THE PRETTY RECKLESS

The Pretty Recklessmi0004137728

Who You Selling For

Zespół The Pretty Reckless słuchacze kojarzyć mogą za sprawą dwóch rzeczy: fikuśnie zakręconej Taylor Momsen I jej ambicji do zaistnienia na scenie muzycznej. Pisząc w bardziej poważnym tonie, zespół ten miał swoje dobre momenty: zarówno na debiutanckim Light Me Up, kiedy kręcąc się w pobliżu MTV udało się zawrzeć kilka chwytliwych, pop-rockowych kawałków, jak również na Going To Hell, gdzie panna Momsen zagrała pazurem już na nieco ostrzejszej strunie. Można zaobserwować, że ewolucja brzmienia znana z tego drugiego krążka zdecydowanie bardziej odpowiadała młodej wokalistce, czego ta nie ukrywała również w wywiadach. Nic dziwnego zatem, że nie chciała czekać kolejnych 4 lat z wydaniem nowego albumu (jak to miało miejsce poprzednim razem), tylko potwierdzić wartość trzecią, w pełni uformowaną na jej charakter płytą. Potwierdzić, ponieważ głównym grzechem zarzucanym TPR była do tej pory manieryczność i brak wypracowanego stylu. Czy wraz z nowym projektem udało się to w końcu osiągnąć?

Cóż, niekoniecznie… Wymownym w tym wypadku staje się tytuł dla trzeciego albumu: Who You Selling For. W założeniu miał on firmować niezależność i brak tolerancji na jakiekolwiek ograniczenia ze strony wytwórni czy innych postronnych osób, które mogłyby wywierać nacisk na wszelkie działania grupy Momsenówny. W rzeczywistości posunęło się to jednak nieco dalej, ponieważ sam nie jestem przekonany: czy w tej formie sprzedaje się ona nawet swoim zatwardziałym słuchaczom? Trzeci krążek jest zdecydowanie bardziej wyważony od poprzednich dwóch odsłon, iście post-koncertowy, wpadający w samouwielbienie wokalistki, który nie przesuwa granic, tylko je zaciera. Uleciała zupełnie energia znana z Going To Hell, co zapewne jest bardzo wygodne podczas koncertowania (dość powiedzieć, że w przeważającej części materiału prym wiodą chórki), ale i bezpieczne. Nie ma tu cienia próby szarży warunkami głosowymi, które były słyszalne w poprzednich produkcjach. W rezultacie wiele emocji ze słuchania zbiega się z tytułami odsłuchiwanych piosenek zawartych na krążku: Prisoner, Oh My God, Take Me Down, Already Dead… Raczej nie było to zamierzone, ale wyszło dość niefortunnie w stosunku do jakości albumu. Całość brzmi niczym oddanie hołdu dla twórczości Kid Rocka, ale powiedzmy sobie szczerze – czy świat potrzebuje jego żeńskiej wersji w tych czasach? 

Chciałoby się tak nie demonizować WYSF lub robić to, ale w tym pozytywnym kontekście (wszakże i tak można), natomiast gdy na dwanaście utworów dopiero dziewiąty niesie ze sobą rockową iskrę to nie jest zbyt super, prawda? Zresztą ostatnie cztery utwory różnią się stylistycznie od reszty i wydaję się, że mogły to być odrzuty sesyjne z 2014 roku, mające na celu zróżnicowanie materiału. Ich obecność jest generalnie na plus, mimo braku sensownego układu na płycie, co jest kolejnym rażącym faktem. Podsumowując, większość kawałków to ballady w iście amerykańskim stylu alabama girl, które wyprodukowane są naprawdę dobrze, lecz przez przeciętność zadowolą raczej tylko tych co wierniejszych fanów TPR. Dlatego też wypada stwierdzić, że czasem słuchaczom lepiej jest zrobić krok w tył i wrócić do poprzedniej płyty, a nuż następny album będzie tym mocniejszym kopem na dwa kroki w przód?

Ocena: 4/10    / KK

Reklamy

One thought on “THE PRETTY RECKLESS

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s