EDITORS

in dream

Editors

In Dream

6/10

Ukułem nowe określenie: Paradoks Editors. Odnosi się ono do zespołów, które odważnie rozwijają się brzmieniowo, ale pomimo upływu lat pozostają niezmienne mentalnie, w efekcie brzmią tak samo… brzmiąc inaczej. Słuchając In Dream czuję się jakbym obcował z poezją mrocznego młodzieńca, który używa skomplikowanych środków poetyckich poznanych na studiach, by upiększyć nimi dość proste depresyjne wiersze napisane w liceum. Pomimo wydania już piątej płyty długogrającej i spędzenia ponad dekady na rynku, Tom Smith wciąż oddaje się emocjonalnej wiwisekcji swoich podmiotów lirycznych i dalej kopie dziurę analizy życia w społeczeństwie i w związkach w podobny sposób jak na początku swojej kariery. Czy zwrotka „Alone to face a hostile place / A moment’s peace ain’t coming / The constant cold cracking your bones / The stench of life worth living” (Forgiveness) nie brzmi jak z fragment piosenki z dowolnego poprzedniego albumu grupy, wliczając debiutancki The Back Room sprzed dziesięciu lat? Chwała Smithowi za pełne oddanie muzie i doskonalenie swej rockowej poezji, ale odnoszę wrażenie, że ta fiksacja na mrokach życia powstrzymuje Editors od pełnego rozwoju i szerszego spojrzenia na świat. Wszakże jak odświeżające były optymizm i energia płynące z singla A Ton of Love sprzed dwóch lat!

A właśnie, energia – kolejna bolączka In Dream. Piątemu krążkowi Anglików najbliżej jest do kontrowersyjnego In This Light and on This Evening, gdyż Editors kontynuują tu obrany w 2009 roku kurs na klimaty syntezatorowe, choć zgrabniej niż tam łączą je z brzmieniami gitarowymi. Wciąż czuć inspiracje Blade Runner Vangelisa (przestrzenny No Harm) i Depeche Mode (groźnie czający się The Law, skocznie kroczący All the Kings i motoryczny Our Love, przywołujący dość nietypowe skojarzenia ze… Smalltown Boy Bronsky Beat), a nad całością unosi się typowo editorski klimat Joy Division w odcieniu Closer. Niestety, większość tego co się dzieje, dzieje się zbyt wolno, chwilami wręcz ślamazarnie, więc choć Smithowi i ekipie udaje się skupić uwagę słuchacza, to nie dzieje się to odpowiednio szybko i zapewne niejeden odbiorca znudzi się zanim zostanie pochłonięty. Bardzo to rozczarowujące, bowiem Editors wiele razy pokazali, że potrafią pisać zabójcze hooki i świetne refreny oraz umieją odnaleźć się w bombastycznym rocku stadionowym. Na In Dream wielkość brzmienia grupy ujawnia się dopiero w zamykającym zestaw majestatycznym Marching Orders, gdzie zespół pięknie buduje napięcie przez ponad dwie minuty, aby wybuchnąć potężnym i podniosłym refrenem, który następnie niesie się przez aż pięć minut. To jeden z najbardziej uduchowionych momentów w całej dyskografii grupy i sugeruje on, że przez większość czasu trwania In Dream Editors zwyczajnie powstrzymują się przed graniem głośniej, choć energia stadionowego rocka wypływa z nich garściami. Nowy album to też pierwsza płyta Editors bez wyraźnych przebojów, co w pewien sposób również spowalnia tempo materiału – dotychczas każdy krążek zespołu napędzany był singlami o potencjale hitowym, które rozkręcały album. Bez nowego PapillonMunich czy Smokers Outside the Hospital Doors Editors tracą trochę mocy i energii.

In Dream to płyta dla oddanych wyznawców Toma Smitha, którym nie przeszkadza, że od dekady słuchają tego samego, tylko upstrzonego w inne piórka. Jak dla mnie zabrakło tu urozmaicenia ideowego i uderzenia brzmieniowego, ale nie mam zamiaru demonizować tej płyty – jest tu parę solidnych momentów i ujmy autorom ona nie przynosi, ale, niestety, po prostu trochę jej brakuje, bym uważał ją za dobrą.   /JJ

Reklamy

One thought on “EDITORS

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s