EAGLES OF DEATH METAL, FOALS, ONEOHTRIX POINT NEVER

zipperdown

Eagles of Death Metal, Zipper Down, 7/10

Jakie znaczenie ma nazwa zespołu? Tegoroczny atak terrorystyczny na paryski klub Bataclan podczas koncertu EoDM pokazał, że najwyraźniej kluczowe, bo niektóre media relacjonując tamto wydarzenie informowały o tragedii podczas występu grupy… metalowej. A wystarczyło posłuchać czwartej grupy Amerykanów, by przekonać się, że to żadni okrutni metalowcy, tylko rockowe słodziaki. Jako projekt poboczny lidera Queens of the Stone Age, Eagles of Death Metal to dla Josha Homme okazja do luźniejszego, bardziej nacechowanego humorystycznie grania niż w jego matczynej grupie. Zipper Down to czadowa zabawa kapeli nie traktującej siebie zbyt poważnie, która równie dobrze brzmi w ostrych grzałkach (Got a Woman), co w nieco kiczowatych, przesłodzonych balladach (I Love You All the Time) i chwytliwych alternatywnych przebojach (Complexity, Silverlake (K.S.O.F.M.)), ale ani przez chwilę nie pozwala zapomnieć, że w żyłach jej członków płynie czysty rock & roll.   /JJ

foals

Foals, What Went Down, 7/10

„So don’t step to me kid, you’ll never be found / ’cause while you were sleeping I took over your town” śpiewa Yannis Philippakis w wybuchowym utworze tytułowym otwierającym What Went Down i ten dwuwiersz znakomicie odnosi się do sytuacji Foals, którzy nieoczekiwanie opanowali rynek brytyjskiego indie rocka. Przez lata wierności swojemu stylowi, stronienia od mainstreamu i zbierania pochwał od krytyków i blogerów, Brytyjczycy konsekwentnie pięli się po drabinie sławy i uznania doskonaląc swoje brzmienie, by doprowadzić je do perfekcji na Holy Fire sprzed dwóch lat i tegorocznym piątym albumie. What Went Down odznacza się charakterystycznym dla grupy przestrzennym rockiem z mocnymi melodyjnymi akcentami, który w razie konieczności piorunuje potężnym uderzeniem (utwór tytułowy), romansuje z chwytliwym indie z angielskich list przebojów (Albatross, Mountain at My Gates), bądź koi romantycznym klimatem balladowym (London Thunder), wszystko podszyte dużą dozą emocjonalności. Niestety, za doprowadzeniem swojego brzmienia do stanu idealnego nie poszła jakość kompozycji i pomimo kilku znakomitych utworów, nowy longplej Foals momentami brzmi zbyt typowo jedynie utrzymując foalsową średnią (przydałoby się więcej dobrych hooków). Gdyby złączyć najlepsze fragmenty Holy Fire i What Went Down, dostalibyśmy najfajniejszy album indie ostatnich lat, a tak jest „tylko” dobrze, choć minimalnie słabiej niż na poprzedniej płycie.   /JJ

gardenofdelete

Oneohtrix Point Never, Garden of Delete, 8/10

Muzyka Daniela Lopatin jest podobna do nazwy projektu, w ramach którego ją tworzy: niemedialna, niecodzienna, niebanalna, eksperymentalna i intrygująca. Taki też jest jego nowy album, frapujący Garden of Delete. W dwa lata po satysfakcjonującym longpleju R Plus Seven, Lopatin powraca z zestawem utworów jeszcze bardziej progresywnych i mroczniejszych, intelektualnie i emocjonalnie angażujących w podróż po tytułowym labiryncie brzmień komputerowych i mechanicznych, lecz brzmiących żywo. Zainspirowany wspólną trasą koncertową z Nine Inch Nails, Lopatin zmajstrował materiał romansujący z wieloma odcieniami muzyki elektronicznej i stymulujący odmienne nastroje. Jest tu więc głośno i niepokojąco, hipnotycznie i sennie, emocjonalnie i radośnie. Prawdopodobnie najlepszy krążek Oneohtrix Point Never.   /JJ

 

Advertisements

One thought on “EAGLES OF DEATH METAL, FOALS, ONEOHTRIX POINT NEVER

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s