SKEPTA

konnichiwa

Skepta

Konnichiwa

Choć większość czytelników Sidemainstream jest zaznajomiona z brytyjskim rynkiem muzycznym, to jednak gwoli odświeżenia pamięci przypomnę czym jest Mercury Prize. Wyróżnienie to jest nagrodą przyznawaną rokrocznie autorom najlepszej płyty ubiegłych dwunastu miesięcy w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Zdobycie Mercury Prize ma duże znaczenie, bo nagradza się nią artystów, którzy faktycznie nagrywają dobrą muzykę, dzięki czemu jest ona przeciwwagą dla nieznośnie komercyjnej gali Brit Awards. O Mercury Prize jest też głośno ze względu na kontrowersje, które towarzyszą wyborom zwycięzców. Kapituła przyznająca to wyróżnienie potrafi podejmować odważne, nawet niepopularne i niecodzienne decyzje (w 1997 uznali New Forms Roni Size/Reprazent za płytę lepszą niż OK Computer Radiohead, a w 1992 postawili Scramadelica Primal Scream wyżej niż Achtung Baby U2), ale zdarzają im się wybory po prostu zbyt odważne (w 2009 wygrała Speech Debelle, która nawet w Anglii była wówczas anonimowa), albo zwyczajnie trudne do zrozumienia (w 1998 nieco już zapomniany zespół Gomez pokonał konkurencję ze strony m.in. Massive Attack, The Verve i Pulp). W tym roku Mercury Prize znów zaskoczyła, bo choć spekulowano czy wyróżnienie powędruje do Blackstar Davida Bowiego (murowany faworyt!), eterycznego A Moon Shaped Pool Radiohead, czy drugiej płyty intrygującego żeńskiego kwartetu post-punkowego Savages, nagrodę otrzymał niezależny od dużych wytwórni 34-letni Joseph Junior Adenuga, szerzej znany jako Skepta.

Jeśli nigdy wcześniej nie słyszeliście o nim, to dlatego, że nie jest on międzynarodową megagwiazdą, choć to postać ważna dla brytyjskiej sceny muzycznej. Skepta to jedna z kluczowych postaci sceny grime – angielskiej odmiany hip-hopu, charakteryzującej się społecznym zaangażowaniem i agresywnymi, brudnymi aranżacjami (stąd nazwa), która oryginalnie wywiodła się z elektronicznych scen UK garage i jungle. Szczyt popularności grime’u przypadł na mniej więcej połowę zeszłej dekady, gdy tacy raperzy jak Dizzee Rascal, Wiley, czy Lethal Bizzle szturmem wzięli serca fanów i uszy krytyków. Choć po gwałtownym wzroście popularności tej muzyki grime’owa wrzawa dość prędko przycichła, a gatunek niedługo później wypadł z mainstreamu, to tworzący go artyści utrzymali przy życiu ducha tego buntowniczego nurtu dzięki wycofaniu się do szeroko pojętej alternatywy (a nawet do podziemia, jak Wiley, który nagrywane hurtem płyty umieszczał w internecie). Niedawno jednak grime wrócił do łask szerokiego odbiorcy, co było widać i słychać najdobitniej w grudniu 2015, gdy nietypowy singiel Shut Up Stormzy’ego osiągnął ósme miejsce oficjalnej brytyjskiej listy przebojów. Powróciwszy z medialnych zaświatów, brudny rap znów zawitał na angielskie salony.

Ten przydługi wstęp potrzebny jest dla zrozumienia dlaczego Konnichiwa jest prawdopodobnie najgłośniejszym angielskim albumem roku. Tak, nawet pomimo obecności Blackstar A Moon Shaped Pool. Wielki powrót grime’u niewątpliwie związany jest z sytuacją polityczno-społeczną w Anglii. W tej chwili najbardziej drażliwymi tematami dla angielskiego społeczeństwa są kryzys imigrancki, problemy z radykalnymi Islamistami, perturbacje rządowe i wyjście z Unii Europejskiej, które podzieliło naród. Tak burzliwe czasy to woda na młyn artystów, w tym muzyków rozrywkowych. Niestety, nietrudno zauważyć, że brytyjski rock stracił pazur i wyczucie polityczne, z których niegdyś słynął. Na przestrzeni tej i poprzedniej dekady ze świecą szukać odmiany rocka, która byłaby z jednej strony hałaśliwa i zaangażowana, a z drugiej wystarczająco natchniona i groźna, by nieść bunt pokolenia. Dzisiejszemu angielskiemu rockowi brakuje prostej siły i nośności, aby trafić jednocześnie do młodzieży, wkurzonego człowieka pracy i rozczarowanego intelektualisty. Tę rolę przejął grime: jest bezpośredni i energiczny, stoi w opozycji do establishmentu, jest politycznie niepoprawny, nie jest promowany przez komercyjne media, a jego największe postacie nie boją się wyrażać kontrowersyjnych opinii. W ten krajobraz Skepta idealnie wkomponował swój nowy longplej.

