CRYSTAL CASTLES

amnesty

Crystal Castles

Amnesty (I)

Zeszłoroczny rozpad Crystal Castles był wydarzeniem dość szokującym. Od czasu premiery swojego pierwszego longpleja, Crystal Castles z 2008, kanadyjski duet postrzegano jako jeden z najciekawszych i najbardziej żywiołowych projektów na scenie elektronicznej przełomu dekad. Agresja, zadziorność i bezkompromisowość, którymi epatowała twórczość Ethana Katha i Alice Glass, przywoływały skojarzenia z punk rockiem, a krzykliwe i nieprzyjazne kompozycje o poszatkowanych aranżacjach odróżniały zespół od modnej elektroniki hipsterskiej i komercyjnego EDM. Z czasem twórczość Crystal Castles nabrała nieco ogłady, bo artyści opanowali formę piosenki i nauczyli się sprawniej operować mrokiem i szokiem, ale do końca pozostali zespołem niebezpiecznym i odważnym.

Podział był prosty: Ethan robi muzykę, a Alice show. Choć teoretycznie to Kath odpowiadał za brzmienie grupy, większość ludzi kojarzyła Crystal Castles raczej z wokalistką, której żywiołowość sceniczna i wulgarna ekspresja dały Kanadyjczykom znakomitą renomę koncertową. Zapewne z tego powodu Kath postanowił zminimalizować udział Glass w sukcesie zespołu kiedy para pokłóciła się mniej więcej w połowie 2015. Krnąbrny Kanadyjczyk zdeprecjonował wkład swojej już byłej wokalistki w twórczość Crystal Castles, przypisał sobie wszystkie zasługi za znakomity odbiór muzyki grupy i zastąpił Glass niejaką Edith Frances, która… brzmi i wygląda jak Alice. Na dokładkę nową płytę ubrał w okładkę poniekąd podkreślającą bezproblemową wymienność swoich wokalistek. Jak niegdyś Lulliabies to Paralyze udowodniła kto był prawdziwą siłą napędową Queens of the Stone Age po rozłamie duetu Josh Homme i Nick Olivieri, tak teraz Amnesty (I) miała pokazać, czy Crystal Castles to faktycznie solowe dzieło Ethana Katha.

Rzeczywiście, z początku w ogóle nie czuć braku Alice Glass. Obraz Amnesty (I) maluje to samo brzmienie, które fani grupy znają od lat. Hałaśliwe syntezatory gwałtownie przerywające powolnie rozwijające się ciężkie kompozycje utrzymane w klimacie mrocznej i dusznej elektroniki ubrudzonej industrialną rdzą, dookoła pełno hipnotyzujących i niepokojących szmerów i kliknięć, a przesterowane wokale balansują pomiędzy wulgarną krzykliwością dla zwiększenia wrażenia szoku, i wyciszeniem i wycofaniem dla kontrastu wobec zimnej i nieprzyjaznej muzyki. To jest w stu procentach album Ethana Katha, a co za tym idzie to kompletne brzmienie Crystal Castles. Jak już wspomniałem, głos Frances do złudzenia przypomina wokal Glass, więc nieświadomy roszad kadrowych słuchacz mógłby nawet nie zauważyć, że doszło do podmiany wokalistek. Choć kompozycjom brakuje nieco świeżości i to zdecydowanie najmniej zaskakujący album grupy, jest tu kilka solidnych numerów, jak niepokojący otwieracz Femen, dwa potężne bangery FleeceConcrete, rozstrzęsiony, niemal nieludzko chłodny Char, czy zawieszony pomiędzy urokliwą eterycznością i nachalnym hałasowaniem zamykacz Their Kindness Is Charade

Na pozór więc wszystko jest na swoim miejscu, ale jednak nie da się oprzeć wrażeniu, że choć Amnesty (I) w brzmieniu nie odstaje mocno od poprzednich trzech płyt grupy, to jednak robi od nich słabsze wrażenie. Choć Glass może i była „tylko” głosem projektu, to jednak właśnie jej charakter i charyzma czyniły z Crystal Castles tak groźne zjawisko muzyczne. Amnesty (I) popełnia jeden niewybaczalny grzech: to album bezpieczny i przewidywalny. Kath trzyma się kurczowo brzmienia, które znamy i lubimy, a które opanował do perfekcji, ale operuje głównie narzędziami, z których korzystał już wielokrotnie. To płyta rozczarowująco mało ekscentryczna i wyzbyta niebezpieczeństwa. Edith Frances tutaj jest tylko wokalem dopełniającym kompozycje Katha; poza użyczeniem głosu sprawia wrażenie postaci anonimowej. Alice Glass odznaczała się wyjątkową osobowością i wkładała całe serce i duszę w utwory grupy. Miała dużo większy udział w czynieniu muzyki Crystal Castles zarówno mroczną i groźną, jak i urokliwą, niż chciałby nas o tym przekonać Kath. Crystal Castles bez Alice Glass tracą pazur, a przez to nawet niezłe piosenki stają zbyt bezosobowe, by je przeżywać jak utwory z poprzednich płyt zespołu.

Amnesty (I) jest otwarciem nowego etapu w historii Crystal Castles, i tak należy interpretować ten album. Jako kontynuacja poprzednich działań zespołu, nowa płyta wypada względnie blado: nie jest tak świeża jak Crystal Castles, tak odważna jak (II), czy tak groźna i przepełniona mrocznym pięknem jak (III). Jako poniekąd solowy pokaz mocy Ethana ten materiał broni się, bo udowadnia, że to faktycznie Kath stał za brzmieniem grupy. Niestety, samo brzmienie to jednak nie wszystko, bo zabrakło serca i ducha, co uczyniłoby ten krążek wyjątkowym.

Ocena: 6/10   /JJ

Reklamy

One thought on “CRYSTAL CASTLES

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s