SAVAGES

adorelife

Savages

Adore Life

8/10

Silence Yourself z 2013 był jak grom z jasnego nieba. Ni stąd ni zowąd żeński post-punkowy kwartet z Londynu zmajstrował najbardziej elektryzujący debiutancki materiał roku (w sezonie, w którym debiutowały też HAIM i Deap Vally!) i dostarczył jedne z najlepszych rockowych utworów ostatnich lat. Tamten album był pełen złości – iście wściekły i agresywny, o mrocznie poetyckim podszyciu przywołującym na myśl Joy Division. Adore Life wciąż zachowuje surowiznę i piorunującą siłę, którymi odznaczają się Savages, ale jest też krążkiem dojrzalszym i nieco bardziej opanowanym. Są tu momenty czystej mocy, jak brutalny The Answer czy przyspieszający bicie serca, nieujarzmiony T.I.W.Y.G., lecz przeważa mniej wściekłe, a bardziej tradycyjnie piosenkowe podejście (Evil natychmiast przywołuje skojarzenia z Interpol, zaś ballada Adore pobrzmiewa echem Morrisseya); czuć, że choć Savages – jak wskazują ich nazwa i znakomita renoma koncertowa – wciąż są wściekłe, to jednak uczą się trzymać swoją złość w ryzach. Nie oznacza to jednak, że przekaz grupy stał się mniej mroczny niż na Silence Yourself, a dziewczyny stępiły rockowe pazury i stały się radosne oraz uśmiechnięte. Faktycznie, w odróżnieniu do krzykliwego Silence Yourself, Adore Life to tytuł huraoptymistyczny, a tematem przewodnim tego longpleja jest miłość, ale ów pozytywne aspekty służą tu raczej jako kontrast dla refleksji nad adoracją życia w obliczu nieuchronności śmierci, pochylenia się nad istotą miłości wobec niezdolności do współżycia w związkach, czy analizą chłodnej mechaniczności seksu w opozycji do szczerości emocji, z którymi seks się przeplata. Savages przeto wciąż świetnie operują ciemnym pięknem z okolic Iana Curtisa, i to zarówno w muzyce, jak i w tekstach, które są prawdopodobnie najlepszymi, jakie póki co dał nam rok 2016 („When I take a man / To sleep over / Pain and pleasure / Will touch my hand / And I will hold / What is untold / About my sex / And about porn” – Mechanics). Adore Life to płyta satysfakcjonująca, głęboka i mocna, choć nie tak elektryzująca i świeża jak Silence Yourself. To materiał, który z czasem wrasta w słuchacza i zyskuje przy każdym kolejnym odsłuchaniu.   /JJ

Reklamy

One thought on “SAVAGES

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s