Ranking singli 2015: 10-1

10-1.

10. Brandon Flowers

Lonely Town

Brandon Flowers opowiada historię chłopaka zakochanego w swym obiekcie westchnień na zabój – do tego stopnia, że podgląda ją w nocy przyczajony w krzakach przy jej domu, gotów włamać się tam z nożem…. Zaraz, co? Lonely Town to prześliczna (refren! Melodia! Chór! Syntezator!) piosenka, która łączy przesłodzoną produkcję i lekkość rodem z list przebojów z niebanalnym, nieco mrocznym tekstem. Doskonały hołd dla czasem niejednoznacznego popu z lat osiemdziesiątych.

9. The Maccabees

Marks To Prove It

Pelican dowiódł, że The Maccabees potrafią zamknąć ambitną treść – w tamtym przypadku przemyślenia na temat przemijania – w zgrabnej i przystępnej formie, w efekcie tworząc idealny indie hit. Marks To Prove It to równie celny strzał w dziesiątkę o podobnie wysokim, choć łamanym tempie, hałaśliwym refrenie i refleksyjnym tekście (o niezdolności ludzi do komunikowania się i zagubieniu w świecie i w społeczeństwie). Umieją chłopaki pisać świetne piosenki, prosimy o więcej!

8. Lianne La Havas

Unstoppable

Unstoppable zawiera w sobie więcej uroku i ciepła niż wszystkie pozostałe dziewięć utworów w finałowej dziesiątce rankingu razem wzięte. To klasycznie brzmiący i tradycyjnie piękny R&B z naleciałościami popowo-soulowymi, który działa w stu procentach tak, jak powinien. Po co komu oryginalność na siłę, jeśli umie się pisać tak piękne i przy okazji chwytliwe numery? Gdyby to była piosenka Beyonce albo Adele, zapewne stałaby się superprzebojem, co po raz kolejny potwierdza jak niesprawiedliwy jest rynek muzyczny.

7. Kendrick Lamar

Alright

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że hip-hop w tej chwili należy do Kendricka. W zeszłym roku Lamar zmiótł konkurencję z powierzchni planety kapitalnym albumem To Pimp a Butterfly, a potem zmiótł po niej kurz rewelacyjnym teledyskiem do Alright – klipie przez wielu uznawanym (i tak nagradzanym) za najlepszy w zeszłym roku. To nie tylko atrakcyjny dla oka krótki film, ale i ambitny projekt wizualny komentujący wciąż gorący temat nierówności rasowej oraz przemocy policyjnej w Stanach Zjednoczonych. Podczas gdy Run the Jewels skupili się na minimalizmie wizualnym przy potężnym przekazie audialnym (sprawdźcie koniecznie klip do naszego drugiego ulubionego singla 2014, Close Your Eyes (and Count to Fuck)), tutaj postawiono na rozmach i wykorzystano go z pomysłem i stylem, w sposób wręcz uduchowiony. Oczywiście, sam teledysk to nie wszystko – Alright to przede wszystkim rewelacyjny numer o potężnym, stadionowym wręcz refrenie o potencjale hymnu pokolenia, genialną formą wokalną rapera i jak zwykle celnym, ciętym tekście.

6. Jamie xx feat Young Thug, Popcaan

I Know There’s Gonna Be (Good Times)

Bardzo często producenci chwaleni za pracę z innymi muzykami nie osiągają takich samych artystycznych sukcesów gdy nagrywają własne albumy. Pamięta ktoś jeszcze In My Mind Pharrella? Jamie xx to zupełnie inna para kaloszy: chłopak ma tak wielki talent, że gdy postanowił wypłynąć na szeroki wody pod swoim własnym nazwiskiem, zmajstrował album, który śmiało może walczyć o tytuł najlepszej muzyki, przy której pracował. (Owszem, wcześniej otrzymaliśmy We’re New Here, ale to nie była płyta solowa). Na krążku pełnym introwertycznej elektroniki, eksperymentów na klubowych rytmach i ślicznych ballad znalazł się też I Know There’s Gonna Be (Good Times): rapowany killer ze znakomitymi ficzuringami Young Thuga i Popcaana, znakomitym samplem The Persuasions i błyskiem geniuszu Jamiego xx, który dowiódł, że doskonale radzi sobie w klimatach hip-hopowych. I Know… niebywale zgrabnie łączy klasyczne z nowoczesnym, a hip-hop z dancehallem i popem, świecąc przy tym słonecznym blaskiem i dusząc upałem letnich przebojów imprezowych. I pomyśleć, że ten sam chłopak odpowiada za brzmienie Chained… 