Konnichiwa nie jest przyjemnym albumem. To materiał brudny, ciężki i nieprzyjazny komercyjnym rozgłośniom. To nie jedynie zagrywka estetyczna – grime to brud, więc dbając o ciężar gatunkowy, Skepta nagrał płytę, której osoby wrażliwe na hip-hop mogą nie strawić. W singlowym Shutdown znalazł się cytat oburzonego widza, któremu nie spodobał się występ Kanye Westa podczas Brit Awards, kiedy Amerykanin w towarzystwie Skepty i trzydziestu jego kumpli, wszyscy ubrani na czarno, gwałtownie i pośród nieocenzurowanych przekleństw wykonał All Day. To jest punkt, z którego na Konnichiwa wychodzi Skepta: z pozycji doświadczonego rapera świadomego swojej miejsca na rynku, który nie boi się wyrazić swojej opinii i zaznaczyć swego miejsca na scenie, a na celownik bierze polityków, hejterów i raperską konkurencję. Dużo tu typowych dla gatunku przechwałek i napinania mięśni, ale Skepta ma podstawy, by być z siebie dumnym. „Wanna know how I did with no label / No A-list songs, and I told them / Blud, I just shutdown” nawija we wspomnianym Shutdown, przypominając, że na swoją obecną pozycję zapracował sam, jako niezależny artysta nagrywający dla swojej własnej wytwórni, który nie musi martwić się o popowe hity dla podtrzymania sławy. Na Lyrics Skepta składa hołd tradycyjnym pojedynkom raperskim, potężny It Ain’t Safe to mroczna oda do niebezpiecznego życia ulicznego, Crime Riddin wbija szpilę policji, a Numbers (z ficzuringiem samego Pharrella) krytykuje komercjalizację muzyki przez wielkie wytwórnie i korporacje. Innymi słowy, to oldskulowy zestaw utworów. Konnichiwa to taki rasowy grime’owy pitbull: twardy i niebezpieczny, na pierwszy rzut oka niezgrabny i nieprzyjemny, ale lojalny i niezłomny, który potrafi porządnie ugryźć. 

To nie przypadek, że akurat Skepta jest w tej chwili największą gwiazdą grime’u. Miał on udział we wniebowstąpieniu gatunku w zeszłej dekadzie, ale nie zbłaźnił się komercyjnie jak Dizzee i Wiley, choć też zaliczył kilka przebojów (chociaż zdecydowanie mniejszego kalibru). Pozostał aktywny artystycznie i w końcu pomógł w niedawnym odrodzeniu grime’u, awansując na poziom kluczowej postaci sceny. Kariera Skepty to historia gościa, który ciężko pracował na swoją pozycję, i który nigdy nie sprzedał się dla sławy, a do tego nie jest cudownym złotym dzieckiem muzyki jak Dizzee Rascal czy Mike Skinner z The Streets, więc nie był od najwcześniejszych lat kariery rozpieszczany przez krytyków i blogerów. Dlatego właśnie ten facet w roku 2016 idealnie pasuje do roli nowego mentora muzyki buntu młodego pokolenia. Patrząc na brytyjski rynek muzyczny z perspektywy społecznej, nagrodzenie Skepty trofeum Mercury Prize to niegłupie posunięcie i znak czasu (tym bardziej, że po raz pierwszy w wyborze zwycięzcy brały udział głosy internautów, więc wygrana Konnichiwa to właściwie głosu ludu), podobnie jak przyznane wcześniej wyróżnienie piosenki roku NME (Shutdown) i nominacja do nagrody Ivor Novello (przyznawanej brytyjskim tekściarzom i kompozytorom). Nieczęsto takie odznaczenia trafiają do artystów, którzy faktycznie mają posłuch „na ulicy”. Wszelkie wyróżnienia kojarzone są zwykle z establishmentem, a artyści tacy jak Skepta nie są z establishmentem za pan brat.

Umyślnie skupiłem się na nagradzaniu artysty, a nie jego albumu, bo pomimo iż uważam, że Konnichiwa to w tej chwili najgłośniejsza angielska płyta roku, to jednak nie uważam tego albumu za ósmy cud świata. To dobrze wyprodukowana, fajnie napisana i solidna płyta, o której mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest dobrym materiałem grime’owym. Czy to płyta roku jakościowo? Nigdy w życiu. Skepta jest w dobrej formie (zarówno tekstowej, jak i wokalnej), jest tu kilka świetnych numerów i parę dobrych hooków, a całość spaja konkretny „uliczny” klimat, ale nie jest to album na poziomie legendarnego Boy in da Corner Dizze Rascala, laureata Mercury Prize sprzed trzynastu lat. Konnichiwa to płyta, który usatysfakcjonuje zarówno fanów grime’u, jak i lubiących hip-hop słuchaczy nie mających dotychczas do czynienia z grime’em, ale nie sądzę, by był to krążek, który uplasuje się wysoko w podsumowaniach dekady. Co oczywiście nie zmienia faktu, że to bardzo ważny longplej, która idealnie wstrzelił się w czas, gdy może być najefektywniejszy. 

Ocena: 7/10   /JJ

Reklamy

One thought on “SKEPTA

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s