BLOC PARTY

hymns

Bloc Party

Hymns

5/10

Dziesięć lat temu Bloc Party mieli u stóp Wielką Brytanię. Moda na indie rockowe odrodzenie powoli zbliżała się ku końcowi, ale BP właśnie spłodzili jedną z najlepszych angielskich płyt debiutanckich dekady, zrobili zamieszanie na rockowych listach przebojów świetnymi singlami ze znakomitymi Helicopter Banquet na czele i przewodzili mocno nieadekwatnie (ironicznie?) zatutyłowanemu nurtowi anti-cool, który wszczepił nieco intelektualizmu do młodego brytyjskiego rocka. W 2016 Bloc Party zupełnie nie przypominają samych siebie z tamtych czasów. Zepchnięci na margines tego, co ważne i modne w angielskim rocku, zdominowani przez ambicję i ego lidera Kele Okereke, o przetrzebionym składzie (z oryginalnego zespołu ostało się tylko dwóch członków), Bloc Party wciąż cierpią na niemożność dorównania fantastycznemu debiutowi. Nad każdą kolejną płytą grupy po Silent Alarm górował cień tamtego longpleja i nie inaczej jest z Hymns. Nowy krążek Bloc Party na swoją obronę ma to, że nie stara się ścigać z Silent Alarm. Kele naznaczył piątą płytę swojej ekipy elektroniką, w której rozkochał się na swych solowych płytach. Choć zachowano tu zdrową równowagę pomiędzy graniem komputerowym i gitarowym, to jednak kawałki z mocniej zaznaczonymi wstawkami elektroniczno-syntezatorowymi – jak balansujący na granicy autoironii i autoplagiatu The Love Within (pożyczenie od samych siebie wersu „God give me grace and dancing feet” to albo hołd dla swojej najlepszej piosenki, albo szczyt lenistwa), skoczny Only He Can Heal Me czy pulsujący Virtue – robią lepsze wrażenie od numerów czysto gitarowych. Niestety, lepsze nie oznacza świetne. Hymns to płyta, której nieźle słucha się kiedy leci, ale gdy się kończy, niewiele zostaje w głowie na długo. To taki muzyczny odpowiednik leniwej weekendowej popijawy, podczas której człowiek przyjemnie resetuje się po ciężkim tygodniu, ale nazajutrz nie jest pewien dlaczego było tak fajnie, skoro nic szczególnego się nie wydarzyło. Hymns jest płytą lepszą niż rozczarowująco nudna Four sprzed czterech lat, ale nie jest to wciąż album dobry. Myślę, że najlepszym wyjściem dla Kele byłoby rozwiązanie grupy i kontynuowanie kariery pod własnym nazwiskiem, bo ciężaru Silent Alarm Bloc Party już się nie pozbędą, nieważne jak daleko by uciekali.   /JJ

Reklamy

One thought on “BLOC PARTY

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s