5. Tame Impala

The Less I Know The Better

Czy wspomniałem już, że płyta Currents pełna jest znakomitych piosenek o kapitalnych refrenach i bardzo ładnych liniach melodyjnych? No to zostało mi tylko dodać, że najlepszą z nich jest przeurocza The Less I Know the Better, obdarzona najbardziej pokręconym teledyskiem, jaki widział rok 2015.

4. Du Blonde

Hunter

Zwykle najlepsze pomysły to te sprawdzone. Czy Hunter nie brzmi jak wiele podobnych jej piosenek – ślamazarnych gitarowych ballad z pazurem? A jednak w utworze Du Blonde jest coś, co go wyróżnia: emocjonalna szczerość i rockowa ekspresja rodem ze świata, w którym muzyka nie jest plastikowa. Hunter to gorzki hymn na cześć bolesnego rozstania po nieszczęśliwej miłości, ale jednak pełen charyzmy i siły typowych dla zawadiackiej Du Blonde. W otwierającym dwuwierszu „Baby, I don’t mind if my name is not the kind word you’re looking for / I can stay away, no I don’t need to lay myself before your door” jest więcej pewności siebie i godności w smutku niż w całej twórczości Adele, a majestatycznie kroczący refren z donośnymi gitarami i silnym wokalem Beth pokazuje, że Du Blonde ma większe rockowe jaja niż Adam Levine wespół z Chrisem Martinem. Hunter to piosenka zwyczajna, ale uczciwa – zarówno w treści, jak i w formie. Sama artystka powiedziała, że chciała tym utworem odtworzyć nieco artystycznej szczerości Janis Joplin i Arethy Franklin. Gratulacje, dziewczyno – udało się.

Jedno mi się tylko nie podoba: niepotrzebnie wycięto jazgotliwy finał z hałaśliwą perkusją obecny w wersji płytowej… Po co, panno Blonde?

3. Grimes

Flesh Without Blood/Life In a Vivid Dream

Album Art Angels postawił sprawę jasno: Claire Boucher robi co chce i w taki sposób, jaki uzna za stosowny. Krzykliwy utwór Scream z refrenem w postaci faktycznego wrzasku i zwrotkami rapowanymi po koreańsku? Załatwione. Piosenka interpretująca drugą część Ojca Chrzestnego z Michaelem Corleone jako podróżującym w czasie wampirem potrafiącym zmieniać płeć? Nic wielkiego. Bezwstydnie przebojowy numer pop w stylu gwiazdek pokroju Rihanny i Katy Perry? W cyrku Grimes wszystko jest możliwe! Flesh Without Blood to moment, w którym Grimes bardzo dosadnie dowodzi swojej wyjątkowości: serwując potencjalny megahit, która pomimo oczywistej komercyjności jest zbyt alternatywny, by znaleźć się na listach przebojów. Czy to przez odjechany teledysk, specyficznie dziwaczny charakter i styl bycia artystki, czy po prostu zbyt wysoki poziom jakości samego kawałka (nie okłamujmy się – każdy wie, że największymi przebojami bardzo rzadko zostają najlepsze piosenki), Flesh Without Blood – podobnie jak i cała twórczość Grimes – idealnie uzupełnia lukę pomiędzy mainstreamem i alternatywą, dając ludziom stroniącym od MTV Hits kupę beztroskiej zabawy. Na potrzeby singla do Flesh… doklejono Life in a Vivid Dream – śliczną minimalistyczną balladę, która tu jest zapewne głównie po to, by wydłużyć ambitny teledysk. Ciężko jednak mieć komuś za złe taki pomysł, bo im więcej Grimes, tym lepiej.

