkobierców Joy Division do wydania nowego krążka, ale też ryzykowne – Hook był jedną z najważniejszych postaci w zespole, a poprzednia dekada była dla New Order czasem artystycznie nierównym. Co więc można powiedzieć o kondycji grupy w roku 2015?

Po wsiąknięciu w Music Complete śmiem twierdzić, że Sumner i spółka stali się ludźmi bardzo… radosnymi. Nowy album to materiał pop w niemal czystym znaczeniu tego gatunku. Płyta wręcz ocieka skocznymi melodiami i chwytliwymi refrenami, a kotwiczących w uszach hooków, które pomagają prędko oswoić się z piosenkami jest tak wiele, że kilka z nich wręcz biły się w mojej głowie o to, którą akurat powinienem nucić. Tutti Frutti to bezwstydnie rozrywkowy flirt z kiczowatym europopem, Plastic brzmi jak elektroniczne disco z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, a Academic przypomina czadowe hity grupy z poprzedniej dekady (jak Crystal czy Krafty). Ujarzmiony kicz, rozkoszna zabawa i popowe wycieczki to jednak nie wszystko, bo chwilami jest też stylowo, jak w Nothing But a Fool czy Restless: oba kawałki brzmią jak klasyczne utwory New Order, które gdyby powstały trzy dekady temu, mogłyby teraz cieszyć się kultowym statusem. Wielkim plusem Music Complete są goście, którzy spisali się znakomicie: Iggy Pop swoim niskim i zmęczonym życiem wokalem w gorzkim Stray Dog dodał generalnie pogodnemu albumowi nieco goryczy (nawet jeśli ten kawałek trochę gryzie się z resztą materiału), Elly Jackson z La Roux pokazała klasę w Tutti Frutti i ostro funkującym People on the High Line, zaś Brandon Flowers idealnie wpasował się w brzmiącym nomen omen jak The Killers zamykaczu Superheated. Duże brawa należą się też Tomowi Rowlandsowi z The Chemical Brothers, który dyskotekowemu Unlearn This Hatred doszył nowoczesne łaty przypominające brzmienie jego własnej kapeli.

Niewiele płyt pop w tym roku dało mi tyle zabawy co Music Complete. To bezwstydnie skoczny i radosny zestaw utworów granych przez grupę, która ewidentnie czuje się dobrze w proponowanej przez siebie stylistyce. Może i ciężko powiedzieć, by któryś z numerów na Music Complete stał się nowym Blue Monday czy True Faith, ale nie o to przecież chodzi – New Order swoje już zrobili dla historii muzyki rozrywkowej, nikt od nich nie wymaga kolejnych odkryć i rewolucji. Grunt, że piosenki wciąż piszą dobre, a po dekadzie ciszy potrafią brzmieć radośnie i świeżo, nawet jeśli głównie korzystają ze schematów, które dobrze znamy (i lubimy).   /JJ

Reklamy

One thought on “NEW ORDER

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s