DEADMAU5, D.R.A.M.

deadmau5

deadmau5

W:/2016ALBUM/

Dzisiejszy deadmau5 nie przypomina siebie sprzed dwóch lat. W 2014 po absurdalnych aferach z Ferrari i Disneyem (z winy korporacji) i gniewnym ataku na Madonnę (też z jej winy), Joel Zimmerman był w centrum zainteresowania mediów i zachwytu internautów, a dzięki premierze płyty while(1<2), którą nazwał swoim pierwszym albumem, z którego jest dumny, był blisko długo wyczekiwanego spełnienia artystycznego. Dziś jednak deadmau5 to facet po dość przykrym załamaniu nerwowym i kryzysie twórczym (wszystko udokumentowane w mediach społecznościowych), który na mniej więcej tydzień przed premierą swojej nowej płyty w konfundującym akcie anty-promocyjnym zmieszał ją z błotem, nazywając nadciągający materiał skleconym pospiesznie bez ładu i składu, wydawanym tylko dla pieniędzy. Spójrzcie tylko na powyższą okładkę – to na pewno nie przypadek, że właśnie taki obrazek wybrano do tego materiału, bo właśnie w takiej rozsypce zdaje się teraz być projekt deadmau5. Niestety, słychać to na W:/2016ALBUM/… Pomimo, iż są tu fragmenty, słuchając których fani producenta mogą poczuć się jak w domu, a to dzięki przeprowadzonemu tu przeglądowi znanych i skutecznych chwytów brzmieniowych artysty (np. w przestrzennym otwieraczu 4ware, hipnotycznie mrocznym Deus Ex Machina, czy dyskotekowym bangerze No Problem), to rzeczeni słuchacze mogą poczuć wrażenie obcowania z dziełem, które sklejono z elementów odrzutów z innych płyt. Brakuje tu świeżości i przebojowości, a momentami też wczucia twórcy. Chwilami deadmau5 sprawia wrażenie jakby nie interesowało go co nagrywa i jakby ten materiał nie miał odgórnych założeń dramatycznych. Utwory nie tylko nie budują razem napięcia, ale i same w sobie momentami wydają się rozwijać nie dostarczywszy satysfakcjonującego finału. W dodatku rozstrzał aranżacyjny potwierdza rozdwojenie twórcze Zimmermana: podczas gdy np. No Problem4ware i dość nijaka taneczna ballada Let Go brzmią jak powtórki z rozrywki, inne numery w zestawie – chociażby pięknie budujący bogactwo kliknięć i szmerów na dość monotonnej konstrukcji Welk Then czy zalatujący niebanalnym minimalizmem Boards of Canada Snowcone – zdają się iść w nowym kierunku, być może zapoczątkowanym na poszukującym while(1<2). Żadna z tych stylistyk nie jest jednak w pełni satysfakcjonująca, bo deadmau5 ani nie uderza tu w nuty nostalgiczne – to raczej echa przeszłości – ani nie próbuje wystarczająco odważnie czegoś nowego. W efekcie ta płyta zawieszona jest gdzieś pośrodku, zachowując rozczarowująco bezpieczną odległość od obu kierunków aranżacyjnych. W:/2016ALBUM/ brzmi przez to nie jak pełnoprawny longplej, lecz bardziej jak zlepek pomysłów, które Zimmerman zebrał myśląc nad nagraniem lepszego albumu, i które faktycznie sklecił na szybko, byle cokolwiek wydać. Posłuchać można, a z czasem nawet parę utworów da się polubić, ale zdecydowanie jest to materiał rozczarowujący.

Ocena: 5/10   /JJ

 

Big Baby D.R.A.M. album cover by Boootleg

D.R.A.M.

Big Baby D.R.A.M.

Z Shelleyem Marshaun Massenburg-Smithem – lepiej znanym jako D.R.A.M. – zetknąłem się pierwszy raz we wrześniu, gdy wydał on singiel Cash Machine. To była przyjaźń od pierwszego przesłuchania, bo Cash Machine okazała się jednym z najbardziej pozytywnych, chwytliwych i przebojowych (choć jakimś cudem przebojem nie została) kawałków rapowanych, jakie słyszałem w tym roku. Świetny refren, niezły hook, spoko bit, dobry wokal, dużo humoru i fajna aranżacja momentalnie mnie porwały. Kiedy w końcu D.R.A.M. wydał swój debiutancki longplej o uroczo obciachowej okładce i tytule obiecującym niezobowiązującą zabawę, rozpaliłem w sobie iskierkę optymizmu w nadziei na bardzo rozrywkowy album. Jak przykre było jednak moje zdziwienie, gdy przesłuchawszy Big Baby D.R.A.M. okazało się, że skoczny singiel to jedyna tak radosna piosenka w zestawie, bo autor postawił na nieco powolniejsze, a chwilami cięższe brzmienie… Pierwszy krążek długogrający D.R.A.M. to materiał zdecydowanie wieczorny, zawieszony w leniwym, gdzieniegdzie wręcz romantycznym klimacie. Raper dość zgrabnie łączy bujający R&B z hip-hopem z naleciałościami i dziwacznymi popem, spajając wszystko niezłym wokalem, bo D.R.A.M. radzi sobie równie dobrze rapując, co śpiewając, a zawsze brzmi wyluzowany i w formie. Kawałki brzmią stylowo, choć jak na mój gust są zdecydowanie za mało charakterystyczne i chwytliwe, przez co senna atmosfera potrafi momentami znudzić i uśpić nieuważnego słuchacza. Jest tu kilka perełek, np. wspomniany Cash Machine, podobnie humorystycznie przebojowy Broccoli, elegancko seksowny WiFi, czy skoczno-balladowy synth-pop Outta Sight / Dark Lavender – Interlude, a całość solidnie trzymana jest w estetycznych ryzach, lecz gatunkowa powtarzalność całości zabiera części piosenek nieco uroku, w jego miejsce oferując przewidywalność brzmienia. Na swoim debiutanckim krążku D.R.A.M. przeprowadza zgrabny recykling zgranych chwytów z talii czarnej muzyki amerykańskiej, lecz pomimo niezłej jakości to wciąż tylko recykling, który przy monotonii niektórych kompozycji rodzi zalążki nudy (nawet mimo ficzuringów na fali: Erykah Badu, Young Thug, Lil Yachty).

Ocena: 6/10   /JJ

Reklamy

One thought on “DEADMAU5, D.R.A.M.

  1. Pingback: PODSUMOWANIE 2016 – PŁYTY | SIDEMAINSTREAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s