RICK ASTLEY

mi0004043125

Rick Astley

50

Poprzednia płyta Ricka Astleya wyszła w roku 2005. Bardzo dużo wydarzyło się od tamtego czasu: Polska pokonała Niemcy w piłkę nożną, bracia Wachowski stali się siostrami Wachowski, powstało sześć sezonów Gry o Tron, a Rick Astley został wylansowany na największą muzyczną gwiazdę internetu. Szał „rickrollingu” z drugiej połowy zeszłej dekady to jedna z najdziwniejszych historii popkulturowych XXI wieku. Rick Astley najlepsze lata swojej kariery przeżywał w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, w 1993 odszedł na muzyczną emeryturę w wieku zaledwie 27 lat, a gdy powrócił na przełomie wieków, był postacią trochę przebrzmiałą, opierającą aktualną karierę na pamięci fanów sprzed lat. Monstrualna popularność, którą w 2007 przyniósł mu internet, wówczas nijak nie przełożyła się na faktyczną karierę piosenkarza: setki milionów odsłon Never Gonna Give You Up dały mu tylko 12 dolarów zysku, nagrody „najlepszego artysty wszechczasów” MTV przyznanej mu w 2008 nie odebrał (zresztą ciężko brać ją na poważnie), a na odcinanie kuponów od nagłego rozgłosu przyszło mu czekać aż do tego roku, gdy ku zaskoczeniu całego świata siódmy album artysty, urodzinowy 50, zadebiutował na szczycie brytyjskich list sprzedaży. Pytanie, czy stało się to ze względu na legendarność „rickrollingu”, panującą w obecnej dekadzie nostalgię za muzyką lat osiemdziesiątych, czy może 50 to po prostu dobra płyta?

Krajobraz brzmieniowy 50 zbliża nowy krążek Astleya do tego, co artysta robił, gdy w końcu wyzwolił się ze szponów mainstreamu na początku lat dziewięćdziesiątych. Kto oczekuje przaśnego disco popu w stylu Never Gonna Give You Up czy Together Forever, ten może się zawieść (albo zaskoczyć, jeśli zna piosenkarza tylko z tych dwóch piosenek). 50 to album krzyżujący soul z popem w rytmie gospel. To płyta zanurzona klimatem w nurcie adult contemporary, czyli poprawnym, melodyjnym i bezpiecznym graniu dla dorosłych (jak nazwa wskazuje) ludzi, którzy uważają Celine Dion i Bryana Adamsa za bezsprzeczne legendy muzyki. Dużo tu przyjemnych melodii i sympatycznych refrenów, a wszystko jest dobrze zagrane i zaśpiewane. To muzyka bezpieczna, lekka, łatwa i przyjemna, która nikogo nie razi, nie obraża i nie irytuje. Astley daje się poznać jako człowiek mocno uduchowiony, który wierzy w Boga, miłość i rodzinę. Co jednak najważniejsze, potwierdza, że jest bardzo utalentowanym wokalistą – jego głos jest na pierwszym planie we wszystkich piosenkach, a jest on wyraźny, mocny i pewien siebie (i zaskakująco podobny barwą do wokalu Eltona Johna).

Niestety, jest tu aż zbyt bezpiecznie, lekko, łatwo i przyjemnie. 50 to album, który wyobrażam sobie wałkowany w kółko na antenie VH1 i w eterze Radia Złote Przeboje. To muzyka, która nie różni się w większym stopniu od innych dźwięków z szuflady adult contemporary. Nie żebym był uprzedzony do takiego grania – owszem, nie lubię go, ale jednak rok temu zrecenzowałem utrzymane w podobnym tonie albumy Eltona Johna i Darlene Love, które mi się podobały. 50 jednak nie ma w sobie zbyt wielu cech charakterystycznych, które by spowodowały, że chętnie i często wracałbym do tych piosenek. Jest tu kilka udanych hooków – Angels On My Side i Keep Singing mają szansę zostać w Waszych uszach na kilka dni – ale większość utworów to typowa średnia popowo-soulowego artysty, którego wielkość już przeminęła. Zdecydowanie za dużo tu sztampy i nudy jak na album z pierwszego miejsca list przebojów.

Nie jest to zły album i w sumie ujdzie w tłoku, ale głównie dzięki dobrej formie wokalnej Astleya, nie zawartym na krążku kompozycjom. Na siłę można dokopać się do powodów, dla których komuś ten album mógłby się spodobać, ale ja do tej grupy zdecydowanie nie należę. Co więcej, wątpię, by fani 50 mieli do tego albumu wrócić po dwudziestu latach, jak to miało miejsce z Never Gonna Give You Up. Nawet pomimo całej swojej kiczowatości, to był dobry materiał na hit, a nowych przebojów na tej płycie po prostu nie ma.

Ocena: 4/10   /JJ

Reklamy

One thought on “RICK ASTLEY

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s