XIU XIU

xiuxiu

Xiu Xiu

Plays the Music of Twin Peaks

Pomysł przerobienia ścieżki dźwiękowej do serialu Twin Peaks przez Xiu Xiu paradoksalnie był równie szalony, co niegłupi. Z jednej strony, legendarny album Angelo Badalamentiego to materiał kompletny, który nie potrzebuje aktualizowania do potrzeb naszych czasów. To longplej zanurzony w magii ponadczasowego piękna, który dziś brzmi tak samo eterycznie, jak dwadzieścia sześć lat temu, a nieco przestarzała produkcja dodaje mu tylko uroku. Z drugiej strony, jeśli ktoś miałby się siłować z tak wyjątkowym dziełem, to tylko wyjątkowy artysta, a takim bez wątpienia jest Jamie Stewart. Spiritus movens projektu Xiu Xiu to jeden z najbardziej nietypowych i najodważniejszych muzyków alternatywnych dwudziestego pierwszego wieku. CV Stewarta to istny labirynt brzmieniowego eklektyzmu: od zabaw z alternatywnym synth-popem, przez łączenie tradycyjnych piosenek folkowych z Karaibów i Ameryki z szumiącymi eksperymentami z muzyką ambient, po rzeczy tak nieprzystępne, jak Merzxiu – album nagrany w duecie z Merzbow, który w dwóch utworach trwających łącznie trzydzieści siedem minut zawarł dźwięki, którym bliżej do białego szumu niż do tradycyjnej muzyki. Co więcej, Stewartowi nie są obce przeróbki twórczości innych muzyków. Xiu Xiu nagrali m.in. krążek z awangardowymi interpretacjami utworów Niny Simone, Don’t Cha The Pussycat Dolls w mrocznej, niemalże piekielnej odsłonie, czy niepokojąco komiczną wersję Under Pressure Queen i Davida Bowie z gościnnym udziałem Michaela Gira ze Swans. Przerobienie muzyki do Twin Peaks to wariacki pomysł, a Jamie Stewart zdecydowanie jest wariackim muzykiem.

Zamiast rzucać się z motyką na słońce próbując dorównać kompozycyjnej maestrii opus magnum Badalamentiego, Xiu Xiu postąpili mądrze podchodząc do materiału źródłowego z dość przewrotnej strony. Plays the Music of Twin Peaks nie jest bowiem hołdem dla oryginalnego kompozytora ani nawet jego muzyki w tak wielkim stopniu, jak dla samego serialu. Twin Peaks Davida Lyncha cieszy się zasłużonym miejscem w historii telewizji jako jeden z najbardziej kultowych i rewolucyjnych seriali amerykańskich. Ślepo wychwalając go pod niebiosa, można jednak przeoczyć dwa istotne fakty na jego temat: nierówną jakość i niepokojącą treść. Twin Peaks jest serialem ważnym, ale nie tak świetnym, jak głoszą legendy – to dzieło pięknie niedoskonałe, które w drugim sezonie rozjeżdża się na wiele stron gubiąc wątki, banalizując postacie i na długi czas tracąc wyjątkowy charakter pierwszych kilku odcinków, zanim ostatni raz elektryzuje mrożącym krew w żyłach finałem. Tego szoku zresztą jest w Twin Peaks pod dostatkiem, bo obdzierając opowieść z elementów komediowych i melodramatycznych, oraz sprowadzając ją do kilku kluczowych wydarzeń, dostajemy pełną zakłamania, przemocy i seksu historię o kazirodztwie i chciwości, gdzie ludzka natura – dosłownie! – prowadzi walkę o zachowanie czystości i humanizmu w obliczu gwałtownych pragnień mrocznej strony duszy. Postacie z serialu po śmierci trafiają do zaświatów w postaci jednej z dwóch lóż (w wersji, którą oglądałem – chat) – czarnej lub białej – w zależności od tego, czy poddali się mrocznym pożądaniom, czy im się przeciwstawili. Niejako odnosząc się do takiej interpretacji serialu, płyta Xiu Xiu zdaje się odzwierciedlać właśnie tę mroczną stronę Twin Peaks.

