ANOHNI, KENDRICK LAMAR, DAVID BOWIE

Anohni

Anohni

Hopelessness

8/10

Za pseudonimem Anohni kryje się zjawiskowa wokalistka transseksualna Antony Hegarty, najlepiej znana z pracy w kolektywie Antony and The Johnsons. Może i „pseudonim” to niewłaściwie słowo – Anohni to cały nowy projekt Hegarty, na który składają się też świeży zespół i zupełnie inny kierunek stylistyczny. Hopelessness może być lekkim szokiem dla słuchaczy przyzwyczajonych do rozbudowanych instrumentalnie organicznych utworów Antony and The Johnsons, bowiem to materiał elektroniczny, nagrany we współpracy z ikoną dzisiejszej awangardowej elektroniki Oneohtrix Point Never i wschodzącą gwiazdą konsolety Hudsonem Mohawke. Na Hopelessness składa się jedenaście zimnych i surowych kompozycji wyzbytych subtelności i ciepła dotychczasowej twórczości Antony, bowiem Anohni to bestia polityczna, śpiewająca o ciemnej stronie naszego świata. Hopelessness krytykuje prowadzenie działań wojennych za pomocą dronów, stosowanie tortur, wszechobecną przemoc i skłonność człowieka do niewyobrażalnego zła, a nawet wbija szpilę Barackowi Obamie. To smutna i nieprzyjemna tekstowo płyta, ale bardzo zgrabnie wyprodukowana, pełna świetnie skrojonych elektronicznych aranżacji zaskakująco, lecz satysfakcjonująco zazębiających się z wyjątkowym głosem Anohni, która znakomicie tu wyważyła emocjonalnie swoje wokale. Mocny kandydat do tytułu najciekawszej przemiany roku.   /JJ

 

untitledunmastered

Kendrick Lamar

untitled unmastered.

7/10

Choć fani Lamara od dawna wiedzieli, że Kendrick to jeden z najważniejszych amerykańskich raperów obecnej dekady, to znakomity zeszłoroczny album To Pimp a Butterfly (nasza recenzja tutaj) przekonał o tym resztę świata, wliczając ludzi zwykle stroniących od hip-hopu. Odważny, kontrowersyjny, świetnie wyprodukowany i pełen potężnych utworów drugi album największej obecnie gwiazdy z Compton potwierdził kwalifikacje Kendricka do hiphopowego tronu, którego objęcie przewidywano mu już po znakomitym debiucie Good Kid, M.A.A.D. City. W kontekście tego jak wielkim wydarzeniem był To Pimp…, untitled unmastered. to mocny kandydat do największej niespodzianki roku. Lamar ogłosił i wydał tę płytę zupełnie niespodziewanie, ale i powodów do wielkiej akcji promocyjnej nie było. Nazwisko rapera w tym momencie sprzedaje się samo, a ponadto untitled unmastered. to – jak nazwa wskazuje – kompilacja demówek nagranych mniej więcej w okresie sesji do poprzedniej płyty, a nie pełnoprawny, doszlifowany i dopracowany album. Co jednak nie oznacza, że to jakiś odrzut czy ubogi krewny To Pimp…! Czwarty longplej Kendricka zawiera materiał podobnie rozbudowany i ambitny jak tamta płyta, o porównywalnie mocnym, wciąż politycznie zaangażowanym przekazie. Kendrick jest w znakomitej formie wokalnej, kompozycje zdecydowanie wyróżniają się na tle konkurencji, a lista gości (m.in. Cee-Lo, Bilal i Jay Rock) imponuje (jak na składankę sesyjnych odrzutów, oczywiście). Nie jest to jednak równy album, więc choć untitled 03untitled 06 znakomicie odnalazłyby się na To Pimp…, to jednak momentami słychać dlaczego to jedynie post scriptum do tamtego krążka. Nie ma też wątpliwości, że producencka szlifierka mogłaby wyciągnąć więcej uroku z niektórych kawałków, no ale w końcu nie takie były założenia tego albumu. Fajny prezent nie tylko dla fanów.   /JJ

 

blackstar

David Bowie

Blackstar

9/10

Nie chciałem opisywać Blackstar w styczniu, kiedy album wyszedł. Właściwie to nie chciałem go w ogóle recenzować. Śmierć Bowiego tuż po premierze tej płyty rzuciła cień na recenzje finalnego krążka artysty. Internetowi hejterzy zarzucali krytykom, że ci sztucznie zawyższali oceny Blackstar jako gest wobec zmarłego Anglika. Ponadto w pierwszych tygodniach po pojawieniu się płyty zanalizowano ją pod każdym kątem, dokopując się do licznych ukrytych znaczeń i wymyślając przeróżne interpretacje. Cóż nowego można napisać w temacie, którym zajmuje się w tym samym czasie każdy profesjonalny i amatorski krytyk pod słońcem? Zamiast recenzować ostatni longplej Bowiego, chciałbym po prostu oddać symboliczny hołd temu krążkowi. Blackstar to płyta imponująca, pełna znaczeń i ważna; tak wielkie albumy nie pojawiają się w muzyce rozrywkowej często. To materiał odważny i niebanalny, bezkompromisowo łączący gatunki i style, w równie wielkim stopniu udany aranżacyjnie, jak i producencko. To najlepszy longplej Bowiego od lat i piękna płyta o śmierci, która brzmi równie świetnie prawie pół roku po premierze, co w styczniu.   /JJ

Reklamy

One thought on “ANOHNI, KENDRICK LAMAR, DAVID BOWIE

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s