ELTON JOHN

elton

Elton John

Wonderful Crazy Night

6/10

Elton John osiągnął ten rodzaj supergwiazdorskiego statusu, dzięki któremu właściwie nie musi już nagrywać płyt. Przez czterdzieści siedem lat (!), które minęły od premiery jego debiutanckiego albumu Empty Sky, sir Elton doszedł do poziomu ikony, która niczego nie musi już udowadniać ani się starać, by nam zaimponować. W tej chwili każda nowa płyta, którą dostajemy, jest właściwie jak prezent. Wonderful Crazy Night powstała z chęci Eltona do stworzenia płyty radosnej, przesiąkniętej pozytywną energią. Cel został osiągnięty: Wonderful… to huraoptymistyczny zestaw skocznych (i momentami refleksyjnych) piosenek, na których Elton brzmi jak bardzo szczęśliwy facet szykujący się do zabawy. Widzicie okładkę? Muzyka, którą ona skrywa, jest taka sama. Z jej jakością też jest nieźle: to klasycznie brzmiący pop z naleciałościami w starym, dobrym stylu, do którego przyzwyczaił nas duet Elton John (muzyka) i Bernie Taupin (teksty). Jest melodyjnie, chwytliwie i wzniośle, jak na klasyka popu przystało (choć całość sprawia wrażenie nieco bardziej zamerykanizowanej niż wskazywałyby na to brytyjskie korzenie artysty). Innymi słowy, jeśli słyszeliście kiedyś piosenki Eltona, to wiecie co Was czeka na Wonderful Crazy Night. Jeśli nie, to… no cóż, ciężko mi w to uwierzyć. Wiąże się to też z największą wadą albumu: słuchając tego krążka ciężko wyzbyć się wrażenia, że to wszystko już było, już to słyszeliśmy niejeden raz. Może i powtarzalność materiału nie jest najgorszym, co może się przytrafić albumowi (szczególnie w przypadku muzyka z tak obszernym CV), ale tutaj wynika z niego osłabiająca całość ulotność piosenek – z dziesięciu numerów na Wonderful… niewiele zostaje w głowie na długo, nawet jeśli te kawałki zostały dobrze napisane, fajnie nagrane i można doszukać się kilku znakomitych smaczków. To płyta, która fajnie brzmi puszczona w tle, bo jest przyjemna, sympatyczna i rozbrajająco bezpieczna, ale, niestety, nie angażuje słuchacza. Nie wyobrażam sobie być przejętym tymi piosenkami w takim stopniu jak największymi hitami Eltona, albo by regularnie wracać do tego krążka w lata po premierze. Zatwardziały fan artysty lub zwolennik poprawnego grania pod słoneczną niedzielę może śmiało podnieść powyższą ocenę o jedno oczko, ale dla mnie jest „tylko” nieźle.   /JJ

Reklamy

One thought on “ELTON JOHN

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s