THE XX

the-xx

the xx

I See You

Na Coexist the xx zgrabnie obronili się przed „syndromem drugiej płyty”. Był to album bezpieczny, podążający estetycznie i dramatycznie ścieżką wyznaczoną przez swojego poprzednika, oferujący nieco bardziej dopracowaną i wypolerowaną wersję brzmienia zaserwowanego na the xx. Pomimo przewidywalności, był to jednak wciąż materiał wysokiej jakości, o ślicznej produkcji i kilku dojrzałych decyzjach aranżacyjnych. Słuchacze byli usatysfakcjonowani Coexist, lecz ciężko ukryć, że było to ponownie czarowanie tą samą sztuczką, która zachwyciła fanów trzy lata wcześniej. W dyskusję z potencjalnym ryzykiem zatrzaśnięcia się the xx w szufladzie „duszny romantyczny indie rock/pop” weszły późniejsze solowe dokonania etatowego elektryka grupy, Jamiego xx, który szokująco odważnymi solowymi dziełami* wyrobił sobie markę jednego z najoryginalniejszych i najciekawszych producentów młodego pokolenia. Sukces Smitha dał nadzieję, że w the xx tkwi potencjał wykraczający daleko poza brzmienie the xx Coexist.

Pytanie, które każdy sobie zadawał przed premierą I See You, brzmiało: czy the xx zrobią ten ryzykowny krok wprzód i faktycznie ewoluują swoją muzykę? Wyjątkowość twórczości the xx wynika po części ze zdolności radzenia sobie z ograniczeniami, którymi odznacza się muzyka grupy: hermetyczna, ściśle określona dominanta dramatyczna (ma być romantycznie w odcieniu smutku), charakterystyczne, lecz dość przeciętne wokale Madley-Croft i Sima, w końcu prosta, minimalistycznie oszczędna budowa utworów opartych tylko na hipnotyzujących bitach, przestrzennej gitarze i pulsującym basie. Największa szansa na potencjalny rozwój brzmienia the xx tkwi właśnie w bitach Jamiego Smitha, i pierwszy singiel z I See You – wydany pod koniec zeszłego roku On Hold – udowodnił, że Anglicy jednak nie boją się zaryzykować elektronicznych eksperymentów. Nowa jakość the xx płynąca z tej piosenki to owoc świeżego, choć nieco kontrowersyjnie zdeinstrumentalizowanego hooku, który zaaplikował do twórczości grupy nieobecną dotychczas taneczność. Poza tym rozkosznie pokiereszowanym samplem I Can’t Go For That (No Can Do) Hall & Oates, On Hold w gruncie rzeczy przypomina jednak typowy utwór the xx: wokale nie odbiegają od standardów grupy, piosenka utrzymana jest w klimacie słodko-gorzkiej romantycznego sentymentalizmu, a tekst wydaje się bezpośrednio wynikać z Chained, przewodnigo singla z poprzedniej płyty. Czyli coś dla każdego fana grupy: 50% nowego + 50% starego = 100% the xx Anno Domini 2016.

Ta zdolność do zachowania dotychczasowego charakteru brzmienia w świetle rozważnych nowych decyzji aranżacyjnych odnosi się nie tylko do On Hold, ale i jest symptomatyczna dla całego I See You. The xx brzmią tu jak grupa świadoma swoich sił i słabości, mądrze równoważąca talenty całej trójki muzyków. Ze wszystkich płyt zespołu, na tej najbardziej wyraźne są akcenty indywidualne jej członków. Ewidentnym kluczem do sukcesu I See You jest wizjonerstwo producenckie Jamiego, który po mistrzowsku ubarwił muzykę the xx wyraźnie szerszą niż dotychczas paletą bitów i sampli, momentami niemalże narzucając Romy i Oliverowi kierunek, którym powinna podążać twórczość tria. Madley-Croft i Sim z kolei nadają produkcji Smitha głębię emocjonalną, zachowując charakter romantycznego indie rocka/popu pomimo coraz śmielszych akcentów elektronicznych. Bowiem choć bity Jamiego są na I See You wyraźniejsze i odważniejsze niż na the xx Coexist, to wciąż o uroku piosenek the xx decyduje przede wszystkim subtelna i oszczędna melodyjność oraz intymność na granicy emocjonalnej wiwisekcji. Czynniki, które nadały poprzednim nagraniom the xx słodko-gorzki posmak młodzieńczej romantyczności, wciąż są obecne na I See You. Piosenki na nowej płycie po raz kolejny traktują o problemach trudnej miłości ludzi zagubionych w pętli swoich uczuć. Szkoda tylko, że nienajlepsze zdolności wokalne dwójki wokalistów ograniczają ich zaangażowanie emocjonalne. Czy to fikcyjna bolesna historia miłosna Say Something Loving, hołd Romy dla swoich rodziców Brave For You, czy spowiedź Olivera z rozprawiania się ze swoimi demonami hedonizmu A Violent Noise, Madley-Croft i Sim są podobnie zdystansowani, zmanierowani i wręcz chłodni wobec tematyki swoich utworów. Szczególnie mierzi mnie to na Brave For You, który Romy zaśpiewała sennie i zupełnie bez mocy, pomimo osobistego wydźwięku utworu i tekstu, który aż prosi się o większe uderzenie emocji. Rozumiem jednak, że specyficzny charakter wokali the xx jest pewnie kwestią gustu – jednych odstraszy, innych wciągnie. Z pewnością nie byłoby wyjątkowego klimatu grupy, gdyby nie barwa głosu dwójki wokalistów, nawet pomimo niewielkiej skali, którą operują. Szkoda jednak, że od ośmiu lat zupełnie nic się w tej kwestii nie zmienia, i na I See You Madley-Croft i Sim brzmią mniej więcej tak samo, jak na the xx.

I See You jest zatem płytą, na którą warto było niecierpliwie czekać, ale nie jest to, niestety, album doskonały. Pomimo śpiewu, który już opisałem, można jej także wytknąć, że produkcja Jamiego jest brawurowa, ale nie na tyle rewolucyjna i przewrotna, by nagiąć dotychczasowe ramy brzmienia the xx, przez co momenty typowo iksowe mogą się nużyć, bo nie wychodzą daleko poza swoistą powtórkę z rozrywki. Nie zmienia to jednak faktu, że I See You koniec końców jest jednak sukcesem na kilku frontach, a przede wszystkim jako ważny trzeci album, który ukazuje, co tak naprawdę zespół ma do zaoferowania (kiedy już nie można po raz trzeci zaserwować sztuczki, którą raz powtórzyło się na stereotypowo najtrudniejszym drugim krążku). Nowy materiał the xx potrzebuje czasu, by zadomowić się w słuchaczu – ja sam byłem odrobinę sceptyczny po pierwszych dwóch przesłuchaniach, lecz z każdym kolejnym moje uczucia do tego krążka rosły. To płyta pełna dyskretnej, oszczędnie aplikowanej magii, i owoc mądrej współpracy muzyków, którzy pomimo swoich słabości i ograniczeń, śmiało i mądrze cementują wyjątkowy charakter swojej twórczości.

Ocena: 8/10   /JJ

*Nasza recenzja solowej płyty Jamiego, In Colour, tutaj.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s