GRIMES

grimes

Grimes

Art Angels

9/10

Na początku roku fani Grimes przeżyli niemały szok kiedy Claire Boucher wyznała, iż skasowała cały materiał, który nagrała na swój piąty longplej. Prędko pojawiły się plotki, że do tego czynu posunęły ją negatywne opinie o zeszłorocznym singlu Go, który przez konserwatywnych słuchaczy Kanadyjki został skrytykowany za nahalną dyskotekowość (a nam się spodobał – 39. miejsce na sajdmejnstrimowej liście ulubionych singli 2014). Okazało się jednak, że prawda była nieco inna: Boucher postanowiła zrezygnować z utworów, które miała gotowe, bo stwierdziła, że były zbyt mało optymistyczne, więc nie odzwierciedlałyby stanu ducha, w którym się znajduje. Efektem ponowienia prac nad następczynią Visions jest Art Angels, być może najlepsza płyta pop tego roku, masowo zbierająca pochwały od krytyków (tytuły najlepszego albumu 2015 m.in. NME i Stereogum).

Jeśli ten krążek faktycznie wynika z nastroju, w którym znajduje się artystka, to musi ona być w siódmym niebie, bowiem Art Angels to płyta na wskroś radosna. Materiał wręcz promieniuje optymizmem i każe myśleć, że tworzenie muzyki jest dla Grimes przyjemnością. Oryginalnie i niebanalnie stylowa Kanadyjka tym razem pomnożyła swoją ekscentryczność razy dwa i bawiąc się swoim brzmieniem nagrała album idealnie łączący jej alternatywne podejście do popu z mainstreamowymi ciągotami, które na przełomowym Visions jedynie nieśmiało przebijały się przez brzmieniową „dziwaczność” Boucher. Innymi słowy, stworzyła swój najodważniejszy album poprzez nagranie płyty pop ze sznytami alternatywnymi, a nie na odwrót, jak to miało miejsce dotychczas. Art Angels to brzmienie popu przyszłości, niczym wizja list przebojów, które dopiero mają nadejść. Jest bardzo przystępnie, melodyjnie i przebojowo, a Grimes wyraźnie nie boi się ewentualnych porównań do Rihanny czy nawet Katy Perry. Zabójczo chwytliwe Flesh Without Blood, Artangels, California czy Kill v. Maim w lepszym świecie byłyby bezustannie wałkowane w Esce i MTV Hits.

Proszę się jednak nie obawiać o zawartość starej dobrej Grimes w tym skocznym materiale, bo pomimo bezwstydnej przebojowości Art Angels, Boucher nie przestała być sobą; w końcu nie bez kozery intro do zestawu nazywa się Laughing and Not Being Normal. Na płycie roi się od udziwnień i grajmsowych smaczków: od sparowania wrzasków z piskliwym dziecięcym głosikiem na Kill v. Maim i wszechobecnych na albumie zniekształconych i przestrzennych wokali, przez naginanie do granic „normalności” aranżacji melodyjnego popu poprzez kosmiczne krzyżówki brzmieniowe (kto by się spodziewał po Boucher ostrych gitar?), aż po nieoczekiwany duet z Janelle Monae (Venus Fly) i zaangażowanie tajwańskiej raperki Aristophanes, która nawija w orientalnym języku w akuratnie zatytułowanym Scream. Dużo się dzieje na Art Angels, lecz ani przez chwilę Boucher nie traci kontroli nad materiałem – wszystkie części składowe kleją się i pięknie współgrają w ramach nietypowego projektu, którym wszakże jest Grimes. Ambitna, ale i przystępna płyta, której nagrywanie musiało sprawiać taką samą radochę, jak słuchanie jej.   /JJ

Reklamy

One thought on “GRIMES

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s