2. The Weeknd

Can’t Feel My Face

Can’t Feel My Face to idealnie przemyślany projekt. To piosenka świetne napisana, znakomicie nagrana i doskonale wyprodukowana. Bas drąży jak powinien i smakowicie doprawia klimat mrocznej dyskoteki, zaś wokalista – którego nie miałem dotychczas za charyzmatycznego – okazuje się bardzo sprawnym jej wodzirejem, przekonująco dzieląc się niby oklepaną, ale jednak niebanalną historią o miłości bolesnej, niebezpiecznej i uzależniającej jak narkotyk („And I know she’ll be the death of me, at least we’ll both be numb / And she’ll always get the best of me, the worst is yet to come / But at least we’ll both be beautiful and stay forever young”). Can’t Feel My Face to potrójny naj: najbardziej udany numer The Weeknd, najlepszy od lat kawałek w stylu Michaela Jacksona, oraz najdoskonalsza piosenka pop zeszłego roku.

1. Major Lazer &. DJ Snake feat. MØ

Lean On

Lean On nie jest najlepszą jakościowo piosenką roku, a niewykluczone, że nie jest też najlepszym numerem Major Lazer. Gdybym miał oceniać sam kunszt artystyczny, Lean On znalazłaby się dużo niżej w tym rankingu. Co jednak czyni z tego numeru nasz singiel roku 2015, to absolutnie niszczycielska moc, z jaką ów utwór zarządził ubiegłymi dwunastoma miesiącami. Singiel przewodni z albumu Peace is the Mission premierę miał w marcu, ale zupełnie nie przeszkodziło mu to panować w stacjach radiowych i telewizyjnych przez kolejne pół roku z hakiem, by wpierw po kilku miesiącach wałkowania stać się największym hitem lata (!), a w końcu pobić rekordy popularności w serwisie Spotify zaliczając ponad 500 milionów odsłuchań (!!) i odhaczyć ponad miliard (!!!) odsłon na YouTube. Tutaj jednak nie ma powtórki z Gangnam Style i Justina Biebera – popularność medialna i internetowa Lean On wynika z tego, że to po prostu świetny kawałek. Owszem, nie jest tak dobry jak Can’t Feel My Face, ale wystarczająco udany, bym wciąż czuł wakacyjną radość słuchając go w pochmurny i zimny styczniowy dzień. Niesamowicie chwytliwy hook (w sumie to nawet dwa hooki!), genialnie prosta budowa z niby zwyczajną, a jednak bardzo efektywną linią melodyjną (proste nie znaczy gorsze) i charakterystyczny oraz charyzmatyczny wokal MØ dały Major Lazer wielką popularność, na którą ten kolektyw zasługiwał od dawna, a panu Diplo uber przebój, którego potrzebował, by dowieść jak ważną jest postacią na rynku producenckim. Lean On to złoty strzał w dziesiątkę i nasz singiel roku 2015.

2015 był dobrym rokiem dla muzyki rozrywkowej, a 2016 zapowiada się jeszcze ciekawiej. Jakie cuda nam przyniesie? Pierwszy od dekady dobry singiel U2? W końcu zjadliwą piosenkę Lady Gaga? Wielki powrót Psy? Cóż za emocje, och, ach, ech. Pewnie i tak skończy się na kolejnym nudnym superprzeboju Adele i następnym megahicie Taylor Swift, który zestarzeje się już po roku. Albo jeszcze gorzej – największą gwiazdą roku zostanie Zayn Malik. Tak czy siak, ekipa Sidemainstream dziękuje za uwagę i cierpliwość oraz życzy kolejnych dwunastu (okej, jedenastu) miesięcy dobrych piosenek!   /JJ

Reklamy
Posted in Top

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s