Plays the Music of Twin Peaks to album ciemny i nieprzyjazny, co Stewart osiągnął obudowując ciepłe utwory Badalamentiego murami chłodnej, niepokojącej produkcji. Urokliwy Audrey’s Dance skupia się na kluczowej melodii, lecz wokół niej bzyczy, piszczy i szemrze dźwiękami przypominającymi ścieżkę dźwiękową z kosmicznego horroru klasy B, nadając oryginalnej partii klawiszy posmak przerysowanego, nieco komiksowego klimatu. Packard’s Vibration zaczyna się od nieśmiałej melodii, na której powstaje kakofoniczna budowla piętrząca hałaśliwe konstrukcje. Prowadzi ona do ambientowego Nightsea Wind, który dla przeciwwagi oferuje siedem minut hipnotyzującego i pulsującego szmeru, a po którym następuje istne szaleństwo piekielne: przerażający Blue Frank-Pink Room to jazgotliwy utwór poddający się brutalnej sile wiodącej prym gitary elektrycznej, niczym postacie z serialu ulegające niszczycielskiej mocy nawiedzającego ich ciała złego ducha. Mroczny klimat strachu przeważa na Plays the Music of Twin Peaks, i nawet momenty kojące – jak senny Harold’s Theme, czy ikoniczny Falling – wzbudzają poczucie niepewności i podszyte są swoistą wrogością, która w każdym momencie może przekuć melodię w chaos. Love Theme Farewell stara się zdusić nostalgiczny romantyzm oryginału zimną i wyzbytą emocji fasadą, a zamykający zestaw Josie’s Past to krępująca recytacja treści sado-masochistycznego dziennika quasi-bohaterki serialu Laury Palmer, która kończy się demonicznie przerobionym śpiewem mordercy i gwałciciela rzeczonej nastolatki. Negatywny ładunek emocji, w który uzbrojony jest Plays the Music of Twin Peaks, tworzy wyraźny podział dramatyczny pomiędzy tym albumem, a oryginalną ścieżką dźwiękową – dzieło Badalamentiego rezyduje w Białej Loży, podczas gdy krążek Xiu Xiu to twór rodem z Czarnej.

Przewrotność Plays the Music of Twin Peaks nie sprowadza się jednak tylko do przekodowania dominanty dramatycznej treści, ale i ukazuje świadomą zabawę konstrukcyjną Stewarta z materiałem źródłowym. Motor napędowy muzyki do Twin Peaks, wspomniany Falling, który w oryginale otwiera i zamyka album, został tutaj przerysowany na modłę teatralną i zastępiony w roli otwieracza płyty przez nie mniej piękny Laura Palmer’s Theme, który z kolei jest najmniej przemienionym numerem w zestawie. Kolejność pozostałych utworów też została zmieniona, a miejsce w materiale uzyskał oryginalnie umieszczony na ścieżce dźwiękowej do filmowego spinoffu Fire Walk with Me sentymentalny Sycamore Trees, któremu Stewart nadał niepokojący, wręcz złowrogi charakter. Czuć, że Plays the Music of Twin Peaks to nie jest typowy cover album, a zupełnie autonomiczna interpretacja uznanego dzieła. Podział zasług rozkłada się pół na pół pomiędzy Stewarta i Badalamentiego, bo nowe pomysły nie górują nad starymi melodiami, podobnie jak nie tkwią w ich cieniu. Gdy trzeba, uwydatniają jakość muzyki zasłużonego kompozytora, zaś innym razem zniekształcają ją, aby pozwolić nowemu pokoleniu zaistnieć ze swoją wizją.

Choć to utarty slogan, tym razem naprawdę się sprawdza: Plays the Music of Twin Peaks nie jest płytą dla każego. Eksperymenty brzmieniowe Xiu Xiu mogą zniechęcić słuchacza zniesmaczonego tymi awangardowymi herezjami, który odrzuci album jako przerysowany, pretensjonalny i męczący. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby ktoś obojętny wobec aranżacyjnych sztuczek stwierdził, że tej płyty najzwyczajniej w świecie nieprzyjemnie się słucha. To nie jest ani longplej łatwy w odbiorze, ani doskonały – niektóre eksperymenty wydają się pokiereszowane na pokaz i wydumane aż do granic rozsądku, zupełnie jak serial denerwował rozjeżdżającymi się, chwilami autoparodystycznymi wątkami w drugim sezonie. Pomimo to, jestem jednak pełen szacunku dla Jamiego Stewarta za wyjście obronną ręką z ryzyka, którym było podjęcie się tego karkołomnego zadania. W efekcie powstał bowiem materiał udowadniający, że można okazać szacunek materiałowi źródłowemu nie tylko nie małpując go, ale wręcz wchodząc z nim w krytyczną dyskusję artystyczną. Dzięki Xiu Xiu muzyka Angelo Badalamentiego wzbogaciła się o nowy wymiar interpretacji, a dzięki Badalamentiemu Xiu Xiu zyskali jeden z najfajniejszych i przewrotnie najbardziej przystępnych krążków w swojej dyskografii.

Ocena: 8/10   /JJ

Advertisements

2 thoughts on “XIU XIU

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

  2. Pingback: ALBUMOWE KALENDARIUM – LUTY 2017 | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s