M.I.A.

aim

M.I.A.

AIM

Mathangi „Maya” Arulpragasam od ponad dziesięciu lat nadaje muzyce rozrywkowej kolorytu swoją orzeźwiającą na tle konkurencji odwagą polityczną i skłonnością do wzbudzania kontrowersji (zarówno na scenie, jak i poza nią). Jeśli Bruce’a Springsteena nazywano „uśpionym sumieniem Ameryki”, to w przypadku Mayi wypadałoby ten tytuł odnieść do niej w kontekście całej zachodniej cywilizacji. AIM, piąta płyta Angielki, otwiera już drugą dekadę aktywności M.I.A. na rynku. Czy w 2016 Mathangi wciąż jest tak samo nieustraszona i bezkompromisowa jak za czasów Paper Planes?

Wystarczy pierwsze kilka minut z AIM, aby się przekonać, że zdecydowanie tak, a przynajmniej tekstowo. Otwieracz płyty, najlepszy w zestawie hip-hopowy Borders, to cięta krytyka polityki społecznej bogatych krajów („Your privilege (what’s up with that?) / Broke people (what’s up with that?) / Boat people (what’s up with that?)”) i zagubienia osobowości zachodnich społeczeństw („Freedom, ‚I’dom, ‚Me’dom / Where’s your ‚We’dom? / This world needs a brand new ‚Re’dom”). Ostry komentarz dopełnia teledysk, w którym Mathangi ubrana w kontrowersyjnie przerobioną koszulkę piłkarską (Fly Emirates -> Fly Pirates, przez co naraziła się władzom ów klubu) razem z grupą uchodźców z Afryki płynie zatłoczoną łodzią i forsuje wysoki płot. Żeby jednak nie było zbyt politycznie, AIM zawiera też typową dla M.I.A. zabawę słowem i groteskowym obrazem rapera. W melodyjnej piosence (tak, tak – zwyczajniej piosence bez żadnych dziwactw i szaleństw!) Freedun (z zaskakującym ficzuringiem Zayna Malika) żartuje „I’m a swaggerman / Rolling in my swaggervan / From the People’s Republic of Swaggerstan” (dwa pierwsze wersy to zwycięzcy konkursu na gościnny tekst napisany przez fana), a chwilę później rzuca grubo ciosanym żartem „Dinosaurs died out and I’m still strong”. Tekstowo, AIM to stara dobra M.I.A.: bezkompromisowa ideologicznie i dla przeciwwagi lekka humorystycznie.

Kompozycje też przypominają dotychczasową twórczość M.I.A., ale w tym przypadku to niekoniecznie zaleta. Jeśli kiedykolwiek słyszeliście jakąś płytę Mathangi, możecie mieć pojęcie jak brzmi AIM. Jak na artystkę nie bojącą się nietypowych aranżacji i krzyżówek stylistycznych (konkretne określenie gatunkowe muzyki M.I.A. to istna praca dla Heraklesa), nowy materiał M.I.A. jest rozczarowująco bezpieczny. Choć są tu zalążki aranżacyjnego szaleństwa (bombastyczny Go Off, żartobliwy Visa), to daleko im do tak odjechanych numerów jak imprezowy Bring the Noize czy post-punkowy Born Free. Momentami można odnieść wrażenie, że Maya wręcz na siłę powstrzymuje się od wariactw. Nastrojowo, AIM to najbardziej stonowany (jeśli w ogóle można użyć tego słowa w kontekście M.I.A.) album artystki od czasów debiutanckiego Arular. Wpływ ma na to również… nuda, bowiem kilka numerów dłuży się i zwyczajnie nudzi. Freedun jest sympatycznie melodyjny, ale koniec końców mało ciekawy, podobnie wakacyjny Finally i mozolnie ciężki Foreign Friend, zaś Jump In to mocny kandydat do tytułu najnudniejszej piosenki wokalistki.  Ciężko mi też zrozumieć dobór piosenek: jakim cudem na album trafił nieciekawy, brzmiący jakby go nie dokończono remix Bird Song autorstwa Blaqstarr, a nie ten ciekawszy od Diplo? Dlaczego nie zmieścił się żywiołowy Swords, ale znalazło się miejsce na nijaki Jump In? To niecodziennie zawodzące wybory jak na artystkę, która przecież nie boi się zaszaleć aranżacyjnie. Na plus albumu wypada wspomnieć, że to chyba najbardziej basowy longplej M.I.A.. Słuchanie AIM bez wyraźnego podbicia basów odejmuje płycie połowę uroku.

 AIM niczym nie zaskakuje, bo to w gruncie rzeczy M.I.A. jaką zawsze znaliśmy i lubiliśmy. Inna sprawa, że lubiliśmy również M.I.A. odważną i nierzadko szokującą nietypowymi aranżacjami, a takiej M.I.A. na AIM nie ma. Niby trzymanie się tego, na czym ktoś się zna i co umie się robić dobrze nie jest grzechem, ale trudno ukryć, że piątej płycie Mathangi przydałaby się odrobina szaleństwa. To niezły album, który zawiera parę fajnych piosenek, ale żadna z tej płyty rewolucja czy chociażby ewolucja. Arular zatem wciąż pozostaje najlepszym albumem M.I.A., a AIM co najwyżej może się bić z MAYA o miejsce czwarte.

Ocena: 6/10   /JJ

Reklamy

One thought on “M.I.A.

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s