Ranking singli 2016: 20-11

201620-11

20. Grimes

Kill V. Maim

Kill V. Maim to czyste szaleństwo, nawet jak na mocno wariackie standardy Grimes. Claire Boucher wokalnie idzie na całość piszcząc nieznośnie i wrzeszcząc wniebogłosy (!), strasznie obciachowy syntezator przepycha się z nietypowym dla Grimes gitarowym riffem, a romans alternatywnego popu z dyskotekową łupanką eksploduje jednym z najbardziej hałaśliwych refrenów roku. Istna mieszanka wybuchowa, ale dla Grimes popowa ekstrawagancja to przecież nie pierwszyzna, więc Kanadyjka trzyma to szaleństwo w imponująco solidnych ryzach. A wiecie o czym jest ta piosenka? Zdaniem autorki, historia w Kill V. Mam to opowieść o znanym z Ojca Chrzestnego Michaelu Corleone, który tu jest… potrafiącym zmieniać płeć i podróżującym w czasie wampirem. Ciekawe czy taka odpowiedź znalazłaby się w kluczu maturalnym?

19. Justice

Fire

Nie podoba mi się popowa ścieżka, na którą wkroczyli Justice swoim rozczarowującym trzecim albumem. Nie jestem też zachwycony, że pomimo bycia na rynku od dekady i wykreowaniu zalążków własnego stylu, Francuzi wciąż próbują kopiować Daft Punk. Podoba mi się za to, że Gaspard Augé i Xavier de Rosnay uczą się pisać dobre piosenki pop, które nawet jeśli nie grzeszą oryginalnością, to są chwytliwe i gatunkowo uczciwe. Fire to rasowy oldskulowy pop uzbrojony w dynamit w postaci świetnego hooku. Wciąż wolę Justice w wersji Stress, ale pod nieobecność Daft Punk bardzo przyjemnie otrzymać tak wysmakowany electro pop.

18. Run The Jewels

Legend Has It

Run The Jewels to czysta energia, uderzenie i moc w postaci potężnego hip-hopu. Legend Has It to zaś reprezentujące powyższe cechy duetu imponujące prężenie muskułów i popisowy numer grupy, która chwali się tutaj talentem do hałasowania rozsadzającym okna bitem i zdolnością do pisania świetnych tekstów pełnych niegłupich cytatów, parafraz i odniesień popkulturowych oraz bogatych w ciekawie zaimplementowane środki stylistyczne. Nikt w tej chwili nie umie się chwalić swoją za*ebistością tak bezkompromisowo i zarazem błyskotliwie jak Run The Jewels.

17. PJ Harvey

The Wheel

Dzięki The Wheel PJ Harvey zyskała coś, czego już dawno nie miała w swojej dyskografii: autentyczny alternatywny hit. Fajna melodia, świetny refren i skuteczny riff, a nawet zwykle irytujące, zaś tu znakomicie dopełniające kompozycję klaskanie, tworzą najbardziej chwytliwą piosenkę Angielki chyba od czasów The Letter sprzed dwunastu lat. Diament w nieco chropowatej koronie kontrowersyjnej płyty The Hope Six Demolition Project.

16. Savages

Adore

Adore to bardzo nietypowa piosenka w dorobku Savages. Dziewczyny stłumiły energię i agresję oraz powstrzymały wylewający się z nich post-punkowy żywioł, i dostarczyły zaskakująco minimalistyczną i refleksyjną balladę w stylu Morisseya coverującego jakiś spokojny kawałek Queen. Na szczęście zachowały typowe dla siebie rockową surowiznę i przepełnione niepokojem brzmienie, a zjawiskowa Jehnny Beth swoją charakterystyczną ekspresję, dzięki czemu nawet choć to ballada, Adore to piosenka potężniejsza od niejednej ostrej grzałki. Ponadto, to mój drugi ulubiony teledysk 2016.

