WILCO

schmilco

Wilco

Schmilco

Wilco zawsze byli czymś więcej niż tylko kapelą akustyczną. Nie, stop, to nieprawda – oni nigdy nie byli kapelą akustyczną! Jeśli ktoś zna Amerykanów tylko powierzchownie, to słysząc spokojny głos Jeffa Tweedy’ego oraz czując jak zespół zgrabnie pisze melodie i jak umiejętnie posługuje się gitarą akustyczną, faktycznie może omyłkowo pomyśleć, że oto stoi u smętnych wrót z napisem „BALLADY BIAŁEGO CZŁOWIEKA”. Nic jednak bardziej mylnego, bo muzyka Wilco to niezwykle ciekawa przygoda. Mieszając elementy alternatywnego country i rocka, noise pop, indie i nieobciachowego podejścia do klimatów adult contemporary, twórczość Wilco stanowi ambitny gatunek sam w sobie, który wymyka się próbom szufladkowania.

A jednak na swoim dziesiątym albumie studyjnym Tweedy i ekipa postanowili spuścić z tonu i nagrali materiał balladowy, w dużej części właśnie akustyczny. Schmilco otwiera trzecią dekadę aktywności rynkowej Wilco, i robi to sprowadzając muzykę grupy do aranżacyjnego minimum. Wprowadzająca w zestaw Normal American Kids to napędzana ładną melodią urocza piosenka na przyciszone instrumentarium i subtelnie poprowadzony wokal, która sprawnie dostraja słuchacza do brzmienia całej płyty. Poprzedni album Wilco, zeszłoroczny Star Wars, był odważną zabawą hałaśliwym popem, ale tutaj podejście jest dużo bardziej tradycyjne, wystawiające na pierwszy plan oszczędne aranżacje pełne ślicznych melodii. To najspokojniejszy materiał zespołu od dawna, ale też dyskretny pokaz mocy przypominający jaka siła może tkwić w pozbawionym komputerowych sztuczek oldskulowym popie z akustycznymi naleciałościami. To także płyta rozkosznie przesiąknięta czarnym humorem: od autoironicznej gry słownej w tytule, przez okładkę autorstwa kontrowersyjnego rysownika Joana Cornellà, po umieszczenie w zestawie piosenki o tytule Happiness i przewrotnym refrenie „Happiness depends on who you blame„, Schmilco pokazuje, że zbliżającym się do pięćdziesiątki członkom zespołu daleko do kryzysu wieku średniego.

Schmilco to album ładny, przyjemny i sympatyczny. Raczej nie stanie się Waszą ulubioną płytą roku, i ciężko powiedzieć, by miał miejsce w pierwszej piątce najlepszych longplejów grupy, ale te ciepłe melodie mogą się bardzo spodobać (szczególnie teraz, w depresyjnym okresie wczesnej jesieni). 

Ocena: 7/10   /JJ

Reklamy

One thought on “WILCO

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s