JULIA HOLTER, BEACH HOUSE

juliaholter

Julia Holter, Have You in My Wilderness, 9/10

Sajdmejnstrimowe podsumowanie płytowe 2015 dopiero przed nami, ale już mogę zdradzić, że najpiękniejszy album zeszłego roku nagrała Julia Holter. Have You in My Wilderness to porażająco urodziwy zestaw dziesięciu ślicznych, wymuskanych i rozmarzonych kompozycji zawieszonych pomiędzy nieprzebojowymi odmianami popu, awangardowym indie i klasycznymi klimatami balladowymi spod znaku Kate Bush. Czwarty longplej Kalifornijki czaruje sennymi, przestrzennymi i onieśmielająco urokliwymi, bardzo emocjonalnymi aranżacjami, w które artystka zapakowała zgrabne i nastrojowe kompozycje. Perełka, która odsłuchiwana w leniwą i pochmurną niedzielę staje się całym sznurem pereł.   /JJ

depressioncherry

Beach House, Depression Cherry i Thank You Lucky Stars, 7/10

Mówisz: dream pop, myślisz: Beach House. Charakterystycznie senne i mgliste brzmienie duetu Victorii Legrand i Alexa Scully’ego stało się synonimem dream popu, a każda kolejna płyta grupy to gwarancja kilkudziesięciu minut przyjemności dla zwolenników niebanalnych ballad pościelowych. Zeszły rok był dla fanów Beach House wyjątkowy, bo nie tylko doczekali się następcy znakomitego krążka Bloom z 2012, ale też zespół rozpieścił ich cichaczem wydając zaledwie po dwóch miesiącach kolejny album. W efekcie dostaliśmy Depression Cherry Thank You Lucky Stars – dwa oddzielne longpleje, choć polecam słuchać ich jeden po drugim, jak wydawnictwo dwupłytowe, i tak też je oceniam.

thankyouluckystars

Skok na kasę słuchaczy? Możliwe, a tym bardziej, że obie płyty są bardzo podobne, zarówno kompozycyjnie, jak i aranżacyjnie. Nie mam jednak zamiaru czepiać się duetu z Maryland, bo to jednak uczciwy skok na kasę: choć to Depression Cherry zgarnęła najlepsze utwory w tej dylogii, to Thank You… wciąż zawiera kilka niezłych kawałków, które żal by było zamknąć w szufladzie z planem wydania w nieokreślonej przyszłości w formie składanki odrzutów sesyjnych. Nowe piosenki Beach House to idealna muzyka na kaca i na odpoczynek po ciężkim dniu w pracy: jest spokojnie, sennie i relaksacyjnie, ale też melodyjnie i chwytliwie, a nieco przesłodzona produkcja nie irytuje, lecz poleruje urokliwe brzmienie grupy. Pierwszy album oceniam na 8, a drugi na 6, więc wychodzi solidna siódemka.   /JJ

 

Reklamy

One thought on “JULIA HOLTER, BEACH HOUSE

  1. Pingback: PODSUMOWANIE RECENZJI ZA 2015 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s