15. Danny Brown ft Kendrick Lamar, Ab-Soul, Earl Sweatshirt

Really Doe

Atrocity Exhibition to płyta mocno nieszablonowa, ale zawiera jeden moment hip-hopowo czysty jak łza. To Really Doe, klasyczny posse cut (czyli rodzaj utworu, w którym kilku raperów nawija po sobie, głównie w celu pochwalenia się swoimi talentami raperskimi). Los chciał, że moment, w którym Danny Brown na swoim nowym krążku brzmi najmniej eksperymentatorsko, to nie tylko najlepszy fragment bardzo dobrego albumu, ale i najbardziej zjawiskowy singiel hip-hopowy roku, oraz prawdopodobnie jeden z najlepszych tego typu numerów dekady. Really Doe to sukces bogactwa w prostocie – urok tego kawałku tkwi w dusznym, hipnotyzujący bicie i znakomitej formie świetnego kolektywu raperskiego, i nie potrzeba tu żadnych dodatkowych składników czy upiększaczy, bo wszystko gra dokładnie tak, jak powinno. Forma idealna, krystalicznie czysta w swojej brudnej doskonałości.

14. Frank Ocean

Nikes

2016 miał należeć do Franka Ocean i w pewnym sensie tak było, bo Amerykanin został największą tajemnicą minionego roku. W końcu podzielił się oczekiwanym od lat drugim solowym albumem, a ten okazał się wymagającym dużej cierpliwości intrygującym zestawem niebanalnego R&B z naleciałościami, który wymyka się prostemu szufladkowaniu. Stonowany charakter Blonde stał w opozycji do wielkiego hajpu, który towarzyszył jego premierze, i wielkiej burzy, którą rozpętał jego kontrowersyjnie nieortodoksyjny sposób promocji. Nikes znakomicie skupia tajemniczy charakter Blonde: niby jest tu ładna melodia i coś na kształt hooku, a do tego niezła forma raperska Oceana, ale wszystko ukryto za zasłoną mocno przydymionej produkcji i nietypowej decyzji o przesterowaniu wokalu. Łatwo tę piosenkę odrzucić za pierwszym przesłuchaniem, ale jeśli da się jej kilka szans, wrośnie w słuchacza na stałe.

13. The Weeknd ft Daft Punk

Starboy

Jeśli za produkcję twojej piosenki biorą się Daft Punk, to czujesz, że masz w kieszeni nie lada przebój. W 2015 The Weeknd zmajstrowali najlepszą piosenkę pop roku, a teraz nie spuścili z tonu i wypuścili zabójczo elegancki hit z pogranicza stylowego popu i alternatywnego R&B. Cudownie słodko-mroczna produkcja, świetna forma wokalna Abela Tesfaye i zabójczy hook. „I’m a motherfuckin’ starboy”!

12. Radiohead

Burn the Witch

Nagła premiera Burn the Witch wzięła fanów z zaskoczenia, ale jeszcze większy szok przeżyli oni słysząc jak ta piosenka brzmi. Pierwszy singiel z A Moon Shaped Pool to pełen sukces Thoma Yorke’a powracającego do piosenkowych korzeni. Nieoczywista, ale dominująca melodia i przepięknie zaaranżowana partia smyczkowa z jednej strony, a z drugiej skrzętnie budowane napięcie i podszycie ładnej muzyki wyczuwalnym, lecz nieokreślonym złem, razem składają się na najbardziej niepokojący singiel Radiohead od czasów… cóż, może nawet Pyramid Song? Bardzo dobrze słyszeć oksfordczyków korzystających z rozbudowanego żywego instrumentarium, a nie tylko łechtających elektroniczne fascynacje Yorke’a.

11. The xx

On Hold

On Hold to singiel wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze, to ważny moment w brzmieniu The xx, którzy wykonują symboliczny krok z ponurego indie rocka w rejony niebanalnych, lecz wciąż nostalgicznych brzmień klubowych, w których specjalizuje się dominujący w tym utworze producent Jamie xx. To najbardziej żywiołowa piosenka w historii grupy. Po drugie, On Hold zdaje się kontynuować trudną historię miłosną ze znakomitego Chained, który był naszym ulubionym singlem 2012. Prześliczna piosenka i najlepszy wakacyjny singiel roku, choć pojawił się… pod koniec listopada.

Reklamy
Posted in Top

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s