PJ HARVEY

hopesix

PJ Harvey

The Hope Six Demolition Project

Jeśli Let England Shake był trzęsieniem ziemi, The Hope Six Demolition Project jest najwyżej wysadzeniem w powietrze budynku sporych rozmiarów. Wydany w 2011 ósmy longplej PJ Harvey wziął wszystkich z zaskoczenia, swoim przygniatającym ciężarem i zabójczą jakością pozbawiając przytomności nie spodziewających się tak znakomitego materiału słuchaczy i krytyków. Na wyróżnionym nagrodą Mercury albumie Polly Jean pochyliła się nad aktualnym stanem polityczno-społecznym Anglii przez pryzmat traumatyzujących okropieństw wojny opisanych na podstawie wspomnień z i opowieści o bitwie o Gallipoli z czasów pierwszej wojny światowej. Powstająca przez kilka lat dziewiąta płyta artystki jest duchowym spadkobiercą tamtego materiału, bowiem również omawia trudne kwestie społeczne z domieszką polityki, skupiając się na losach ludzi ubogich, wykluczonych i generalnie zepchniętych na margines społeczeństwa, oraz na paskudnych warunkach, w których przyszło im żyć. Płyta The Hope Six… to część projektu poetycko-audiowizualnego stworzonego z fotografem Seamusem Murphy, w ramach którego Harvey i Murphy udokumentowali swoje podróże do Afganistanu, Kosowa i miasta Waszyngton.

„Projekt poetycko-audiowizualny” i „fotograf” to słowa klucze dla zrozumienia tej płyty. PJ Harvey zabawiła się tu w swoistego muzycznego fotografa, w swoich piosenkach portretującej widoki, które ujrzała podróżując, w efekcie tworząc coś na kształt audialnego album ze zdjęciami. Otwieracz The Community of Hope zabiera słuchaczy na przejażdżkę po niesławnej ubogiej dzielnicy Waszyngtonu Ward 7, podczas której wokalistka dosłownie opisuje co widzi, a nie jest to ładne ani pokrzepiające („And the school just looks like a shit-hole / Does this look like a nice place?„). W ponurym The Ministry of Defense Harvey przemienia się w dziennikarkę wojenną i opisuje widok zniszczonego Afganistanu („Broken glass, a white jawbone / Syringes, razors, a plastic spoon / Human chair, a kitchen knife / And a ghost of a girl who runs and hides„), a w zamykającym zestaw Dollar, Dollar dokumentuje przejmujące spotkanie z żebrzącym o dolara dzieckiem podczas stania w korku samochodowym („The boy stares through the glass / He’s saying dollar, dollar / Three lines of traffic past / We’re trapped inside our car„). Słuchanie The Hope Six… jest więc jak oglądanie filmu dokumentalnego o najbiedniejszych miejscach na Ziemi.

To płyta nieprzyjemna i niewygodna, choć jednocześnie zaskakująco… nieczuła. Skupiając się na opisach (choć bardzo dosadnych i upstrzonych od czasu do czasu epitetami), Harvey zdystansowała się od okropieństw, o których śpiewa. Dominanta dramatyczna tekstów tkwi właśnie w samych opisach, nie w próbach opowiedzenia historii umiejscowionych w opisywanych lokacjach, co nie rozwija w pełni wrażeń, które artystka chciała wywrzeć na naszych emocjach. Oczywiście, zawarte tu obrazy są straszne, ale równocześnie zbyt dalekie – głównie przez przywiązanie do konkretnych miejsc, które czasem trudno (w każdym razie mi) sobie wyobrazić – żebym faktycznie przejął się nimi. Na poprzedniej płycie Harvey nawiązała kontakt ze słuchaczem dzięki zgłębianiu istoty wojny, śmierci i przemijania, które są kwestiami uniwersalnymi, dotyczącymi każdego na całym globie. Może i była to płyta o Anglii, ale także o tym, co czyni współczesnego człowieka człowiekiem, i co horror wojny robi z człowieczeństwem. The Hope Six… przypomina raczej stwierdzenie faktu: oto lista strasznych miejsc, gdzie Ziemia staje się piekłem, a ludzie żyją zupełnie inaczej niż my, pochylcie się nad nią z refleksją. Nie krytykuję PJ Harvey za podejście, które obrała, bo to ważny i straszny album nawet pomimo moich uwag, ale po prostu nie trafia do mnie emocjonalnie w tak dużym stopniu, jak bym tego po nim oczekiwał. 

Muzycznie, The Hope Six… jest albumem mniej hermetycznym brzmieniowo niż Let England Shake, choć zachowano tu nieco archaicznego klimatu z tamtej płyty. W porównaniu do ostatniego krążka, nowy album PJ Harvey jest materiałem bardzo głośnym i aranżacyjnie bardziej rozbudowanym. Brzmienie materiału unosi się wokół alternatywnego rocka z naleciałościami, który jest tu zdecydowanie mocniejszy i bardziej donośny niż pięć lat temu. Cieszy powrót tradycyjnej formy krótkiej piosenki, którą zaaplikowano do chwytliwego singla Community of Hope (zabójczy hook!). Melodyjny The Wheel to alternatywny hit jakiego Harvey nie miała od dawna, a potężny Ministry of Defense to jeden z najgłośniejszych i najgroźniej brzmiących utworów artystki od lat. Choć River AnacostiaDollar, Dollar przywołują na myśl oszczędne aranżacyjnie mroczne piękno Let England Shake i albumu White Chalk z 2007, większość kompozycji na zestawie stara się sparować brzmienie utworów z ich przekazem: ma być brudno, surowo i nieprzyjemnie.

The Hope Six Demolition Project to dobra płyta, ale pozostawia niedosyt. Trzeba pochwalić PJ Harvey za ambicję i stworzenie tak trudnego w odbiorze materiału, ale szkoda, że słuchając go obcujemy tylko z częścią większego dzieła. Wyobrażam sobie, że sparowany ze zdjęciami bądź filmem, ten zestaw piosenek zyskuje potężnego kopniaka emocjonalnego (jak single, które robią większe wrażenie w parze z teledyskami). Czy jednak sam w sobie kogoś przejmuje, to już sprawa osobista. Mnie nie poruszył tak jak Let England Shake, ale może po prostu ogarnia mnie już znieczulica?…

Ocena: 7/10   /JJ

Reklamy

One thought on “PJ HARVEY

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s